Jak się biegnie w Mistrzostwach USA na 5 km ?

Relacje z Nowego Jorku zacząłem od relacji z maratonu. Jednak w cieniu tego biegu, dzień wcześniej odbywa się też znakomita impreza. Mistrzostwa USA w biegu na 5 kilometrów. 5k Abbott Dash to the Finish Line. To „tylko” bieg towarzyszący maratonowi. Ale jak zobaczyłem od środka jak wygląda bieg towarzyszący, wiedziałem, że dzień później czeka nas naprawdę coś, czego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Zanim zabiorę Was na trasę piątki, przypominam, że na YouTube ukazało się już nasze wideo z maratonu. Co prawda jest to zapis dni poprzedzających sam bieg, ale uwierzcie mi, że oglądając to poczujecie klimat i emocje towarzyszące temu biegu. Będziemy wdzięczni za każdy komentarz i polubienie filmu, jeżeli Wam się podoba. To dużo dla nas znaczy.

Cal na 5 km

Wracamy do piątki. Maraton miałem biec „rekreacyjnie”. Natomiast 5k miało być na maksa. Powiedziałem nawet, że będę walczył o życiówkę. I wiedziałem, że jestem w formie, żeby to zrobić. Jednak zdecydowanie nie poświęcałem ostatnich dni na jakieś szczytowe przygotowanie. Byliśmy na super wyjeździe. I stwierdziłem, że lecę na 100%. Ale wcześniej w pełni korzystam z uroków NY. Nie często tam bywam.

Super ciastka! Cronut rządzi ;)

I tak w czwartek i piątek zrobiłem łącznie 70 tys kroków :D A i tak się ograniczaliśmy. Bo pewnie mógłbym ostro 100 tys przekroczyć. W piątek wieczorem też dobrze się bawiliśmy z ekipą New Balance ;) I tak zasypiając w piątek wieczorem zastanawiałem się, czy ja w ogóle wstanę na ten bieg :) Na szczęście jetlag powodował, że dalej zasypialiśmy błyskawicznie. I spałem jak zabity.

Przed biegiem

Pobudka rano, ubrałem się i pobiegłem na start. Było ciepło. My mieszkaliśmy na skrzyżowaniu 34 i 8 Alei, start był na 42 i 1 Alei. Wyszło niespełna 3 kilometry biegu. I o dziwo pierwszy raz od przylotu biegło mi się naprawdę dość lekko. Było ciepło i nie wiało. Fajne warunki. Dobiegłem na start, jeszcze sporo czasu. Obserwowałem start juniorów, później elitę. Jeszcze kilka ćwiczeń, przebieżki 42 ulicą i powoli kierowałem się na start. Spotkałem bardzo dużą grupę Polaków którzy robili sobie zdjęcia. Przybiliśmy piątki, chwilę pogadaliśmy i ustawiłem się na linii startu. 

Trasa Biegu

Trasa tej piątki jest wręcz spektakularna. Biegnie się 42 ulicą (to jedna z najbardziej kultowych, kolorowych i znanych ulic na Manhattanie). Później skręca w Piątą Aleję. Tej alei chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. W dodatku biegniemy jej najlepszym odcinkiem, znanym z tylu filmów czy zdjęć z NY. Wpadamy do Central Parku i ostatnią milę pokonujemy pagórkowatym terenem kończąc na mecie maratonu. Trasa jak z bajki. Jak zobaczyłem, nie wahałem się sekundy przed zapisem. A jeszcze z ciekawostek, pakiet kosztuje 55$. W pakiecie jest czapka wełniana. Fajna, chodzę w niej teraz. 

Start

Odliczamy do startu. Wszystko gotowe. Przemawia dyrektor NYC Marathon i Joan Benoit Samuelson. Hymn jak zwykle śpiewany na żywo. Ostatnie sekundy i ruszamy. I sobie myślę, co tu się właśnie wydarzyło?

Wydaje mi się, że biegnę całkiem szybko. A wszyscy mnie wyprzedzają. Przede mną w pewnym momencie jest ze 100 biegaczy. Myślę sobie, że jednak ta noga ołowiana i nie ma z czego biec. Ale patrzę na zegarek i tempo 3:05 min/km. Trochę mnie kusi żeby przyspieszyć, ale myślę sobie, że to skończy się totalnym zgonem w Central Park. W dodatku trasa w ogóle nie jest płaska. Co chwila mamy długi podbieg albo długi zbieg. Nie jakieś strome, ale mocno odbierające siły. 

Piąta Aleja

Dobiegam do pierwszej mili. Skręcliśmy już z 42 ulicy i pędzimy wśród wieżowców, najdroższych sklepów i głośno dopingujących kibiców. Łapie rytm i zaczynam mocno wyprzedzać. Leje się ze mnie pot i nie wiem czy to wynik temperatury czy wczorajszej imprezy ;) Ale jest ok, łapię kilometr w 2:59 min/km. I nie umieram. Wiem, że dobiegnę tak do parku. A potem co będzie to będzie. Kolejni biegacze w tyle. W sumie cały bieg wyprzedzam i to daje mi dużo sił. Czwarty kilometr dalej bardzo szybki. Leje się ze mnie, ale jestem też mega zadowolony ze swojej dyspozycji.

Cholerny Central Park

Wbiegamy do CP. I czuję się, jakbym dostał potężny cios w twarz. Od razu zaczyna się od bardzo mocnego podbiegu. W nogach mamy 4 kilometry biegu na piątkę. Nie muszę Wam tłumaczyć, co w takim momencie robi podbieg z biegaczem. Nogi palą żywym ogniem. Już idzie czysta siła. Oj wkładam jej bardzo dużo. Przebiegam obok Kasi. Kibicuje mi głośno, ale ja już nic nie widzę. Zwalniam, ale wyprzedzam jeszcze więcej. Tutaj już odcina wszystkich. Już w oddali meta. Pech chce, że ostatnie metry ponownie są pod górę. A ja już jestem wycięty. Nie mam z czego przyspieszyć. Absolutnie zero prądu. Chcę tylko dobiec. 

W Central Park doping i ilość kibiców naprawdę robi wrażenie. Szpaler ludzi, tysiące kibiców. To daje sił. Bo inaczej pewnie bym się poddał po pierwszym podbiegu. Wpadam na metę. Czas 15:51… 

Nie ma życiówki

Czy jestem zadowolony? Celowałem w 15:47, czyli życiówkę. Ale biorąc pod uwagę trudy tej trasy i mój „tapering” to tak, jestem bardzo zadowolony! To był naprawdę dobry, mocny bieg. Na płaskich odcinkach łapałem prędkości o których dotąd mogłem pomarzyć. A nawet ten CP mnie nie zabił, bo to dalej był jednak mocny i szybki bieg. Idealnie taktycznie. Czy coś bym zmienił? 

Zawsze lubię analizować. Na początku myślałem, że może jednak powinienem szybciej wystartować, ale jednak wydaje mi się, że dobrze rozłożyłem siły. Jedyne co bym zmienił to poszedłbym na całość jakieś 600-800 metrów do mety. Tam był zbieg. I wiedząc, że jeszcze czekają mnie 2 minuty biegu w tym podbiegi, lekko się oszczędzałem. Łapałem oddech. Teraz zwyczajnie poszedłbym na maksa i zobaczył co się dalej stanie. Może tutaj dało się te 4 sekundy nazbierać. 16 min i tak bym złamał.

Meta 

Na mecie czeka na nas poczęstunek. Nie ma medali, dyplomów etc. To bieg towarzyszący. Idę w koło Central Park i po jakimś czasie spotykam Kasię. Lecimy szybko do hotelu. Jestem potwornie głodny więc biorę kupon na śniadanie i zjadam gówniane śniadanie. Smakuje jak wygląda. Tylko te jajka były zjadliwe ;)

Czuję ten bieg w nogach cały dzień. Czułem też go na maratonie. A potem kumulację 5+42+zwidzanie+samolot czułem jeszcze tydzień. Ale warto było. To wspaniały bieg. I jak będziecie kiedyś w NY na maratonie, koniecznie dzień przed w ramach rozruchu pobiegnijcie 5k Abbott Dash to the Finish Line!

More from Bartosz Olszewski
Jak się biega w soczewkach kontaktowych? – pierwsze wrażenia
Namówili mnie. Chociaż przed pierwszym założeniem soczewek kontaktowych za wiele o nich...
Read More