Jeżeli trenujesz bieganie, musisz to zrozumieć!

Bieganie to PROCES! Mało który biegacz potrafi zrozumieć sens tych słów. Chcemy szybko. Chcemy zaraz. Nawet jak już mamy sporą wiedzę treningową, niejedne zawody za sobą, nawet maratony, dalej ta podstawa kuleje. Zapominamy, że trening biegowy to nie jest jakiś zlepek treningów, okresów treningowych czy sezonów. To jest proces, który krok po kroku prowadzi nas do lepszej formy.

Dlaczego to takie ważne?

Bo w treningu jest tak, że jedno wynika z drugiego. Większości się wydaje, że są to oddzielne klocki, które nie mają ze sobą wiele wspólnego. Tutaj trochę szybkości, tam wytrzymałości. Tutaj jakieś ćwiczenia. I hop zawody. Jednak w dobrze zaplanowanym treningu jeden trening wynika z drugiego. Kolejne tygodnie wynikają z poprzednich. Następne miesiące, sezony czy nawet lata są wynikiem poprzednich.

Żebyście to dobrze zrozumieli, często podaje się przykład związany z budową domu. Załóżmy, że budujemy fundamenty, nie skończyliśmy i stawiamy już stropy. Do końca też tego nie wykończyliśmy i lecimy z dachem. Tutaj też są dziury a my wykańczamy mieszkanie. Wyobraźcie sobie taki dom. I tak dokładnie wygląda przygotowanie większości biegaczy na startach docelowych. 

Najlepszy trening będzie niczym bez dobrego wykonania

A piszę o tym, bo to jest najczęstszy problem osób, które chcę się do czegoś przygotować, ale do końca nie potrafią zrozumieć jakie to ważne. Wielu osobom wydaje się, że jak mają super plan, albo trenera to się samo zrobi. Ale się nie zrobi. Trener jest właśnie od poukładania tego procesu i dostosowania go do możliwości zawodnika. Ale to zawodnik musi przez ten proces przejść. A żeby na końcu osiągnąć maksimum możliwości, powinien przejść od A do Z. 

A teraz spójrzmy na nasze przygotowania. Tutaj 2 tygodnie urlopu. Tam jakaś infekcja. Potem jakiś weekendzik ze znajomymi. Kilka kluczowych treningów odpuszczonych tak naprawdę bez konkretnego powodu. Prawie zawsze są to te kluczowe treningi bo one są najtrudniejsze i wtedy przeważnie „coś” nam wypada. I w rezultacie stoimy na starcie i szczególnie w przypadku maratonu, nikt nie ma pojęcia na co naprawdę nas stać. 

Jeżeli czegoś nie zrobimy w przygotowaniach, to nie ma tego. Przepada, idziemy dalej albo coś korygujemy. Większość myśli, że jak skopiuje komórki w excelu, wykasuje itd. to tego nie było. Oczywiście zawsze będą pojedyncze przypadki, gdzie czegoś nie da się zrobić. Gdzie rzeczywiście jesteśmy chorzy, kontuzjowani. Ale w większości przypadków zawalamy przygotowania na własne życzenie. 

Może takie dwa przypadki. Zawsze lepiej coś zrozumieć, jak daję przykłady z życia wzięte:

Przykład 1

Jesteśmy w treningu maratońskim. Mamy powiedzmy 10 tygodni do maratonu. Czyli mamy okres ferii albo wakacji (przeważnie). Skończyliśmy okres bazowy, zbudowaliśmy wytrzymałość tempową. Wchodzimy w BPS. Nasz aparat ruchu i ogólnie forma jest w gotowości, żeby zacząć ten najtrudniejszy i kluczowy okres. I robimy 2 tygodnie urlopu. Nawet jak biegowego, to 2-3 razy jakieś truchtanie. No bo albo upał albo śnieg gdzieś na stoku. Wracamy. Właśnie powinniśmy zacząć biegać najważniejsze i najtrudniejsze treningi. Ale forma jest w lesie. Trzeba się cofnąć. Odbudować przynajmniej część tego co było. Czasu już nie zostaje prawie wcale. Ogólnie to jest praktycznie przegrana walka, chyba, że ktoś jest z dużym stażem biegowym i może od razu wskoczyć w długie wybiegania. Ale ogóle pracujemy miesiącami i te 2 tygodnie naprawdę potrafią wszystko rozwalić. 

Przykład 2

W kolejnym przykładzie posłużę się ogólnie periodyzacją. Jaka by ona nie była, z jednego okresu wynika drugi. Jeżeli zaniedbamy na początku ogólne przygotowanie, nasz aparat ruchu nie będzie gotowy na późniejsze obciążenia. Jeżeli zaniedbamy szybkość (bo jeszcze tyle czasu do startu) to później bardzo może cierpieć budowanie wytrzymałości. Biegacze tego nie widzą, ale w planie biegowym, szczególnie tym dobry, wszystko jest ze sobą powiązane. I jak coś wypada, te powiązania się sypią i trzeba kombinować. Na początku coś z tego jeszcze wychodzi. A po kilku takich wybrykach wszystko działa jak Windows 95 w dniu premiery ;)

Na własnym przykładzie

Teraz jeszcze trochę o sobie. Moje najlepsze starty wcale nie były po okrasach kiedy robiłem najlepsze treningi. Czy czułem się w mega gazie. Najlepsze starty zawsze miałem po okresach gdzie spokojnie przetrenowałem długi okres aż do startu. Nawet 20 tygodni. Gdzie wszystko było przemyślane. I kolejne treningi były częścią większego procesu. Tak było w przypadku WfL w Mediolanie, gdzie nie opuściłem nic. Kompletnie nic przez 20 tygodni. I nawet fatalny maraton miesiąc przed mnie nie zraził. Bo wiedziałem, że forma przyjdzie w odpowiednim momencie. Tak samo było kiedy robiłem 2:26 w maratonie w Warszawie. Czy w Lipsku biegłem 2:25. Jakby ktoś spojrzał na pojedyncze treningi to by powiedział, ze zwariowałem porywając się na taki wynik. Ale cały proces doprowadził mnie do tego startu i forma w tym dniu była rewelacyjna. 

Coś to DUŻO więcej niż nic

Na koniec, żeby nie było wam tak smutno. Przerwy się zdążają. Każdemu. One nie pokrzyżują Wam planów jeżeli będziecie się starać z tego wyjść bez szwanku. Możecie słyszeć wiele opinii na ten temat. Ale jeżeli sytuacja naprawdę nie zmusza Was do odpoczynku (kontuzja, ciężka choroba, gorączka) to zróbcie COŚ! Cokolwiek zawsze jest lepsze niż nic. Zwykłe 3 rozbiegania w tygodniu po 8-10 km potrafią podtrzymać formę. 7-8 dni wolnego na pewno będą dużo gorsze. Jak nie macie siły zrobić mocnego longa, zróbcie spokojnego. Jak nie macie siły zrobić mocnych interwałów, zróbcie odcinki 300, 400 metrów. Jak nie macie siły na bieg ciągły, potruchtajcie, wróćcie do domu, odpocznijcie, najedźcie się, wyśpijcie i jutro zróbcie ten bieg ciągły. I tak mogę wymieniać. COŚ w bieganiu jest lepsze niż nic. Róbcie, działajcie. Jak nie pomalujecie tego domu, nie wykończycie go w środku do końca, nie ogrodzicie itp. to dalej będzie rewelacyjny dom. Może z wyglądu trochę średni, ale będzie spełniał w 100% funkcje domu. A te niedociągnięcia można poprawić. 

Podsumowanie

Podsumowując. Bieganie to proces, gdzie każdy kolejny element wynika z poprzedniego. Uzupełnia go, rozwija, albo jest rozwijany na poprzednich treningach. Nie możemy tutaj nic przeskakiwać, wycinać fragmentów licząc, że nic się nie stanie. Więc po pierwsze starajmy się wykonywać cały plan treningowy zgodnie z tym, jak został od pod nas zaprojektowany. Po drugie, jeżeli nie jesteśmy w stanie wykonać go w 100% robimy tyle ile możemy. Robimy coś, działamy, ale nie odpuszczamy. Odpuszczanie prowadzi do porażki. Działanie nawet w najgorszych chwilach bardzo przybliża nas do końcowego sukcesu!

More from Bartosz Olszewski
Rok 2015 zapamiętam jako rok dopingu. Czy da się z nim wygrać?
Smutny to był rok dla światowej lekkoatletyki. Tak naprawdę skandal gonił skandal....
Read More