Walencja po życiówkę – tydzień 7/13

Wczoraj otworzyłem popcorn i czytałem zażartą dyskusję na facebooku na temat udostępniania swoich planów treningowych. Argumenty godne komentujących. W tym wszystkim przypomniałem sobie bardzo ważną rzeczy! Zapomniałem o podsumowaniach. A może pamiętałem, ale się strasznie rozleniwiłem. Wracam. Dalej za darmo, dalej możecie komentować, chwalić, hejtować ;) Lecimy z tygodniem nr. 7!

Słowem wstępu do treningów. W poprzednim tygodniu miałem kryzys treningowy. Spadek formy, zmęczony organizm. Dopiero w niedzielę coś sensownie pobiegałem. I jak się okazało po kilku gorszych dniach otworzyły się wrota do cudownego miesiąca! Jaki ten trening bywa przewrotny.

Poniedziałek

Dwa treningi po 11-12 km. Tempo spokojne 4:30 min/km. Regeneracja po niedzieli, gdzie łącznie wpadły 34 kilometry.

Wtorek

20 kilometrów w tym 10 podbiegów ok 30 sek (160 metrów). Akurat taką mam górkę, nie ma w tym większej filozofii. Wyliczania co do metra ile trzeba pobiec. Te 30 sek jest ok. Mogę się rozpędzić. Na końcu już piecze. Ale nie walczę jak lew, żeby wdrapać się na samą górę. 

Można zobaczyć, jak fajnie wzrasta kadencja. Żeby było szybko, trzeba przebierać nogami :)

Wróciłem też do podbiegów raz w tygodniu, przed akcentem. Nie tyle, żeby zbudować jakąś siłę. Zwyczajnie zauważyłem, że ja raz w tygodniu muszę rozruszać nogi na takich odcinkach (może to być przebieżka, zabawa biegowa etc). Wtedy kręci mi się lepiej już cały tydzień. 

Środa

20 km w Lasku na Kole, średnie 3:29 min/km! Biegłem jak w transie. Cudowny trening. Nie padłem. Do końca pełna kontrola. To było takie 20 km intensywnością maratonu. Zjadłem 2 żele Trec, w trakcie izo. Arbuz oczywiście ;)

GPS w tym lasku szaleje, ale wymierzone mamy kołem co do metra.

Po treningu wpadł Śmietan i chciał coś ponagrywać. Ale po takim treningu łatwo się nie pracuje :D Ale przynajmniej mam fotkę z Kasią :D

Super mnie ten trening podbudował. To było mocne bieganie!

Po robocie. Najtrudniejsze treningi zawsze kończę białkiem. Oczywiście uzupełnienie węgli to podstawa, ale nie zapominajcie o proteinach!

Wieczorem jeszcze trening NBRC. I o dziwo. Noga całkiem ok, wypoczęta!

Czwartek

Dwa treningi, spokojne tempo. 19 i 11 km. 

Piątek

Ponownie dwa, 17 i 8 km. Tempa tych biegów to ok 4:20-4:30 min/km. Średnia. 

Sobota

Robiliśmy urodziny Niny, więc musiałam iść bardzo rano. Od początku drewno totalne, pogoda straszna. A ja nie lubię biegać rano, szczególnie jak jestem niewyspany. A byłem…

Raz wolniej, raz szybciej. Nie wnikam, 20 minut mocnej pracy po lesie.

W tej sytuacji jedyne co mi przyszło do głowy to zabawa biegowa. 20×1/1 minuta. Po lesie. Pierwsze dwa patrzyłem na zegarek, ale było tak słabo, że przestałem ;) Zwyczajnie chciałem pobiec 20 intensywnych odcinków. Nic mnie innego nie interesowało. I zjazd na bazę. 

Niedziela

Wolny „long”. W sumie to takie rozbieganie 26 km, spokojnie. Bez żadnego męczenie Zmęczony byłem tylko pogodą, bo wtedy lało jakby ktoś lał wiadrami wodę na głowę. Wieczorem jeszcze 10 km i koniec tygodnia. 

Podsumowanie

Po pierwsze w tym tygodniu zrobiłem potężną jednostkę. 20 km po Lasku na Kole dało mi dużo pewności siebie. Wiedziałem, że jestem w dobrej formie.

Po drugie, i to nauka dla Was. Nawet po najgorszych tygodniach, przychodzą bardzo dobre. Ostatni był tragiczny. Ten był zupełnie inny. Więc nie poddawać się tylko do przodu!

Po trzecie. Jak nie macie pomysły, jak jest ciężko, jak warunki są fatalne. Zróbcie zabawę biegową. To najlepsze wyjście ;)

I na koniec słynny Śmietan! To on stoi za tymi wszystkimi filmikami biegaczy!

More from Bartosz Olszewski
Ostatni sprawdzian
Wczoraj zaliczyłem ostatni sprawdzian przed maratonem. W tym roku jak zwykle planowałem...
Read More