Jaki żel energetyczny wybrać?

żele energetyczne

To pytanie trafia do mnie średnio raz w tygodniu. Chociaż przed maratonami bywa i tak, że odpowiadam na nie codziennie :) Postanowiłem w końcu napisać coś na ten temat. A więc jaki żel energetyczny jest najlepszy? Czy one rzeczywiście się czymś różnią i czym kierować się przy wyborze?

1) Czy żele dużo się od siebie różnią?

I tak i nie. Tak naprawdę zdecydowana większość to zwyczajnie cukier. Różnią się trochę składem. Jedne mają więcej glukozy, inne mogą mieć np. fruktozę. Ale musicie zdać sobie sprawę z jednego, to jest cukier. Więc jak zobaczycie jakieś niesamowite wykresy wchłanialności, uwalniania energii itd. to patrzcie na to wszystko z przymrużeniem oka. Różnica, jeżeli w ogóle będzie, to przeważnie tak nieistotna, że nie ma opcji, żeby to poczuć podczas biegu. Wszystkie lepsze marki mają niemal identyczny skład, podobną ilość kalorii na 100 gramów żelu, a co za tym idzie, podobną ilość węglowodanów. Jedne mogą mieć ich trochę więcej, inne mniej. Warto to sprawdzić i zobaczyć, ile taki żel da nam dodatkowych kcal podczas biegu.

2) Dodatki do żeli

Witaminy, minerały, tłuszcze, białka… Szczerze, z mojego punktu widzenia można w ogóle na to nie patrzeć. Nie wierzę w to, nigdy nie widziałem żadnej różnicy w żelu z dodatkami w postaci wymienionej powyżej, od zwykłego z samym cukrem. Ok, znawcy powiedzą, że białko zapewnia lepszą regenerację mięśni, a tłuszcz daje nam na dłużej energię. Mi podczas biegu najlepiej wchodzą żele bez takich dodatków, zwyczajnie żołądek najłatwiej trawi taką glukozę. I dostarczanie właśnie węglowodanów jest głównym zadaniem żeli.

Po głębszym przemyśleniu stwierdzam, że nie dam sobie ręki uciąć, czy dodatek odpowiednich minerałów i witamin nie może mieć dobrego wpływu. Ale to się tyczy raczej bardzo długich biegów i osobiście nawet na maratonie trwającym 2 i pół godziny nie widzę różnicy. Ale może ona jest. Dla mnie to jest rzecz nie do przebadania, więc nie będę się upierał.

3) Żele z kofeiną

To jedyny wyjątek. Kofeina naprawdę działa. Szczególnie jak ktoś nie pije kawy, to prawdopodobnie może liczyć na dobrego kopa :) Jeżeli biegniecie na dystansie 5, 10 km i bierzecie żel przed biegiem, to warto właśnie przetestować te z kofeiną. Jak biegniecie półmaraton i maraton to warto sobie zostawić taki dopalacz na drugą połowę. Zwyczajnie na początku i tak jesteście wystarczająco pobudzeni. A jak dopadnie was prawdziwe zmęczenie energetyczne, to w połączeniu z brakiem kofeiny może przynieść to zdwojony efekt ściany…

4) Smak

Prawie zawsze słodki :) Tak naprawdę smaków są dziesiątki. Są nawet o smaku piwa imbirowego czy np. pomidorowe. Musicie testować i sami stwierdzić, który wam pasuje. Oczywiście jest tak, że u jednej firmy cytryna to zupełnie co innego niż u innej. Przeważnie najpopularniejsze i najlepsze są takie smaki jak banan, truskawka, pomarańcza. Ale nie jest to regułą.

5) Konsystencja

Jeden z najważniejszych elementów przy wyborze żelu. Jedne są wodniste, inne gęste. Jedna zalepiają całe usta na kilka kolejnych kilometrów, inne dają się łatwo połknąć. Wybierajcie te, które nie powodują uczucia słodkości na kilkadziesiąt kolejnych minut biegu. Te, które nie zalepiają całych ust. Najlepsze są takie trochę glutowate, które można połknąć niemal na raz i nie rozpływają się w ustach. Przy tym są niemal bez smaku. Zapewniam, są takie.

6) Opakowanie

Z zakrętką, bez. Z tubki, saszetki, buteleczki. Jest dużo wariantów. To już zależy tylko od was, co wam najbardziej pasuje. Na trening fajne są zakręcane. Ale na zawodach osobiście lubię połknąć żel i szybko pozbyć się opakowania a nie zakrzątać sobie głową zakręcaniem i chowaniem tubki. Nie ma tutaj lepszych i gorszych. Są bardziej i mniej pasujące różnym biegaczom.

7) Podsumowanie

I teraz pewnie myślicie. No ok, tyle napisał, ale żadnego żelu nie wymienił! Bo z żelami jest jak z butami, każdy ma swoich faworytów i to co pasuje jednym nie koniecznie musi pasować innym. Ja o swoich ulubieńcach pisałem już na tym blogu, i bez problemu znajdziecie te teksty w wyszukiwarce (wystarczy wpisać „żele”). Tylko pamiętajcie, testujcie teraz, a na wiosnę macie mieć już gotowe, sprawdzone i przygotowane żele. Bo jak ktoś się mnie dzień przed maratonem spyta, jak żel ma kupić, to popędzę rózgą! :)

 

  • http://www.lubelskibiegacz.pl/ Paweł Wysocki

    W konsystencji bym opisał dwa rodzaje żelów. Do popijania wodą (te potrafiące zalepić) i te rozcieńczone, których popijać nie trzeba. Te pierwsze są mniejsze, bardziej kompaktowe. Drugie to z reguły większe tubki. Tak czy inaczej, ja jem żele Enervit, których nie trzeba popijać. Działają no i co najważniejsze – nie przynoszą efektu zamulenia i zaklejenia :)

    • WarszawskiBiegacz

      Te których nie trzeba popijać szczególnie sprawdzają się na treningach, kiedy nie ma zwyczajnie czym popić a zjeść czasem wypada.

  • Pingback: warszawskibiegacz.pl MyProtein Energel - opinia o produkcie - warszawskibiegacz.pl()

  • Szymon Łukowicz

    Moje pytanie, to czy przebiegłeś kiedyś maraton bez żeli? Czy one są jednak dla Ciebie „must have” każdego maratonu? Pytam, ponieważ ja swoje wszystkie maratony przebiegłem bez żeli, nie wiem nawet jak one smakują (ok, z tekstu wiem, że są słodkie) 😉 Teraz się zastanawiam, czy nie zacząć ich testować właśnie pod kolejny maraton, tylko nie jestem przekonany co do ich skuteczności, czy faktycznie dają kopa, jak to niektórzy opisują? 😊

    • WarszawskiBiegacz

      Przebiegłem. Biegałem też na treningu prawie 40 km w tempie 3:50 min/km bez żeli. To nie jest tak, że są konieczne. Ale w zdecydowanie większości przypadków, kiedy nauczysz organizm z nich korzystać, powinny pomóc w osiągnięciu lepszego czasu na mecie.