Od początku sierpnia regularnie i dość dużo już biegam. Jednak pierwsze 3 tygodnie to były głównie rozbiegania. Nie kładłem dużego nacisku na konkretne jednostki treningowe, na trening uzupełniający i na jakość tych treningów. Jednak czwarty tydzień był już dużo lepszy i mam nadzieję, że jest to dobry prognostyk na przyszłość.
To był naprawdę ciekawy tydzień. I bardzo ciekawe jednostki treningowe, które musiałem modyfikować w trakcie w zależności od panujących warunków (upał), albo biegałem zupełnie nie patrząc na tempo i puls (tylko stoper). Do tego ciekawe długie wybieganie i urozmaicone podbiegi. No i w końcu dużo treningu uzupełniającego!
Poniedziałek
Zacząłem od zwykłego rozbiegania. 20 km i do tego dorzuciłem trening ogólnorozwojowy w domu. Biegało mi się całkiem dobrze, ze średnim tempem w granicach 4:20 min/km.
Wtorek
We wtorek jednak byłem zmęczony. Chyba jeszcze wyszedł poprzedni tydzień, kiedy to prowadziliśmy Obóz Biegowy, i na nogach byłem średnio od 7 rano do 22 wieczorem. Lekkie rozbieganie postanowiłem urozmaicić podbiegami. Po kilku kilometrach biegu zrobiłem 5 podbiegów po ok. minucie, więc bardzo długich. Nie byłem w stanie zrobić więcej utrzymując tempo, więc przebiegłem spokojnie 3 kilometry i zrobiłem jeszcze 5 po 40 sekund. Naprawdę szybko. Wróciłem do domu. Zrobiłem skipy i wypady. 15 km roboty i czekałem na środę.
Środa
Rano biegałem spokojnie 11 kilometrów. Ale wieczorem miałem już mega kryzys. Chciałem zrobić 10 km i poćwiczyć. Zrobiłem niecałe 6 km i padłem. Nie było sensu biegać. Zrobiłem sporo ćwiczeń. Jeszcze o 18:00 podczas treningu FMW Runners przetruchtałem 3 km. Łącznie to i tak wyszło 20. Wieczorem dużo zjadłem i musiałem się wyspać. Na czwartek planowałem ciężki trening.
Czwartek
Zaplanowałem zabawę biegową. 10x(2m+1m Easy+1m+30s Easy+30s+90s Easy). Ten schemat opisywał w swojej książce Jack Daniels. Ja zapomniałem z domu paska od pulsometru. Biegałem tylko patrząc na uciekające sekundy. Szybkie odcinki biega się naprawdę szybko, tak, żeby zrobić cały trening w jednakowym tempie, ale żeby biec te odcinki na bardzo dużym zmęczeniu. To już trening VO2max, więc nie porozmawiamy sobie z partnerem treningowym. Raczej myślimy, żeby już skończyć i zjeść coś dobrego ;) Po połowie miałem dość, ale się zmusiłem i skończyłem. Potwornie ciężki trening, szczególnie dla głowy. Ale ponieważ dużo się dzieje, mija dość szybko. Osobiście polecam biegać to po lesie i urozmaiconym terenie. Nie patrzymy na puls i tempo, interesuje nas tylko intensywność wysiłku. Wieczorem poćwiczyłem jeszcze na macie i przebiegłem 3 km truchtu z Ligą Biegową.

Piątek
Piątek to wolne 20 km biegu. Bez ćwiczeń. Odpoczywałem.
Sobota
Na sobotę zaplanowałem bardzo ambitny trening. 5 km + 4 km + 3 km + 2 km + 1 km. Tempa 3:40, 3:30, 3:26, 3:20, 3:15. Takie miałem marzenia. Wyszedłem w południe na rozgrzany asfalt i natychmiast moje cele zostały zrewidowane. Zrobiłem 5 km po 3:40. To było nawet łatwe. Lubię to tempo biegu, nawet w upale jakoś idzie. Jednak 4 km po 3:30 min/km kompletnie mnie zabiło. Kończyłem z pulsem 185 (prawie maks) zgrzany tak, że musiałem minutę postać (puls spadł po minucie do 168… i dużo się napić). Wiedziałem, że do 3 km już nawet nie ma co podchodzić. Postanowiłem pobiec 2 km, wyszło po 3:28 min/km. Ponownie przerwa, ochłonięcie, uzupełnienie płynów i 2×1 km po 3:18 min/km. Ostatecznie mogę zaliczyć trening do udanych. Po wszystkim jeszcze trochę skipów i do domu poleżeć w zimnej wodzie.

Ten przykład pokazuje, jak można na bieżąco modyfikować założenia treningowe. Nie było opcji, żebym zrobić 3 km, ale wiedziałem, że dwa dam radę. Po dwójcie już nie miałem siły na nic poza przebiegnięciem 1 kilometra. 3 minuty wysiłku nawet w tym upale mogłem utrzymać. Ostatecznie zamiast 15 km pracy zrobiłem 13 km. Ale tempo zachowałem prawie tak, jak chciałem. Następnie cały dzień nic nie robiłem, tylko leżałem i się obijałem
Niedziela
W niedzielę zaplanowałem z bratem długie wybieganie. Zrobiłem 30 km, w całkiem dobrym tempie, około 4:20 min/km. Ale było potwornie gorąco, jak chciałem przyspieszyć, to starczyło mi sił na 6 km po 3:50 min/km :) Jeszcze ostatni kilometr w 3:18, tak żeby zobaczyć, czy mam siłę po przebiegnięciu 30 km i tydzień mogłem uznać za zakończony. No jeszcze zrobiłem brzuch :)

Jak widzicie, plany treningowe często pisze życie i nie należy upierać się z całych sił przy jakimś założeniu. Ważne to zrobić trening i wycisnąć z niego maksimum, na jakie pozwala wasze forma dnia i warunki jakie panują za oknem.

Fot: Bogdan Jabłoński


