Zabiegane Walentynki – relacja z zawodów

To był naprawdę szalony weekend. Z jednej strony sprawdzian formy. Z drugiej strony walentynki. A później chyba najbardziej leniwa niedziela, jaką pamiętam w życiu.

Zacznijmy od sprawdzianu. Na sobotę zaplanowałem dwa biegi. A raczej zaplanowaliśmy razem z Kasią. Rano miał być to I Bieg Par w Parku Skaryszewskim. Wieczorem ponownie start jako para w On The Run w Łazienkach Królewskich. Ostatnio startowałem w Nicei na dystansie 10 km i ukończyłem bieg z czasem 33 minut. Od tego startu włożyłem dużo pracy w treningi, moja waga zaczęła bardziej zbliżać się do tej startowej. Po bardzo ciężkich trzech tygodniach zrobiłem tydzień łagodniejszy i kończyłem go właśnie sobotnimi startami.

Plan na poranny bieg był dość prosty. Wystartować w tempie szybszym niż obecna życiówka na 5 kilometrów i trzymać do mety. Nie interesowało mnie indywidualne miejsce. Najważniejsze było sprawdzenie formy. Już rano czułem się bardzo dobrze. Potwierdziła to jeszcze rozgrzewka, gdzie biegało mi się lekko i szybko. Do tego bardzo ładna pogoda, niemal wiosna. I cała atmosfera imprezy. Ten bieg par to naprawdę świetny pomysł. W dodatku można było się przekonać, że wśród znakomitych biegaczy są równie znakomite biegowe pary. Na starcie stanęła Iwona Lewandowska z Michałem Bernardellim, Emil Dobrowolski i Kamila Pobłocka czy Piotrek Łobodziński z Iwoną Wichą. No i oczywiście ja z Kasią, czyli najfajniejsza biegowa para ;)

Dobrze rozłożone siły
Dobrze rozłożone siły

Start co prawda opóźnił się ok 10 minut za sprawą awarii sprzętu, ale jak już ruszyliśmy to wszystko szło świetnie. Sam nie mogłem uwierzyć w tempo jakim biegnę. Było to ok 3 min/km. Bałem się, że mnie zupełnie odetnie po 3 kilometrach, ale nic takiego się nie działo. Co prawda się męczyłem, nogi po dwóch pętlach miałem już mocno zakwaszone i dyszałem strasznie na ostatnim okrążeniu, ale dalej było to tempo nie wolniejsze niż 3 minuty i 10 sekund na kilometr. Na metę wpadłem 5 sekund za Michałem Bernardellim, 43 sekundy z Piotrkiem i minutę za Emilem. Czekałem na swoją drugą połowę.

Kasia pobiegła znakomicie. Również ona zajęła po świetnym finiszu czwarte miejsce. To dało nam czwarte miejsce wśród par. Ja ze swojego biegu byłem bardzo zadowolony. Oczywiście nie było żadnych atestów, ale szacuję, że na 5 km miałem czas nie gorszy niż 15:35, więc 20 sekund lepiej od życiówki. Mam nadzieję, że potwierdzę to na jakiś atestowanych zawodach.

Była godzina 12. Następny start o 19:30, a po drodze jeszcze braliśmy udział w otwarciu siłowni Gravitan. Nie było łatwo się zregenerować. Ale jeszcze trudniej było uzupełnić energię. Po tak ciężkich biegach żołądek średnio przyjmuje jedzenie. W sumie to wciągałem jakieś wafle ryżowe. Nogi miałem już jak z ołowiu. Leżałem cały dzień i chciałem mieć już za sobą ten wieczorny bieg. Bieg Par jednak mocno mnie zmęczył i już ciężko było wykrzesać w sobie dalszą chęć rywalizacji.

Ale jak to bywa z zawodami, sytuacja zienia się, kiedy stajesz na starcie. Tak było i tym razem. Już na rozgrzewce czułem, że wszystko jest ok. Biegałem szybko i nie miałem problemów z ociężałymi nogami. Wiedziałem, że będzie dobrze. Stanęliśmy na starcie. Ja, mój brat Paweł i Kasia. No i ruszyliśmy.

walentynki_ontherun_kasia

Pierwszy kilometr biegłem w grupie, ale było to dla mnie wolne tempo. W głowie miałem klasyfikację par więc bardzo mocno przyspieszyłem i szybko budowałem dużą przewagę. Już w połowie biegu było to ok. 200 metrów. Biegłem niezagrożony do mety, nic nie mogło się stać. No właśnie, jednak mogło. Niestety pan na skuterku prowadzący bieg postanowił pokrzyżować mi plany. Już wcześniej dwa razy podczas biegu wyprzedzałem go na trasie. W końcu na jakieś 1200 metrów do mety postanowił, że poprowadzi mnie inną drogą. Ja pobiegłem za nim, on zatrzymał się po 300 metrach i bezradnie rozłożył ręce mówiąc, że się pomylił i, że to nie jego wina. Drogi Panie na skuterku. To Pana wina i tylko Pana bo to Pan prowadzi ten bieg i Pana obowiązkiem jest znajomość trasy. Z zamkniętymi oczami powinien Pan ją przejechać! A po drugi, ja naprawdę potrafię zrozumieć, że takie sytuacje mają miejsce. Nikt nie jet nieomylny. Ale jak już zdarzyła się taka sytuacja, to wypadałoby do jasnej cholery powiedzieć „przepraszam” a nie „to nie moja wina”. Nie, na pewno moja. Albo masonów, iluminati czy Opus Dei…

walentynki_ontherun_pawel
fot. Katarzyna Cegłowska/ketti.pl

W nosie mi w tej chwili miałem swój bieg. Odbije sobie to na następnym On The Run, bo to naprawdę dobra impreza z super atmosferą. Myślę, że wszyscy amatorzy biegania będę zadowoleni ze startu w tych zawodach. Ale przez ten incydent przegraliśmy klasyfikację par. Bo Kasia wygrała bieg kobiet! Szkoda, bo nagroda za pierwsze miejsce była naprawdę atrakcyjna. A przez to pomylenie trasy, pomimo, że Kasia dała z siebie wszystko i wygrała bieg kobiet, to na triumf w parze pewnie będziemy musieli poczekać następny rok… Co mnie bardzo ucieszyło, to wygrana brata w klasyfikacji mężczyzn. To się nazywa drużyna. Nie kończysz biegu, ale co tam. Wygrywa twój brat i dziewczyna :D

walentynki_polar
Niedzielna aktywność…

Później już była rozpusta. Nie wiem nawet o której zasnąłem, ale chyba już wychodziło słońce :) Za to w niedzielę byłem tam zmordowany, że przez cały dzień tylko na godzinę ruszyłem się z pokoju. Pojechaliśmy na lody :) Nogi mam ostro podniszczone, to świadczy o tym, że rano w tym Skaryszaku pobiegłem naprawdę na granicy swoich możliwości. Odpuściłem nawet rozbieganie. Trzeba się zregenerować. Później 9 dni ostrego treningu i kolejny start.

walentynki_makaron_wino

No i po tych starcie mam dwa przemyślenia. Pierwsze jest takie, że nie ma niż lepszego niż wspólne pasje i dzielenie ich z najbliższymi. Czy to dziewczyna, brat czy rodzicie, którzy są na zawodach i zawsze Cię wspierają. A drugie przemyślenie jest takie, że w tym roku chcę pobić życiówki na wszystkich czterech dystansach. 5, 10 kilometrów. W półmaratonie i maratonie. Wiem, że mogę to zrobić. Muszę tylko dobrze wybrać starty, unikać kontuzji i cały czas trzymać ten poziom motywacji, który mam w tej chwili.

More from Bartosz Olszewski

Podsumowanie tygodnia 34.2015 – życie biegacza na kilka dni przed maratonem

Wczoraj zorientowałem się, że przegapiłem kolejny odcinek podsumowania tygodnia. Wypadł tydzień 34,...
Read More