Apel do organizatorów biegów w Polsce

kenijczycy

Temat biegaczy zza granicy stał się ostatnio głośny w mediach. Posypało się wiele artykułów przedstawiających biznes, jakim jest zarządzenia zawodnikami. Szczególnie tymi pochodzącymi z Kenii. Ja od dawna miałem swoje zdanie na ten temat. W szumie medialnym, który obecnie powstał, myślę, że to właściwa chwila na zastanowienie się, w którym kierunku chcemy promować nasze krajowe imprezy? Czy naprawdę promowanie zawodników z Afryki przynosi jakąś korzyść organizatorowi biegu?

Na początek kilka artykułów dotyczących tego tematu, które ukazały się w ostatnim czasie. Zachęcam do zapoznawania się z nimi. Nie ze wszystkim co jest tam napisane się zgadzam. Często mam wątpliwości, często inne zdanie. Ale teksty te przedstawiają ogólny problem, przed którym w chwili obecnej stoją polscy biegacze:

Nagor.pl „Ukraińsko-kenijska wataha krąży po Polsce
Nagor.pl „Kyeva: przyłapany
biztok.pl „Kenijczyk za 4 tys. zł. Tak się zarabia na biegach w Polsce
PrzegladSportowy.pl „Czudzoziemski biegacz, czyli… VIP

Nie mam nic do Kenijczyków. Nie mam nic do biegacza reprezentującego jakikolwiek kraj na naszych, polskich, imprezach biegowych. To jest dla nich czysty biznes. Przylatują, lub przyjeżdżają do nas zarobić pieniądze. Tak samo jak nasi zawodnicy wyrywali kiedyś wszystkie wygrane zawodnikom w Niemczech. Tak samo jak my jeździmy za pracą do Anglii. To jest czysty biznes, oni chcą zarobić, organizator płaci. Sam na pewno bym skorzystał.

Mam za to dużo uwag do organizatorów biegów. Naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak bardzo zależy Wam na ściąganiu zawodników z Afryki? Rozumiem duże imprezy. Maraton Warszawski, Orlen Maraton, Poznań Maraton. Tutaj w jakiś sposób podnoszony jest prestiż imprezy, wynik idzie w świat. Takie biegi powinny mieć silną elitę. Natomiast co daje zawodnik z Afryki organizatorowi biegu na 300 osób w jakimś mniejszym mieście? Moim zdaniem kompletnie nic! Czy ktoś go w ogóle pamięta? Ktoś mu jakoś specjalnie kibicuje na trasie, ktoś chce, żebym on tam w ogóle startował? Prawdę mówiąc jest tak, że po biegu to pierwszy biały zbiera największe gratulacja, a Kenijczycy stoją pod płotem i czekają na zapłatę.

Ok., ale przecież sam mówiłem, że nie ma nic przeciwko Kenijczykom. Natomiast nie mogę pojąć dlaczego w wielu imprezach taki zawodnik jest lepiej traktowany niż zawodnik z Polski? Dlaczego Ci zawodnicy mogę liczyć na startowe, na zakwaterowanie, zwrot kosztów podróży? Często jest tak, że ich manager za to wszystko zbiera kasę, podczas gdy zawodnik z polski może obejść się smakiem. Dla mnie to jest niepojęte. Nie dość, że nie staramy się pomóc naszym, to jeszcze wspomagamy zawodników zza granicy.

Dlaczego organizator nie robi klasyfikacji najszybszych Polaków? To jest praktyka bardzo popularna na świecie. Biegi starają promować się swoich biegaczy. Prawda jest taka, że zbierają większe owacja od kibiców, niż Kenijczycy, którzy już się wszystkim znudzili. To nie tylko zachęci naszych do startów w polskich imprezach. Przede wszystkim to zapewni Polakom jakieś dochody, dzięki który będę mogli w młodym wieku pomyśleć o obozach, fizjoterapii, opiece trenerskiej. W tej chwili wygląda to źle, żeby nie powiedzieć fatalnie. Zamiast jakoś wesprzeć naszych, to część nagrody ląduje w rękach managera (nie chcę podejmować tego tematu, niech powyższe artykuły zobrazują Wam, jak to działa), a druga cześć leci gdzieś do Kenii. No nie jest to działanie na rzecz promocji polskiego sportu.

Było już nierówne traktowanie. Było o dodatkowej klasyfikacji dla Polaków. Teraz trzecie sprawa. Szczerze, dla mnie cała ta sytuacja z zawodnikami ze Wschodu i z Afryki wygląda bardzo podejrzanie. Ja naprawdę wierzę w szybkie bieganie. Ale nie wierzę w błyskawiczną regenerację. Nie da się dzień po dniu biegać półmaratonu. W tygodniu zaliczać mitingi. Później biegać dalej na ulicy i jeszcze kończyć najlepiej maratonem. Wszystko na wysokim poziomie. Są przypadki gdzie zawodnik rano na trudnej trasie wygrywa półmaraton a wieczorem pokonuje naszego medalistę Mistrzostw Polski! Nie da się raptem w wieku powyżej 30 lat dokonywać jakiś niesamowitych skoków formy. Nie jest możliwe, że po zmianie managera raptem wyniki rosną o klasę sportową z tygodnia na tydzień. To nie jest normalne, to jest nierówna walka. Nawet jak złapiemy takiego zawodnika to co? Przecież to taki sam amator jak Kowalski biegający maraton w 5h, możemy go zdyskwalifikować na ten jeden bieg…

Czy coś można z tym wszystkim zrobić? Można. Może to egoistyczne, ale ja chcę, żeby na polskich imprezach byli promowani polscy zawodnicy. Żeby nasi, dzięki tym startom mogli zapewnić sobie godziwy trening. Mogli dalej się rozwijać i startować w kolejnych zawodach z lepszymi wynikami. Nie zgadzam się na faworyzowanie zawodników zza granicy. Jeżeli nie chcemy promować naszych, to przynajmniej traktujmy ich równo!

Drodzy organizatorzy biegów, to czy coś się zmieni zależy tylko i włącznie od Was. Na czym Wam tak naprawdę zależy. Żeby zapłacić kilku Kenijczykom, którzy przyjadą, których nikt nie pamięta, których każdy ma w nosie? Ok., zrobią wynik, ale co z tego? Co to zmienia dla takich zawodów? Czy może chcecie w jakiś sposób promować polskich zawodników? Zapewnić im jakieś finansowanie np. w postaci klasyfikacji dla najlepszych Polaków. Nawet jak nie zrobią rekordu trasy to przynajmniej po biegu porozmawiają z kibicami, napiszą coś o biegu, są w stanie jakoś wypromować imprezę a nie tylko odejść z kopertą w kieszeni…

More from Bartosz Olszewski

Dzień wolny od biegania, rzecz święta!

Wszyscy bardzo dużo mówimy o regeneracji. Jednak w pewnym momencie, w pogoni...
Read More