Tydzień 15/2017 #20 – czy ja naprawdę biegłem w weekend jakiś maraton?

bieganie trening

Maraton był już za mną. Nie był to start życia… Teraz celem był już tylko Wings. Presja rosła a ja nie miałem pojęcia, w jakiej jestem formie. Maraton nie wyszedł, z drugiej strony szybkościowo byłem lepszy niż kiedykolwiek. Postanowiłem, że czas obiegać się na prędkościach startowych. Często na zmęczonych nogach. Musiałem ryzykować. I tutaj jasno muszę zaznaczyć, treningi o których tutaj piszę są tylko i wyłącznie dla bardzo zaawansowanych i trenujących do biegów ultra. Tym bardziej, że robiłem je zaraz po maratonie. Niech to zaspokoi Waszą ciekawość, ale to nie są jednostki, które powinniście biegać.

Poniedziałek

Wolne. Moja złota zasada. Nigdy nie biegam dzień po maratonie albo zawodach ultra. Dla mnie nie ma to kompletnie sensu. Nie ma czegoś takiego jak regeneracyjny bieg dzień po maratonie. Można iść na spacer, rower, basen. Ale najlepiej zrobicie jak położycie się w łóżku i odpoczniecie. Szczególnie amatorzy. Nic nie zyskacie biegiem dzień po maratonie, NIC! A możecie bardzo przedłużyć procesy naprawcze organizmu.

Po maratonie uzupełniałem kalorie :)

Wtorek

Wyszedłem na 11 kilometrów. Nogi jakbym nic nie biegł w niedzielę. Tempo 4:12 min/km! To potwierdzało, że ten maraton przebiegłem na pół gwizdka. Zwyczajnie nie miałem siły szybciej. Byłem zajechany i nie mogłem wygenerować mocy, jaką miałem. Może to i dobrze? Może dzięki temu byłem w stanie lepiej trenować do następnych startów?

Środa

20 kilometrów z czego 18 po 3:45, tempo zbliżających się zawodów. Biegało mi się znakomicie. Jak na trzeci dzień po maratonie, to nie wiedziałem co się dzieje. Wieczorem jeszcze lekkie 9 kilometrów z FMW Runners, tempo ok. 5:00 min/km.

Cały czas po niedzielnym starcie apetyt miałem taki, że na śniadanie zjadałem prawie cały kartonik ;)

Czwartek

Rano 20 kilometrów po 4:18 min/km. Wieczorem jeszcze 15 kilometrów po 4:15 min/km, zmiennym tempem. Objętość nie sprawiała problemów. Nic mnie nie bolało. Tak jakby mnie ten maraton naprawił :)

Piątek

Rano 11 kilometrów po 4:15 min/km. Wieczorem 9 km po 4:17 min/km. Jak widać cały tydzień rozbiegania biegałem w tempie dość wysokim. Do tego zrobiłem drugi zakres. Naprawdę biegało mi się dobrze, dlatego zdecydowałem się w sobotę na mocny bieg. Bardzo mocny, najważniejszy trening w kontekście Wingsa.

Wiało…

Sobota

Pierwotnie planowałem biegać to w niedzielę. Ale pogoda zapowiadała się fatalnie, natomiast w sobotę było całkiem dobrze. Jak czas pokazał, to był świetny wybór. W planach miałem maraton po szosach Suwalszczyzny. Trasa Krasnopol – Murowany Most – Sejny – Krasnopol – Murowany Most – Krasnopol. Na początku biegło mi się naprawdę lekko i swobodnie. Wziąłem ze sobą trzy żele Agisko, z których miałem korzystać podczas zawodów w Mediolanie. Niestety problemem była woda. Nie chciałem biegać małych pętli i zdecydowałem się na 30 kilometrów bez napojów.

Pierwsze 20 kilometrów poszło jak z płatka. Problemy zaczęły się przy powrocie. Mocno pod wiatr i ciągle pod górę. Tempo spadło, ale cały czas trzymałem zakładaną średnią, a nawet biegłem z zapasem. Kiedy napiłem się po 32 kilometrach biegu, odżyłem i nawet przyspieszyłem. Ostatnie 5 kilometrów to już naprawdę bardzo ciężki bieg z wysokim pulsem, ale utrzymałem tempo. Skończyłem 42 kilometry 200 metrów w czasie 2:35:47. Tempo 3:42, średni puls 153, identyczny jak rok wcześniej na Wingsie. Byłem wyczerpany ale szczęśliwy. Ten trening pokazał, że jestem gotowy na Wingsa, teraz chciałem jeszcze zrobić kilka treningów progowych, żeby mieć większą swobodę przy zmianie tempa, zapas prędkości.

A to moja paliwo na sobotni trening

Niedziela

20 kilometrów, 4:26 min/km. Szybko się pozbierałem. Pomagały też wszystkie te wielkanocne smakołyki ;)

Trasa sobotniego biegu

Pozytywy

  • niesamowicie szybka regeneracja
  • znakomity sobotni trening
  • nic nie przytyłem przez Wielkanoc, nic!

Negatywy

  • przez dwa dni żywiłem się tylko ciastem

Nauka na przyszłość

W sumie to niczego się nie nauczyłem. Może tyle, że cuda się zdarzają i można błyskawicznie otrząsnąć się po maratonie.

Dla początkujących

Tydzień po maratonie to tydzień odpoczynku. Zawsze, bez wyjątku! Pamiętajcie, że ja latami dochodziłem to sytuacji, kiedy tak szybko się zregenerowałem. Poza tym sam maraton nie kosztował mnie tak dużo wysiłku. Dużo ryzykowałem a w planach miałem pokonać ponad 80 kilometrów za trzy tygodnie. I tylko dlatego zacząłem od razu mocny trening. Zresztą po tych 42 kilometrach chciałem mieć minimum trzy tygodnie na regenerację, inaczej też cały tydzień byłby wolny od akcentów. Niestety czas mnie gonił. Ale ostrzegam, że bieganie akcentów zaraz po maratonie jest zwyczajną głupotą w 99,999999% przypadków. Koniec i kropka!

More from Bartosz Olszewski

BMW Półmaraton Praski – otwarte treningi

31.08.2014 do Warszawy zawita kolejna bardzo duża impreza biegowa. Będzie to BMW...
Read More