VIII Bieg Marszałka – piekło w Sulejówku

Bieg Marszałka

Tydzień rozpoczynam od relacji z zawodów. Podsumowanie tygodnia będzie jutro. Do Sulejówka szykowałem się od półmaratonu w Hajnówce. To miał być mój ostatni naprawdę mocny bieg w sezonie wiosennym. I chociaż zamierzam jeszcze startować w różnych zawodach w lato, to jednak Sulejówek można uznać za zakończenie sezonu wiosennego. Wszystko co nastąpi dalej ma na celu przygotowanie do maratonu jesiennego.

Chciałem w Sulejówku pobiec poniżej 32 minut. Taki był cel. Myślę, że było to realne, jednak nie w sobotę, nie w tych warunkach pogodowych. A te, już na kilka dni przed biegiem zapowiadały się okropnie. Straszny upał. Ale to nie on był najgorszy. Najgorszy był zaduch, nie było czym oddychać. Jednak nie będę wybiegał w przyszłość, zacznijmy od rozgrzewki.

Jak zwykle 3 kilometry biegu w tym cztery przebieżki. Biegło mi się bardzo dobrze, szybko i lekko. Wiedziałem, że mam formę, że trafiłem dobrze w dzień. Ale po rozgrzewce byłem spocony jak po biegu. Sporo piłem. Ustawiłem się na starcie tuż obok Wojtka Kopcia i Tomka Walerowicza. Na liście startowej był też Artur Jabłoński, więc zapowiadał się ostry rewanż za Wings For Life World Run. Na starcie o mało włos stawiliby się wszyscy czterej pierwsi zawodnicy z tych zawodów. Jednak Artura nie było. Start odbył się równo o 10:20, grzało strasznie, ja ruszyłem po życiówkę.

Jeszcze rozmawiając przed startem mówiłem, że obchodzi mnie tylko czas i będę biegł równo na 32 minuty. Na tym najbardziej mi zależało. Nie znoszę biegać na czas, wolę się ścigać o miejsce, ale wypadałoby poprawić już tą życiówkę na 10 km. Zaraz po starcie zostałem tylko z Wojtkiem. Za naszymi plecami biegł Tomek. I nie ma za bardzo co pisać o pierwszych kilometrach. Cały czas prowadziłem bieg starając się trzymać średnie tempo w okolicy 3:12 min/km. 5 kilometrów i czas 16:00 Idealnie w punkt, ale szczerze, ja już byłem zagotowany.

bieg_marszalka_3

Jak to się mówi oddychałem rękawami. Zwolniłem, ale za plecami słyszałem, że Wojtek też przeżywa ciężkie chwile. Powoli zacząłem się oddalać. Na drugiej pętli złapałem jeszcze wodę od taty, mocno się oblałem i zacząłem już zerkać na zegarek co 100 metrów. Wiedziałem, ze nie ma co liczyć na życiówkę. Chciałem już tylko dowieźć pierwsze miejsce do mety. Zaczęło się dublowanie. Między 6 a 8 kilometrem sporo zwolniłem dając sobie jeszcze jakąś rezerwę na ostatnie dwa kilometry, w razie gdybym musiał przyspieszyć. I tak też zrobiłem, jednak cały czas to był bieg mocno poniżej zakładanego tempa. Było mi potwornie gorąco a oddychałem jak ryba wyjęta z wody. Dublowałem dużo osób i nie wiedziałem jaka jest moja przewaga. Więc cały czas, chcąc tego czy nie, musiałem mocno biec.

Dopiero na 400 metrów do mety, kiedy zbiegałem na stadion, zobaczyłem, że nikogo nie ma za moimi plecami. Ostatnie 300 metrów już truchtałem. Mocno zwolniłem. Wpadłem na metę z czasem 32:55, kompletnie wyczerpany i przede wszystkim przegrzany. No cóż, nie udało mi się pobiec poniżej 32 minut. Ba, nawet się do tego nie zbliżyłem. Ciężko gdybać ile z tego to kwestia tego upału, a ile straciłem, bo zwyczajnie jeszcze nie stać mnie na taki wynik. Faktem jest, że nie tylko upał mi doskwierał. Po 6 kilometrach zaczęły siadać mi nogi, a dokładnie mięśnie czworogłowe. Mam dziś potworne zakwasy. Wcale nie przesadzam, jak powiem, że większe niż po większości maratonów (tak wiem, to DOMS a nie zakwasy :) ). W ogóle jestem porozbijany jak po zderzeniu z ciężarówką. Ale po biegu za dużo też nie wypoczywałem. I teraz mam za swoje.

bieg_marszalka_1

Poza wygraną na pewno cieszy piękny puchar, jaki po raz kolejny ufundował Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Bronisław Komorowski. To już trzeci taki kryształ w mojej kolekcji. Zostałem również Mistrzem Grupy Polsat :) Oczywiście wygrałem klasyfikację wiekową i stanąłem na drugiem miejscu podium drużynowo. Mówiąc krótko, działo się.

Na koniec chciałem jeszcze życzyć Wojtkowi szybkiego powrotu do zdrowia. Mam nadzieje, że dołek szybko się skończy i forma wróci w najlepsze. Strasznie niewdzięczne to nasze bieganie. Wiem, ile czasu i poświęceń kosztują takie przygotowania i jak potem człowiek jest zły, kiedy to wszystko nie przynosi spodziewanego rezultatu. Ale jestem przekonany, że do jesieni wszystko wróci na właściwą drogę. Powodzenia!

More from Bartosz Olszewski

Rozciąganie nie zawsze pomaga!

Rozciąganie, temat rzeka. Wszyscy w koło krzyczą, że jest konieczne w treningu...
Read More