Ostatnio pisałem o tym, co należy poprawić w nadchodzącym sezonie. Jakie błędy popełniłem i jakie to miało konsekwencje. Ale sezon ten był też bogaty w bardzo pozytywne akcenty o których trzeba wspomnieć. I z których na pewno należy brać przykład w nadchodzących miesiącach.
Lecimy punktami. I zaczynamy od najważniejszego:
- Cały sezon bez urazu. Ba, w sumie nie miałem kontuzji od dwóch lat. Przełom 2021/2022 to jednak duża objętość. Spora intensywność treningów, do tego siłownia. I szczerze, bałem się trochę o swój organizm. Ale nie dość, że nic sobie nie zrobiłem, to wręcz byłem zdrowy jak nigdy. Nic większego mnie nie bolało. Nie miałem problemów z jakimiś stanami zapalnymi itd. Oby tak cały czas. Myślę, że tutaj dużą rolę odegrało kilka rzeczy. Po pierwsze elementy siłowni, dzięki którym wzmocniłem się na wiosnę. Rozsądne podchodzenie do planowania tygodnia i unikanie bardzo dużego zagęszczenia treningów. I chyba więcej snu. Może w jakimś stopniu też dieta, odpowiednia suplementacja. Jakby nie patrzeć, jestem w pełni zdrowy i gotowy na następny sezon.
No może nie w pełni. W sensie mam co robić. Mięsień dwugłowy po urazie dokucza mi podczas długich i mocnych biegów, mocno przy tym się spinając i promieniując na całą nogą. Prawa pachwina to dalej sporo entezopatii nad którymi trzeba pracować. Odcinek lędźwiowy i stawy krzyżowo biodrowe do ciągłego monitorowania i pracy nad mobilnością. Jest co robić, zawsze jest. Ale wszystko to trzymam w ryzach. - Poprawiłem szybkość. I z tego jest mega dumny. Trochę żałuje, że bardziej tego nie wykorzystałem ale główne plany były ukierunkowane na długie bieganie.
Już na samym początku poprawiłem się na 5km. Później znakomicie udał mi się start na 10 km w Radości gdzie złamałem barierę 32 minut. Ale tak naprawdę później byłem jeszcze szybszy. W Hiszpanii w pełnym treningu pobiegłem na stadionie 5km w okolicy rekordu życiowego. A po tym robiłem jeszcze sprinty i wieczorem drugi trening. Świetnie biegało mi się też przebieżki czy zabawy biegowe. Jednak uważam, że trochę źle przetransferowałem to wszystko w maraton. Chyba za szybka zmiana i odcięcie tego kosztem wytrzymałości. Powinienem dalej pielęgnować trochę szybkości. No i niestety zaczęło schodzić powietrze po odpuszczeniu siłowni. O tym już pisałem w ostatnim wpisie. - Trening w Hiszpanii. Dlaczego ja tego wcześniej nie odkryłem? Prawda jest taka, że nie znoszę treningu w Polsce w zimę. Nigdy tego nie ukrywałem. Nie widzę nic fajnego w bieganiu jak na chodnikach leży śnieg i lód. Ciągle pada, wieje i muszę zakładać dwie pary rękawiczek, żeby sobie nie odmrozić palców. Ok, może byłoby fajnie gdybym sobie mógł iść 2-3 razy w tygodniu na 40 minut. Ale kiedy masz do zrobienia czasem 10 treningów, często bardzo długich albo intensywnych, zwyczajnie robię, ale motywację na pewno w dużej mierze tracę. A to się przekłada na efekty.
Pobyt w Hiszpanii był rewelacyjny pod względem treningu i życia. Nina świetnie sobie radziła w nowym miejscu. A my nie tylko mogliśmy trenować przy pięknym słońcu, ale również po treningu iść na spacer i cieszyć się plażę i piękną pogodą w środku zimy. Na pewno tam wrócimy za rok!
Tyle z tych podsumowań. Wnioski wyciągnięte. Urlop w Grecji już za mną. Czas brać się na poważnie do roboty.

