„Urodzeni Biegacze” – najbardziej przekoloryzowana książka jaką czytałem

urodzeni biegacze

Moja ocena

3

Trója, ale sam nie wiem za co...

Przeczytałem tą książkę już prawie dwa tygodnie temu. Ale pisanie tej recenzji szło mi równie szybko jak przewracanie ostatnich kartek tej powieści. Urodzeni Biegacze nie przypadli mi do gustu. A naprawdę się starałem. Chciałem znaleźć w tej książce coś interesującego. Coś fajnego. Coś co mnie jakoś zaciekawi. Niestety, męczyłem się bardzo. Co gorsza, z każdą następną stroną męczyłem się bardziej.

Zaraz pewnie odezwą się głosy, że nie rozumiej tej historii. Nie potrafię tego docenić. Nie znam się na ultra i nie czuję tego tematu. Nie prawda! Z której strony nie starałbym się podejść do tej lektury, to za każdym razem jest źle.

1) Styl pisania

Według mnie czyta się to ciężko. Autor chwilami z jednej nieskończonej opowieści wskakuje w drugą i następna. Już sam nie wiem gdzie jestem i o czym czytam. Brakowało mi w tym wszystkim jakiegoś spójnego ciągu. Czytam historię walki z siłami natury a raptem wskakuję do laboratorium Nike, bo Indianin krzywo stanął w bucie. I z tego laboratorium zaraz wędruję gdzieś do Bosonogiego Teda i do fizjoterapeuty gdzieś tam na jakimś Uniwesytecie w USA. I tak cały czas. Nie wiem o czym była ta książka. Serio.

2) Krucjata przeciwko Nike

O co chodzi? Miał z nimi na pieńku czy jak? Ja rozumiem, każdy może mieć swoje zdanie. Ja tu nie bronię firmy ale bronię rzetelnych informacji. Jak czytam, że przez Nike ludzie umierają w USA bo zamiast biegać to walczą z kontuzjami, które ten but powoduje, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Co to w ogóle za pomysł? Zabierzmy ludziom buty do biegania i zobaczymy ilu jutro wyjdzie przebiec się po osiedlu. Biegamy po innym podłożu, w innych warunkach. Żyjemy w innych czasach. To że autora bolą plecy w butach z amortyzacją, nie znaczy, że raptem staje się on guru i mamy odrzucić buty. Opanujmy się, bo każde skrajności są złe. Szczególnie te argumentowane w tak bezsensowny sposób.

tarahumara

[quote align=”center” color=”#999999″]Twierdził, że gdyby nie istniały na świecie buty do biegania, więcej osób uprawiałoby ten sport. A gdyby więcej osób biegało, odsetek zgonów z powodu wrodzonych wad serca, zatrzymania akcji serca, nadciśnienia, zatorów tętniczych i innych śmiertelnych schorzeń typowych na zachodniego świata byłby niższy. To ogromny bagaż win złożony na barki firmy Nike.[/quote]

To o jednym z naukowców, który został porównany do wynalazcy penicyliny… A to tylko jeden fragment, jakich jest pełno. No na zdrowy chłopski rozum, jeszcze raz powiem. Skoro ludzie wolą biegać bez butów to dlaczego je zakładają? Ile osób bez butów wyszło by jutro biegać? No i Nike jest winien wszystkim chorobom na świecie :)

3) Koloryzowanie

W tej książce przekoloryzowane jest wszystko. Dosłownie wszystko! Mógłbym dać przykłady, ale równie dobrze mogę przepisać całą książkę. Już na samym wstępie mamy cały zbiór komicznych porównań, o których już pisałem. Ale później nie jest lepiej. Caballo Blanco według opisu z książki wygląda jak młody Apollo, proponuję pooglądać jego zdjęcia na Google. Jak czytałem opisy biegu, to wydawało mi się, że oni pędzą jak Usain Bolt, po czym weryfikowałem dystans i czas. Średnie tempo poniżej 5:00 min/km. Nie mówię, to wolno, bo nie znam warunków. Ale szczerze, z boku nawet bieg w 4:00 wygląda jak jakiś trucht ;) Tak samo z tym Nike. Ze wszystkimi ekspertami od butów i kontuzji. Z całą ekipą ultrasów. Wszystko to można traktować jako bajkę i koniec. I może wszystko byłoby ok., gdyby to jeszcze dało się jakoś czytać. Ale moim zdaniem to jest przekoloryzowane tak, że się nie da.

Jednym z moich ulubionych fragmentów był fragment, gdzie McDougall doznaje olśnienia. Porównują wyniki z matratonu w Nowym Jorku. Wychodzi, że od 19 roku życia do 27 ludzie się poprawiają. Potem następuje spadek formy. Ale uwaga, wyniki wyrównują się dopiero w wieku 64 lat! Więc wniosek jest jasny dla niego, 19 latkowie mają takie same możliwości jak 64 latkowie co świadczy o tym, że bieganie to sport, do którego jesteśmy stworzeni i jak żaden inny uprawiamy na równym, wysokim poziomie przez całe życie. Co z tego, że 19 latek w NY to przeważnie początkujący dzieciak, który pewnie miał postanowienie do 18 urodziny i ledwo człapie do maty. A 64 latek to jednak już bardzo doświadczony maratończyk. Po co sprawdzić czasy najlepszego 19 i 64 latka, po co porównać rekordy, 100 najlepszych wyników z roku. Wszystko jest tak naciągane, wszystko!!!

caballo_blanco

4) Temat Ultra

Chciałbym poczytać książkę o biegach ultra. Dość mam Karnazasa, Richa Rolla (pisownia specjalnie zła) czy innych dziwaków ścigających się o to, kto będzie bardziej cierpiał i kto wejdzie w świat ultra będą bardziej uzależnionym od różnych używek. Tutaj mam kolejna historię z dwoma surferami, Bosonogim Tedem, Indianami, których nikt nie zna. No i Caballo. Jest Scott Jurek, który napisał nawet fajną książkę, ale to nie o nim historia. Znowu się wspinają, znowu cierpią, znowu piją, rzygają a potem biegną 100 mil. Ok., więcej nie piszę, bo mnie zaraz zdisujecie. Ale czytam Kiliana i widzę, że prawdziwi biegacze ultra jednak inaczej do tego podchodzą i ich poziom sportowy jest nieporównywalnie wyższy. Ale to się chyba gorzej sprzedaje…

Koniec znęcania się nad tą książką. Urodzeni Biegacze zupełnie nie przypadli mi do gustu. Wolę poczytać fajną książkę sportową a potem coś o podróżach. Nawet Cejrowskiego. Taki miks jest dużo lepszy. Starałem się wyciągnąć coś ciekawego z tej książki. Starałem się ją polubić. Po tych pierwszych moich wpisach na forum myślałem, że dalej potraktuję ja właśnie jak taką książkę Cejrowskiego, ale o biegaczach. Niestety z każdą kolejną stroną bardziej otwierałem oczy nie mogąc uwierzyć w to co czytam. Nie podobało mi się. Koniec. Kropka.

PS – a na koniec ciekawe spostrzeżenie. Skoro McDougall tak bardzo nienawidzi butów z amortyzacją, to dlaczego największym ultrasem w historii jest dla niego Scott Jurek, który biega w bardzo dobrze amortyzowanych Brooksach? No chyba, że podziwia go za to, że może biegać w takich butach i nie łapać kontuzji ;)

  • Kasia

    Myślałam, że tylko ja jestem jakaś dziwna i nie mogę skończyć tej książki… Taka niby fenomenalna, zmieniająca nasze postrzeganie biegania. W pewnym momencie zaczął mnie gonić termin w bibliotece i bez żalu ją oddałam. Nie doczytałam chyba ze 100 ostatnich stron, ale na wcześniejszych też się męczyłam. Także dziękuję za recenzję, ja się poczułam lepiej ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Ta książka ma tylu entuzjastów co i wrogów. Mi się nie podobała, bo według mnie wszystko było przekoloryzowane, a ja nie lubię takich książek. Przeczytaj sobie Maratończyka autorstwa Billa Rodgersa :)

    • Piotrek

      Znaczy nic nie znasz

  • http://www.biegupasja.pl Rafał Tyburek

    dla mnie ta książka zaczęła się i skończyła na stronie jeśli dobrze pamiętam 188. rozdział mówiący dużo o antropologii i przystosowaniu człowieka do biegania. bardzo ciekawe podejście do tematu i daje do myślenia. po tą książkę warto moim zdaniem sięgnąć tylko dla tego rozdziału.

    • WarszawskiBiegacz

      Ok, to rzeczywiście było nawet ciekawe. Tylko też moim zdaniem autor niepotrzebnie tak galopuje zaraz z wnioskami i trochę a nawet czasem bardzo ja naciąga. Jednak sam temat jest bardzo ciekawy i był w licznych publikacjach opisywany.

    • http://www.biegupasja.pl Rafał Tyburek

      Bartek poleć mi proszę jakieś publikacje rozwijające ten temat? chętnie bym po nie sięgnął.

    • WarszawskiBiegacz

      Rafał, nie żebym Cię zbywał na drzewo :), ale w chwili obecnej nie mam za bardzo czasu szukać w necie. Jak wpiszesz w google to będzie tego dużo. Ja czytałem co jakiś czas przeglądając różne serwisy o bieganiu i gazety zagraniczne.

  • http://biegowa-ajurweda.blogspot.com Emila Selmowicz

    Ja książkę czytałam jakieś niecałe 2 lata temu i wtedy byłam jeszcze mega totalnym żółtodziobem w kwestiach biegania (jak tak teraz na to patrzę z perspektywy czasu) więc wtedy czytało mi się ją całkiem nieźle, ale rzeczywiście wiele zgrzytało – nie pamiętam dokładnie, ale najbardziej zapadł mi w pamięci taki fragment opisujący jakąś ultraskę i jej chłopaka, którzy na dzień przed wyścigiem melanżowali całą noc, a rano przed samym biegiem ta ultraska wypiła puszkę coli na kaca i biegła jak natchniona :D LOL… Ogólnie nie lubię samego pojęcia „bieganie naturalne” i argumentowanie tego, że niby człowiek jest stworzony do biegania, bo kiedyś tam p.n.e uganiał się za zwierzyną… Ale ogólnie uważam, że książka jest sprawnie napisana i tak dla rozrywki i paru ciekawostek, choćby te buty Kangoo Jumps można poczytać. Ciekawe czy naprawdę ten bosonogi Ted kiedyś w tym biegał… :D

    • WarszawskiBiegacz

      Haha, a ten fragment o Kangoo Jumps był dobry, Chciałbym to zobaczyć :)

  • Kamil

    Nie zgodzę się co do Twojego stwierdzenia co do Nike, mianowicie że skoro są takie złe to dlaczego je tyle osób zakłada. Zwróć uwagę na wiele innych rzeczy złych. Chociażby żywienie w M Donalds – dosłownie tragedia, a dlaczego zatem placówki tej sieci przeżywają oblężenie, innym przykładem może być bieganie maratonu po lesie i po asfalcie, co jest zdrowsze? i teraz pytanie, Zorganizuj maraton w mieście centralnymi ulicami miasta, a w lesie i co będzie zdrowsze i który maraton ludzie wybiorą..?

    • WarszawskiBiegacz

      Kamil, to zły przykład. Tzn. rozumiem Twój tok myślenia, ale z butami jest tak, że żyjemy w innej epoce. Poruszamy się po innych powierzchniach. I od małego chodzimy w butach. Ludzie nie chcą biegać boso i tyle. Wolę nie biegać w ogóle niż bez butów biegać po lesie lub chodniku czy asfalcie. Zjeść i tak muszą bo inaczej umrą. Więc w ostateczności zjedzą cokolwiek.

  • Mirek Pyrsz

    Ja odpuscilem po 70 stronach. Nie dalem rady wiecej:)

  • Piotrek

    A minie ta książka podoba. Pokazuje prawdę o marketingu i nie chodzi tu tylko o firmę nike. A autorowi artykułu radzę pobiegać trochę a dopiero później się wypowiadać.

    • WarszawskiBiegacz

      Słuchaj, ja w pełni Twoje zdanie akceptuję, pozwól mi mieć swoje. A przy okazji, uwierz mi, na pewno przebiegłem dużo więcej w życiu niż Pan Chris McDougall, więc według Twojego wyznacznika to ja powinienem mieć rację. Trzecia sprawa, byłem na jego wystąpieniu na żywo, to był czysty marketing w amerykańskim wydaniu służący sprzedaży książki.

  • Wojtek

    Prawdziwy z Ciebie, Bartek, maratończyk, skoroś wytrwał z lekturą do końca. Ja w trakcie złapałem zbyt dużą ścianę:)

    Odpadłem z walki przy wzmiance o mistrzostwie szachowym Karpow – Kasparov z 1990 roku. Autor stwierdza, że Kasparov zastosował Gambit Hetmański w decydującej partii, poświęcił królową, zaskoczył przeciwnika i … wygrał.
    Oto przebieg meczu: http://www.chessgames.com/perl/chess.pl?tid=55223
    Ani razu nie zagrano Gambitu Hetmańskiego, w którym poświęca się piona dla pozycji, a nie hetmana. Ale skąd autor miałby o tym wiedzieć i po co?

    Jak wspominam teraz nazwisko autora, przed oczami mam tą wścibską reporterkę z Harry’ego Pottera:-)

    Dla mnie ta książka została napisana dla kasy, a czym więcej gadania o niej, tym większy sukces autora. Nie ważne jaka ocena, byle o niej mówiono.

    PS: Czy w książce jest wspomniane, że „Leadville Trail 100” został przebiegnięty przez człowieka w butach biegowych o prawie 2 godziny szybciej niż zrobił to najszybszy Indianin w klapkach czy to autorowi „umkło”?

    • WarszawskiBiegacz

      No właśnie o to chodzi. Ta książka za grosz nie jest obiektywna. I to widać natychmiast, po pierwszej stronie…

  • stefan

    Oj Bartek jadem zioniesz, jak mozna negowac wszystko?

    • WarszawskiBiegacz

      Zwyczajnie się nie zgadzam z żadną teorią z tej książki. Nie zionę jadem, tylko piszę, jak z mojego punktu wygląda ta książka. Jeżeli komuś się podoba, ok. Ja to w pełni rozumiem. Mi zwyczajnie wydaje się bajką i jak tak ją traktuje, to nawet chwilami przyjemnie się czyta.