Pączek – jak spalić te cholerne kalorie?

pączek kalorie

Mamy dziś tłusty czwartek. Wszędzie kolejki po pączki. Wszędzie pachnie pączkami. Praktycznie każdy z Was dziś zje pączka, a raczej pączki. Wszyscy będę pisać o tym, jakie to niezdrowe, ile tłuszczu itp. Ale wy jesteście w lepszym położeniu. Jesteście biegaczami. Więc mam dla was małe zestawienie. Ile możecie zjeść pączków, w zależności od tego, jaki trening na dziś planujecie (albo już zrobiliście).

Ale zanim do tego dojdę, kilka słów wstępu. Pączek to wcale nie takie cholerstwo. Trzeba liczyć, że przeciętnie ma ok 400 kcal w 100 gramach. Więc do naszego zestawienia przyjmuję, że jeden pączek to 300 kcal. I przeciętnie jest to ok. 44 gramy węglowodanów, 11 gramów tłuszczu i 5 gramów białka. Jakby zamienić tłuszcz z białkiem, to w ogóle perfekcyjne proporcje regeneracyjne :) Może ma wysoki indeks glikemiczny, może ten tłuszcz lekko mówiąc nie jest najzdrowszy a białko nie ma najwyższych wartości odżywczych. Ale nie jest tak źle jak wielu uważa. Nie jest to sam tłuszcz. Po bieganiu jak znalazł…

Druga sprawa. Jest tłusty czwartek. Święto pączków. Więc błagam, nie popełniajcie tego grzechu i nie zjadajcie byle syfu! Prawda jest taka, że w ten jeden dzień pączki są najgorsze. U mnie pod blokiem od 18:00 już jadą ciepłe pączki do lokalnych sklepów, na rano. W pracy też przeważnie dostaniecie jakiegoś gniota. Naprawdę warto zrobić sobie przyjemność i kupić znakomitego pączka. Jak nie wiecie gdzie takie są, to powiem, że w Warszawie najlepsze mają na Górczewskiej. Zagoździński rządzi w Warszawie od lat, dokładnie od 90 lat! Ale można kupić bardzo dobre u takiego Pawłowicza na Chmielnej, albo nawet w jednej z cukierni Meryk lub słynny Blikle. Takich miejsc trochę jest, w komentarzach wymienicie swoje ulubione, prawda? :) I naprawdę warto postać w kolejce, ten jeden dzień. Ok, zaczynamy, ile muszę biegać, żeby spalić te pączki?

tlusty_czwartek_gorczewska

1) Zjadłem 1 pączka

No nie rozśmieszaj mnie. To już lepiej nie jeść w ogóle i nie robić sobie smaku. A jak już zjadłeś jeden to w ogóle nie ma sensu biegać. To jakieś 20 minut biegu. Dłużej się człowiek ubiera i myje. Lepiej posprzątaj mieszkanie, też spalisz pewnie 300 kcal a więcej będzie z tego pożytku.

2) Zjadłem 2 pączki

Ok, 600 kcal. Jak jesteś leniem i nie chce Ci się biegać, to zjedz je zamiast śniadania, popij kawą i wcale nie musisz biegać. Jak zjesz je dodatkowo, to za dużo się nie namęczysz. Maksymalnie 40 minut biegu. Idź, zrób swoje i miej czyste sumienie. I jeszcze możesz faworka wciągnąć.

3) Zjadłem 3 albo 4 pączki

Kręcimy się w koło tysiąca kcal. A to już dobry pretekst, żeby wyjść i pobiegać ok. godziny. Dalej jest to trening, który większość biegaczy jest w stanie wykonać. Więc nie ma co płakać, nic nam się nie odłoży. Możecie zjeść nawet z lukrem. No i przynajmniej jednego nadziewanego czekoladą :)

4) Zjadłem 5 do 7 pączków

No i dojechaliśmy do 2000 kcal. To już nie przelewki. Komu się chce robić długie wybieganie w czwartek? No niestety, jesteście łakomczuchami to nie macie wyjścia! Ewentualnie możecie pobiegać jakieś 90 minut cholernie mocnego treningu. Ale to opcja tylko dla zaawansowanych. No i po tylu pączkach jest duża szansa, że wasze pączki zostaną zwrócone. Więc lepiej już poświęcić te 2 godziny na spokojny bieg i mieć z głowy.

Faworki od babci...
Faworki od babci…

5) Zjadłem 8 do 10 pączków

Oj, oj, nie ładnie. Po pierwsze myślę, że moglibyśmy zostać dobrymi znajomymi :) Po drugie masz problem. Nie chce mi się wierzyć, że wyjedziesz w czwartek i przebiegniesz trzy godziny. Zjedz te 10 pączków, pij cały dzień herbatę bez cukru i pobiegaj mocniej około godziny. Powinno starczać. I zastanów się czy warto tak postępować i później się męczyć. Ja co roku mam takie przemyślenia i co roku robię ten sam błąd.

6) Zjadłem ponad 10 pączków

Ok, nie ma opcji, musisz rozłożyć to na raty. Do poniedziałku masz post. Jesz ryby, sałatę i popijasz wodą. I płacz, sam na to sobie zasłużyłeś!

Ja jak co roku zamierzam zjeść jednego pączka. Jak co roku prawdopodobnie znajdę się w ostatniej grupie i będę płakał nad swoją głupotą. A jak mam wyrzuty sumienia, to idę po lody i zajadam smutki jak Bridget Jones. Z jednej strony nie znoszę tego dnia. Z drugiej, czekam, aż ktoś tak wypromuje światowy dzień lodów :D

More from Bartosz Olszewski
Biegacz maruda – 11 i najgorszy typ biegacza
Ostatnio popełniłem humorystyczny tekst o typach biegaczy. Już publikując go, przypomniałem sobie,...
Read More