10 rzeczy których się dowiedziałem o ultra – Łemkowyna Ultra Trail

Nie, nie uczestniczyłem w zawodach. Ale obserwowałem, kibicowałem, przebiegłem sporą część trasy i zbierałem doświadczenie. Można powiedzieć, że chciałem z boku zobaczyć, jak to ultra wygląda. Postanowiłem opisać kilka rzeczy, które na pewno przydadzą mi się w przyszłości i które to mogą się przydać również Wam w Waszych startach na dystansach powyżej maratonu. Tylko ultra poważniaki, nie obrażać się, bo to tekst trochę humorystyczny i czasem z przymrużeniem oka.

1) Plecak jest spoko! – Zawsze śmiałem się z plecaków. Dla mnie bieganie z nimi to była udręka. Przeszkadzały. Jednak wcale tak nie musi być. Został mi pożyczony mały plecaczek, specjalnie przeznaczony do biegania. Po założeniu i dopasowaniu, przez ponad cztery godziny biegania, w ogóle nie czułem, że go na sobie mam. A można tam włożyć wszystko, co na takim biegu może się przydać. Super sprawa, polecam. Ja już się rozglądam za swoim własnym plecaczkiem do biegania.

2) Kijki naprawdę mogę się przydać! – O ile plecak wydawał mi się śmieszny, to kijki już w ogóle obśmiewałem i mówiłem, że nigdy z nimi nie pobiegnę. Fakt, 80% osób nie umie z nich korzystać. Ale na niektórych podejściach naprawdę się przydają. Bardzo potrafią się przydać. Zwyczajnie nie zdawałem sobie sprawy jak strome mogą być takie wzniesienia i jak bardzo zmęczone możemy mieć nogi. Kijki nie są konieczne ale kurcze, mogę pomóc! Co nie zmienia faktu, że i tak z nimi nigdy nie pobiegnę ;)

3) Nie zawsze można biec – jak już jesteśmy przy podejściach. Dla mnie bieg to bieg. Jak biegłem po trasie Łemkowyny, zawsze chciałem biec. Udawało mi się to przez 40 kilometrów. Aż trafiłem na ścianę błota, przysypaną liśćmi. No nie dało się! Co więcej podciągałem się o gałęzie. Iść to żaden wstyd, nawet dla najlepszych. Czasami zwyczajnie nie ma wyjścia.

4) But trailowy – jak już jesteśmy przy błocie. Wiem, że to było bardzo głupie, ale zacząłem swoją przygodę na Łemkowynie w butach adidas Energy Boost. Było bardzo fajnie, do pierwszego błota. A błoto w Warszawie i błoto na tej trasie (obrazek z nagłówka mówi wszystko) to dwie zupełnie różne rzeczy. Kompletne lodowisko, zero przyczepności, zero biegania. Na szczęście w bagażniku miałem parę na zmianę, wysoki bieżnik i natychmiast przyjemny bieg.

lemko_zbieg_bartek
Na zbiegach warto puścić nogi, niech grawitacja robi robotę

5) Kilometr w 10 minut to nie oznaka słabości – a zawsze mówiłem, że w 10 minut to można na rękach pokonać 1 kilometr. Wszystko zmieniło się na tym podejściu o którym już pisałem. GPS złapał auto-lap, pokazał 10 minut a ja spuściłem głowę i zwracam honor. Kilometr w 10 minut to może być prawdziwa mordęga.

6) Gorąca herbata z cukrem to czasem najlepszy izotonik – po wyczerpujących kilometrach, kiedy mamy już dość żeli, wody, izotoników, herbata z cukrem potrafi zdziałać cuda. Nie tylko postawi nas na nogi, da trochę ciepła, rozgrzeje organizm, ale naprawdę w takich chwilach smakuje wyśmienicie. Zbawienny wpływ gorącej herbaty doceniłem zarówno ja, jak i Kasia, która zmagała się z dystansem 70 km. Tylko musi być ciepła, nie mówię o Lipton Ice Tea. Myślę, że świetna może być tez gorąca kawa, która nie tylko rozgrzeje, ale również da nam dobrego kopa w postaci kofeiny. Tylko to już musi być sprawdzone na treningach, kofeina to zawsze ryzyko, każdy potrafi reagować na nią inaczej.

7) Jedz! – To podstawa takich biegów. Musisz na bieżąco jeść i pić. Nawet jak Ci się nie chce, nawet jak masz już wszystkiego dość, to jedz! Przeżuwaj, wciskaj jakiś żel, popijaj wodą, słodką herbatą i w drogę. Jak skończy Ci się energia to już szybka droga do klęski. Maraton mogę przelecieć pijąc trochę wody. Z biegami ultra nie ma takiej opcji.

8) Wazelina to twój przyjaciel – smaruj śmiało ciało. Pamiętaj, na trasie jesteś kilka ładnych godzin. Czasem kilkanaście albo i kilkadziesiąt. Wszystko co może się obetrzeć, obetrze się! Tutaj nie ma miejsca na drobne pomyłki. Co na początku będzie drobnym dyskomfortem na końcu zamieni się w głęboką ranę.

9) Nie trać czasu – przyglądając się rywalizacji zauważyłem jedną specyficzną rzecz. Bardzo dużo zawodników traci bardzo dużo czasu na nic nie robienie. Wiem, że brzmi to głupio, ale tak jest. Jeżeli walczycie o czas, miejsce, to musicie całe zawody myśleć o tym, żeby nie tracić sekund na głupoty. Chwila zadumy na podejściu, kilkanaście sekund. Chwila zastanowienia na punkcie kontrolnym, niepotrzebne postoje na ciasteczko (może to zrobić w marszu) i na dystansie 70 czy 150 kilometrów naprawdę nazbiera nam się kilkanaście jak nie kilkadziesiąt minut. Ja wiem, że czasem jest ciężko, ale na mecie będziecie wspominali te stracone sekundy, minuty a czasem i godziny.

bartek_kasia_meta
Dziewczynka wpatrująca się w Kasię przez dobrą minutę, bezcenne :)

10) Ultra rządzi głowa! – No i na koniec jedna z najważniejszych prawd o ultra. Tutaj możesz zajmować bardzo wysokie miejsca, będąc gorszym fizycznie biegaczem, niże Ci kończący za Tobą. Tutaj głowa to podstawa. Jak widzisz kilometrowe podejścia bez końca, to nie możesz mieć chwili zwątpienia, tylko napierać. Jak skończy się podbieg to nie zastanawiaj się, tylko przechodź w trucht i bieg, nie zastanawiaj się! Jak masz zbieg to puszczaj nogę i zapierdzielaj, nie zastanawiaj się! Jak masz punkt kontrolny, to łap w marszu co Ci trzeba i napieraj, nie zastanawiaj się! Jak walczysz o miejsce to nie ma czasu na zamartwianie się stanem swoich nóg, organizmu, wyczerpaniem energetycznym, zimnem. Wiem jak trudno jest zachować pełną koncentrację na maratonie, nie zdaję sobie nawet sprawy, jak ciężkie jest to podczas całego biegu ultra. Ale moim zdaniem mocna psychika i ta koncentracja od startu do mety przesądza o dobrym wyniku. Pamiętam jak po Wings for Life byłem wyczerpany fizycznie. Ale uwierzcie mi, psychicznie po tym biegu byłem wrakiem przez dobrą godzinę. To olbrzymi wysiłek dla głowy, ale wysiłek, który się opłaca.

To tyle rad. Mam ich jeszcze dziesiątki, ale nie chce robić z siebie eksperta od takich biegów, bo nim nie jestem. Zrobiłem kilkadziesiąt kilometrów, wyciągnałem kilka wniosków. Zasmakowałem trochę bieganie po górach. Mówiąc krótko, zajarałem się. Już szukam dla siebie jakiegoś startu za rok. Jak przebiegnę cały dystans to sypnę większą ilością rad. A do tego czasu macie 10 i skupcie się przede wszystkim na głowie ;)

Fot: Łukasz Belowski, brandity.pl

More from Bartosz Olszewski

10 zachowań, których możemy uczyć się od najlepszych biegaczy

Najlepsi biegacze świata tak naprawdę wiele się od nas nie różnią. Oni...
Read More