Mój (nasz) debiut w Triatlonie

debiut przechlewo

I stało się, w końcu zadebiutuję w triatlonie. A raczej my zadebiutujemy. Bo zdecydowanie na indywidualny występ jeszcze czas nie nadszedł. Dalej woda mnie przeraża a na rowerze poruszam się z taką prędkością, jakbym z przodu miał zaczepiony koszyk na zakupy, a z tyłu dwie sakwy z cegłami. W dodatku moja pupa jeszcze nie chce się do końca zaprzyjaźnić z siodełkiem. Przyjdzie na to czas.

A już 4 września debiutujemy w triatlonie w Przechlewie. Debiutuję ja, Kasia oraz Michał. Dobraliśmy się bardzo dobrze. Michał nie znosi biegać i myślę, ze wolałby płynąć 10.5 km a biec 950 metrów. Kasia co prawda już marszobiegiem wyprzedza wszystkich na biegowych ścieżkach, ale jakby jej lekarz usłyszał, że startuje w zawodach, to chyba by osiwiał (i ja też). Ja z kolei tak bardzo lubię pływać, że po 200 metrach utonąłbym z nudów. Ale za to Michał świetnie pływa, Kasia odnajduje nową pasję w kolarstwie a ja…, no właśnie, jak zwykle skazany na bieg ;)

Decyzja o starcie w tych zawodach była dość nieprzemyślana. Najpierw się zajaraliśmy, zapisaliśmy a potem zaczęliśmy sobie uświadamiać w jakiej formie jesteśmy, że nic nie wiemy o triatlonie i że Przechlewo jest tak cholernie daleko :D Ale zachowaliśmy spokój i ruszyliśmy do treningów. Pokrótce przedstawię, jak obecnie wygląda nasze przygotowanie do tych zawodów:

1) Michał Sieńko

Michał kiedyś pływał, dużo pływał. Szybko pływał. Obecnie jest trenerem pływania w Lochte Swimming Academy. Uczy pływać Kasię. Jakbym szukał trenera to udałbym się do niego. Z drugiej strony to mogłoby zrujnować jego karierę. Nie wiem czy wytrzymałby psychicznie z takim pływackim beztalenciem.

W ramach przygotowań zaliczył pierwsze OW w życiu (nie liczę tutaj zabawy z piłką nad Bałtykiem, czy innych wybryków nad polskimi jeziorami). Powiedział nam ile przepłynął, powiedział czas. A ja z Kaśką zachowujemy kamienną twarz i nie mówimy mu jak szybko płynął. Niech myśli, że musi jeszcze szybciej :D

2) Kasia

Kasia wraz z Krystyną (zwaną dalej Kryśką) zadebiutują na rowerze. W przygotowaniach Kryśka nie zawsze była posłuszna i sam zaczynam wierzyć, że ciąży nad nią jakieś fatum. Ciągle coś jej dolegało. A to regulacja, a to zmiana manetki. Wymiana dętki. Do tego trzeba było ją upiększyć białymi owijkami i zwęzić w talii, a raczej w kierownicy. Teraz Krystyna już błyszczy i aż rwie się na szosę.

Kasia radzi sobie coraz lepiej. Co prawda musi jeszcze ogarnąć kilka elementów technicznych, takich jak skręcanie bez wypinania butów, sięganie po bidon czy wpinanie się w bloki w czasie poniżej 10 sekund. Ale kto zna Kasię i czyta jej bloga, wie, że ambicją potrafi góry przenosić.

3) Bartek

Ja dalej nie pozbierałem się po Wingsie. Nie będę Was oszukiwał, brak startów w zawodach nie jest dziełem przypadku. Forma została w Kanadzie i nie może przedostać się przez ocean. Zrobiłem sobie sprawdzian. Wiem, że dalej jestem w stanie łamać 40 minut na 10 km, w upale i po lesie. Nie wiem tylko dlaczego nie mogę złamać 70 kg wagi… Został mi 4 tygodnie biegania. Codziennie mówię sobie, że to już ten dzień, kiedy trzeba wstać z rana i wziąć się do treningu na poważnie. Codziennie wyłączam budzik i nawet o tym nie pamiętam. Codziennie trzymam dietę. Codziennie ktoś na siłę każe mi zjeść słodycze ;)

4) Beniamin Burda

To głowa naszego zespołu, który nazywa się SBR Team. Manager, motywator i największa gaduła w składzie. On w przeciwieństwie do nas zna się na triatlonie. Tłumaczy nam zasady i ogarnia sprawy formalne. Już na pierwszym spotkaniu polubiłem go na całe życie, ponieważ dał mi najwygodniejsze gacie kolarskie, jakie miałem na tyłku. W dodatku znał mnie kilka minut i pożyczył rower wart kilka razy tyle co mój samochód. Trzy razy się go pytałem, czy wie co robi :)

Jak widzicie mamy genialny zespół. Ludzie pełni pasji i sportowego zacięcia. Jesteśmy zwarci i gotowi. Wierzymy, że w naszym przypadku zadziała efekt grupy. Kiedy każdy ściga się dla drużyny. Mamy jeszcze 4 tygodnie na trening, zamierzamy wykorzystać ten czas optymalnie ;)

A tak serio, bardzo cieszę się z tych zawodów. Dawno nie miałem takiej frajdy ze startu. Nie ważne co będzie, ja się jaram i nie mogę się doczekać. Nie mam stresu, czekam na tę chwilę, aż Kaśka przybije mi piątkę i puści mnie na trasę biegu (tylko Kochanie, wypnij najpierw pedały :D ). Przechlewo, SBR Team naschodzi!!!

PS – a tak bardziej na poważnie o naszej sztafecie możecie przeczytać na blogu RunTheWorld.pl

More from Bartosz Olszewski
Strategia na Wings for Life World Run
Ten wpis, będzie taki, jak cała moja strategia na ten bieg. Nie...
Read More