Wings for Life 2017 – studzimy emocje

wings 2017

Zostało już naprawdę mało czasu. Nie powiem, zaczynam się już tym startem trochę stresować. Bieg cieszy się olbrzymim zainteresowaniem. Oczywiście to pociąga za sobą duże oczekiwania. Jednak musicie pamiętać o jednym, to bieg ultra. Tutaj nic nie da się przewidzieć. Wiadomo, jadę walczyć o wygraną. Ale dziś chciałem ostudzić trochę emocji i napisać, dlaczego może być tak a nie inaczej.

Po raz kolejny napiszę, nie odbierajcie tego jak tłumaczenie przed startem. Jak zacznę robić takie rzeczy to napiszcie do mojego hostingu, żeby zablokowali mi bloga ;) Chcę pokazać jak specyficznym biegiem jest ultra i jak wiele może zdarzyć się na trasie.

1) Olszewski vs Calcaterra

Wiele osób robi z tego bitwę dwóch biegaczy. Wcale nie musi tak być. We Włoszech biegną inni znakomicie ultrasi, chociażby trzeci przed rokiem Francisco Morales, Niemiec Floria Neuschwander, który popisał się w tym roku wynikiem 1:08 w półmaratonie, wygrywał już biegi ultra a w 2015 roku kończył przede mną. Osobiście w ogóle się nie zdziwię, jak to wcale nie z Włochem przyjdzie mi toczyć najbardziej zacięta walkę. A może to ja będę oglądał walkę, które będzie toczyła się z przodu? Nie wiem, nie zakładam takiego scenariusza, ale jest on jak najbardziej realny. Biegnie grupa zawodników, świetnych zawodników. Dyspozycja dnia, zmęczenie sezonem, urazy, aklimatyzacja, odporność psychiczna, wiek. Każdy z nas ma swoje mocne i słabe strony. To się różnie może skończyć. A może jakiś czarny koń? Nikt tego nie wie. Patrząc z pozycji rekordów życiowych, to ja jestem na straconej pozycji. Jednak jak historia pokazała, to się w żaden sposób nie przekłada jeden do jednego na bieg, który trwa ponad 5 godzin.

2) Mediolan vs Reszta Świata

Oczy wszystkich zwrócone są na Mediolan. Zapominamy o reszcie świata. Na pewno we Włoszech będziemy biegli na maksa, mam nadzieję, że stoczymy pasjonujący pojedynek. Ale wcale tak nie musi być, że ktoś z nas wygra na świecie. Osobiście nie postawiłbym na to u bukmachera. Zwyczajnie w maju we Włoszech ciężko o pogodę idealną do biegania. Jeżeli temperatura przekroczy 20 stopni, wyjdzie słońce, to nie ma siły, żeby tam padł kosmiczny wynik. Wiele osób może wtedy czuć niedosyt, ale trzeba sobie z tego zdawać sprawę. W takim biegu pogoda rozdaje karty. Mam nadzieję, że będzie idealna, ale to oczywiście mało prawdopodobne.

Druga sprawa, to konkurencja. Ta z roku na rok jest lepsza. Mogę wspomnieć chociażby Pawła Ochala biegnącego w Polsce razem z Tomkiem Walerowiczem. A nie mam pojęcia ilu takich maratończyków z życiówkami ponad 10 minut lepszymi od mojej biegnie na świecie. Może jakiś Japończyk, może zaskoczy ktoś z RPA, Etiopii albo jakiś bardzo mocny Europejczyk. Nie mam pojęcia, ale tak może być i każdy z nas me tego pełną świadomość. Ja biegnąc nie myślę o tym. Biegnę ile mogę i jak daleko mogę. Ale trasa, wiatr, słońce mogą rozdawać karty.

3) To ultra!

Tutaj nie ma miejsca na błędy. W takim biegu wszystko wyjdzie. Wystarczy nie zjeść jednego żelu, żeby w pewnym momencie zupełnie stracić siły. Za bardzo się odwodnisz i raptem zwalniasz o 20 sekund na kilometrze. To moja historia z 2015 roku. Czasem w ogóle nie przewidzisz tego, co dzieje się z Twoim organizmem po 50 kilometrach biegu. Niech za przykład posłuży Wam znakomity Calcaterra, trzykrotny Mistrz Świata na 100 km. Wygrał Wingsa z kosmicznym wynikiem! Naprawdę to było tempo na rekord Europy na 100 km! Później przychodzi czas na Mistrzostwa Świata na 100 km, bieg jest wolniejszy a Włocha kompletnie odcina i kończy daleko chociażby za naszym Tomkiem Walerowiczem. W tym samym biegu startuje jeden z najlepszych biegaczy na 100 km, Jonas Buud. Schodzi z trasy z urazem. To pokazuje, że tutaj nie ma murowanych faworytów, tutaj naprawdę wszystko może się zdarzyć. Bo pomyślcie, z drugiej strony kto zakładał, że wygram w Poznaniu w 2015 (chyba tylko Kasia :* ), albo, że pokonam 80 kilometrów w Kanadzie (nawet ja w to nie wierzyłem). Jak widzicie w biegach ultra wszystko jest możliwe, są cholernie nieprzewidywalne.

Mam nadzieję, że jak teraz będziecie oglądali relację z biegu, to nie zaskoczą Was tak bardzo różne scenariusze. Uwierzcie mi, ja też chcę zakończyć ten bieg daleko za 80 kilometrem, sam, z rywalami na plecach. Zrobię wszystko, żeby tak się stało. Ale zakładam kilkanaście scenariuszy na ten bieg i wiem, że karty może rozdawać ktoś inny. Sam jestem bardzo ciekawy jak to wszystko się potoczy, jaką taktykę zastosuję rywale, jaka będzie pogoda, wiatr, jak zachowa się mój organizm. Dziś nie mam pojęcie. Zresztą dalej nie mam pojęcia jakim cudem przebiegłem 82 kilometry w Kanadzie. I to jest piękne w tych biegach, ich nieprzewidywalność. Jedno jest pewne, niezależnie od wszystkiego moim celem numer jeden jest wygrana we Włoszech. Tam każdy będzie miał te same warunki, więc niech wygra lepszy!

More from Bartosz Olszewski

Treningi grupowe przynoszą efekty!

Żeby nie było, to nie jest autoreklama :) Chciałem trochę napisać o...
Read More