Wings for Life World Run Niagara Falls 2016 – relacja część 1

Wings for Life Niagara Falls
Mitchell Hubble for Wings for Life World Run

Od Wings for Life World Run 2016 minął już ponad tydzień. Emocje po Niagara Falls opadły. O biegu, na różnych portalach, w różnych wywiadach, zostało już powiedziane niemal wszystko. Postaram się jednak zabrać Was na trasę mojego biegu i sprawić, że czytając ten wpis, przynajmniej w minimalnym stopniu będziecie mogli poczuć te emocje, które mi towarzyszyły od pierwszych kilometrów aż po samą metę.

Zanim zaczniemy jednak zawody, rozpocznijmy od podróży do Kanady. Wybraliśmy bezpośredni lot z Warszawy do Toronto, słynnym Dreamlinerem. Wylot był około 17:00, na miejscu byliśmy ok. 20:00. Szczerze powiem, że rozczarowałem się tym samolotem. Dream ma tylko w nazwie. Pewnie to świetne maszyny, ale moim zdaniem z najtańszym wyposażeniem. Latałem jakimiś zabytkowymi maszynami AA albo Delta i było dużo wygodniej. Podczas lotu założyłem skarpety kompresyjne CEP, w których potem biegłem zawody. Jak się później okazało, był to świetny pomysł, nogi mi nie spuchły jak w drodze powrotnej i już w Toronto naprawdę świetnie się czułem.

Sporo osób pytało mnie jak będę się aklimatyzował. Ja wręcz nie chciałem się aklimatyzować. Bo i nie było za bardzo do czego. Warunki podobne jak w Polsce. Czas przesuwamy o 6 godzin. Ale start jest o 7 rano, 13 czasu polskiego. Musiałem wstać o 4 rano (10 czasu polskiego), co było dla mnie łatwiejsze niż dla Kanadyjczyków. Oni musieli się zrywać w nocy z łóżka, ja wstałem wyspany i byłem gotowy na zawody. To tyle jeżeli chodzi o aklimatyzację, serio nie była mi żadna potrzebna, dlatego wolałem lecieć na ostatnią chwilę.

Tak wyglądał mój ostatni rozruch przed zawodami. Może tempo słabe ze względu na widoki? :)
Tak wyglądał mój ostatni rozruch przed zawodami. Może tempo słabe ze względu na widoki? :)

Wróćmy do Toronto. Wylądowaliśmy o czasie, odebraliśmy bagaże i szybko udaliśmy się na postój taksówek. Mieliśmy zapewniony transfer z lotniska do Niagara Falls. Przyjechał po nas olbrzymi Lincoln w którym mogliśmy się rozłożyć jak król i królowa. W Polsce była już późna noc a ja walczyłem ze snem. Jakoś dojechaliśmy i wysiedliśmy przed hotelem Four Points by Sheraton. Było po 22 a miasto jakby dopiero zaczynało imprezę ☺ Ale Niagara Falls to takie małe Las Vegas. Nie wytrzymaliśmy w hotelu i poszliśmy nad wodospad. Pięknie prezentował się oświetlony różnymi kolorowymi światłami. W koło czuć było unoszący się zapach smażonej wołowiny. Trochę pospacerowaliśmy i po północy położyliśmy się spać.

Sobota to już ostatni rozruch i zwiedzanie. Z samego rana poszedłem przebiec jakieś 6 km. No nie był to mój bieg życia. Byłem jakiś ociężały. Ospały. Swobodnie biegałem tempem 4:20 min/km. Jak przyspieszałem do 4:00 to już kosztowało mnie to sporo wysiłku. Nie był to w pełni komfortowy bieg. Rok temu przed maratonem w Lipsku biegłem 6 km po 3:55 i to było zupełnie swobodnie. Trochę ze spuszczoną głową wracałem do hotelu. O ile wcześniej cholernie się stresowałem tym biegiem, to teraz już chciałem mieć to wszystko z głowy.

wfl_nf_2016_1_10

Zaraz po prysznicu poszliśmy na śniadanie. Dostaliśmy oczywiście dzbanek kawy. Ja wziąłem 5 dużych naleśników (może powinienem pisać pankejków ☺ ), Kasia omlet fit, ale chyba z 8 jajek. Do tego frytki, tak na wszelki wypadek. Porcje były olbrzymie. Ale to było śniadanie, a ja potrzebowałem się dobrze naładować. Zjadłem naleśniki zalewając je co chwila syropem klonowym. Później jeszcze podkusiło mnie i zjadłem kilka frytek. Nakarmieni do syta poszliśmy zwiedzić wodospady z poziomu łódki.

wfl_nf_2016_1_9

Po drodze spotkaliśmy jakiegoś naprawdę dobrze wyglądającego biegacza. Wbiegał akurat pod górę, bez koszulki w naprawdę dobrym tempie. Pokiwałem tylko głową, nie miałem pojęcia kto to jest. Dotarliśmy na łódki. Tę atrakcję na pewno wszystkim polecam. Dostaje się śmieszny „sztormiak” i płyniemy do podnóża wodospadów. Ostatecznie nic nie pomaga bo wali na nas niemal ściana wody. Cały mokry i zadowolony wróciłem do hotelu. Teraz nadszedł czas na odbiór pakietu startowego.

wfl_nf_2016_1_6

To już była cała przygoda. Nigdy już nie powiem złego słowa na komunikację miejską w Warszawie. Tam nikt nie jeździ autobusami. Był jeden na godzinę, w dodatku trudno było powiedzieć, czy to przystanek, czy tylko jakiś słupek informacyjny. Staliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy w końcu coś jedzie. Macham ręką, uff, zatrzymał się. Powiedział, że to nie przystanek (jednak) ale mamy wsiadać. Niestety mieliśmy kartę płatniczą i 5$ a dwa bilety kosztowały więcej niż 5$. Kartą nie można było płacić. Kierowca okazał się spoko i powiedział „Dajcie piątaka i wsiadajcie” ☺ Wsiedliśmy, jako jedyni pasażerowie. Problem w tym, że kierowca nie wiedział, gdzie jest park do którego jechaliśmy. Więc jedziemy na wyczucie. W końcu zaczyna się jakaś indiańska wioska. Postanowiliśmy, że czas wysiadać. Trochę podłamani, wysiadamy a w koło akurat jest jakiś zlot harleyowców. Odpalam internet na telefonie i okazuje się, że jesteśmy 300 metrów od biura zawodów! Szczęście zawsze mi sprzyjało, nie odwróciło się ode mnie i tym razem.

wfl_nf_2016_1_7

Odebraliśmy pakiety. Całe biuro zawodów to jeden namiot. Kilka dziewczyn wydawało pakiety. Nie było to najlepiej zorganizowane, ale i przy takiej ilości biegaczy, nie było potrzebne. W Polsce na pewno utworzyłyby się olbrzymie kolejki. Odebrałem wszystko i szybko ruszyliśmy w drogę powrotną. Ponownie autobus, jeszcze zakupy i powrót do hotelu.

Przez cały dzień coś tam skubałem. Płatki kukurydziane z mlekiem czekoladowym, białe bułki z miodem, żelki, jakieś ciasto karmelowe i nachosy Doritos. Nie mogłem się im oprzeć. No i M&M’s, oczywiście o smaku masła orzechowego. Jeszcze wieczorem wyszliśmy do baru. Kasia jadła ja wziąłem sobie bezalkoholowe piwo. Okazało się, że jednak ma 4%. Trochę wypiłem (efekt stresu), wróciliśmy do hotelu, przygotowałem wszystko i poszedłem spać.

wfl_nf_2016_1_4
Bogate śniadanie :)

Wstałem o 4 rano. Nie chciało mi się już spać, ale byłem jakiś niemrawy. Zjadłem dwie duże bułki z miodem i popiłem kawą. Piłem też cały czas izotonik Agisko. Włożyłem słuchawki na uszy i poszedłem na spacer. Trochę wiało, ale pogoda zapowiadała się naprawdę dobra. Było chłodno, czyste niebo, bez ryzyka opadów. Zabraliśmy wszystko ze sobą i o 5:30 autobusem pojechaliśmy spod hotelu na start.

W oczekiwaniu na transfer na miejsce startu.
W oczekiwaniu na transfer na miejsce startu.

Na miejscu usiedliśmy w sieciówce Tim Hortons. Kupiłem sobie jeszcze małą kawę, bo było mi zimno i dalej byłem ospały jakbym szedł do pracy po imprezie ☺ Wziąłem No-Spę, ubrałem się i w ostatniej chwili ruszyłem na rozgrzewkę. Przebiegłem 2 kilometry. Biegło mi się bardzo dobrze, wręcz super. Tempo Od 4:20 do 3:40 min/km. Kończąc tempem 3:40 wydawało m się, że to całkiem przyjemne tempo.

W drodze na rozgrzewkę
W drodze na rozgrzewkę

Pierwszy raz od 14 dni naprawdę uwierzyłem, że to może być dobry bieg. Jeszcze wziąłem stoperan. Zapiąłem saszetkę z trzema żelami i kolejne trzy wsadziłem do kieszonki. Kasia miała stać na 8 kilometrze, więc poprosiłem ją o podanie mi jeszcze jednego żelu. Poszedłem na start. Spokojnie ustawiłem się w drugim rzędzie.

Ostatnie pozowanie
Ostatnie pozowanie

Na starcie stał lokalny faworyt, Calum Neff. Zwycięzca dwóch edycji, z Turcji i Kaliforni. Obok niego tajemniczy biegacz, którego widzieliśmy dzień wcześniej. Z literką M na udzie oznaczającą Uniwersytet Michigan. Nie miałem pojęcia kto to jest, ale coś czułem, że właśnie nasza trójka ruszy razem walczyć o wygraną. Calum zapowiadał 80 km. Amerykanim, Zach Ornales (później dowiedziałem się kto to był), porozumiewawczo zaakceptował jego tempo biegu. Ja z tyłu stałem spokojnie i już modliłem się o strzał startera. Byłem dziwnie spokojny. Puls nawet nie drgnął. W końcu końcowe odliczanie. 5,4,3,2,1… bum. Ruszyliśmy. Zabawa się zaczęła.

START!
START!

Druga część relacji z Wings for Life World Run Niagara Falls 2016

Fot: wingsforlifeworldrunnewsroom.com

More from Bartosz Olszewski

New Balance 1400 v2 – recenzja

Zanim przejdę do recenzji muszę się trochę usprawiedliwić. Bo czytając ostatnio moje...
Read More
  • Cauchy24

    no przerwać relację w takim momencie? Bądź człowiekiem !!!!

    • mzl123

      Miałem pisać to samo :-)

    • Piter

      Strzal starter i….miej litość

  • Julia Aniella

    No nie, nie! Jak możesz! Żaluję, że czytałam, że nie poczekałam do jutra na podwójna porcję! Ty…. Dozujesz emocje jak najlepszy diler! Do zobaczenia jutro przy kawie! ;)

  • SylwiaCe

    Bartku,
    z ciekawości: stoperan rozumiem, ale dlaczego No-Spa? Żeby skurcze nie łapały?

    • Adam

      Podłączam się pod pytanie.

    • Angelika Żoń

      no-spa działa na mięśnie gładkie jamy brzusznej czyli podejrzewam że o kolkę chodziło

    • Sergiusz Kierat

      Podłączam się i ja

    • Michał Wolański

      też się podłączam

  • Michał Wolański

    Aaaaaaaaaaaaa….. Nienawidzę Cię!!!!!!!!!

  • Amelia

    Czytając twoje posty, mam ochotę wbić do ciebie do domu i gratulować tobie tak długo, jak będzie to możliwe (chyba, że ze złości zdecydujesz się mnie zabić, ale mniejsza o to). Marzę, by spotkać cię na żywo, ale podejrzewam, że jest to niemożliwe. Wiele ludzi chce mieć sukcesy takie jak twoje. Moja rodzina, gdy tylko czytam posty tutaj, pyta mi się, czy nie zapomniałam o życiu, tak długo potrafię to czytać. To tutaj szukam motywacji i to tutaj pocieszam się, gdy nie pobiłam życiówki, bo teraz już wiem, że nawet najlepsi czasem się potykają. Uważam, że niedługo będziesz musiał organizować zloty dla fanów, tak szybko ich przybywa.
    To jest moment, kiedy nie wiem co dalej napisać, więc pozdrawiam ciebie i Kasię z całego serca i pamiętaj- jak będziesz zły/smutny, to pomyśl o swoich fanach :)
    I dołączam się do ludzi popadających w smutku, że Bartek urwał ten tekst w tak ekscytującym momencie. <3

  • michal

    No chyba sobie jaja robisz… :)

  • Pingback: Wings for Life World Run Niagara Falls 2016 – relacja część 2 - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Wings for Life. Relacja z biegu | Don't stop me now!()

  • Pingback: Wings for Life World Run Niagara Falls 2016 – relacja część 3 - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Bieganie z pulsometrem - trzy podstawowe błędy początkującego biagacza - warszawskibiegacz.pl()