Tydzień 11/2017 #16 – czyli jak mogłem wpaść na taką głupotę?

trening bieganie

Wakacje połączone z małym obozem biegowym w Hiszpanii szły znakomicie. W poprzednim tygodniu naprawdę wykonaliśmy z Kasią kawał roboty. Do tego dopisywała pogoda, świeciło słońce, jedzenie było przepyszne a wino smakowało jak nigdy. Tak bardzo chcieliśmy tam zostać, cieszyć się wolnymi dniami, bez obowiązków, pracy, ciągłą pogonią za czymś. Ale trzeba było powoli zbierać się do Polski, zarobić na kolejny wyjazd :) W każdym razie zostały nam jeszcze dwa dni. Jak się miało okazać, idealnie trafiliśmy z terminem wyjazdu.

Poniedziałek

Po niedzielnym długim wybieganiu w drugim zakresie, rano zrobiłem bardzo lekkie wybieganie. 8 kilometrów, średnie tempo 4:52 min/km. Można powiedzieć, że spacerowałem po promenadzie. Wieczorem za to planowałem ostatni mocny trening. Zawsze na koniec obozu robię taki test formy. Na dużym zmęczeniu, na dużym kilometrażu. Trening biegany prawie na maksa. Później odpocznę, teraz mogę się wyjechać.

podsumowanie_tygodnia_6

Zaplanowałem jeden z moich ulubionych biegów, połączenie biegu progowego z interwałem. 1600m+2km+1200m+2km+800m+2km+400m. Przerwy 2 minuty, odcinki 2 kilometry w tempie 3:20 min/km, odcinki krótsze w tempie 3:10 min/km. Mieliśmy załamanie pogody. Wiało jak cholera, stadion jest na samej górze Torremolinos. Odsłonięty. Kasia poszła na basen, ja poszedłem na bieżnię i lunął deszcz! Ale stwierdziłem, że do odważnych świat należy. Rozgrzałem się dobrze i ruszyłem. Nie będę robił relacji z całego trening, ale uwierzcie mi, że to była taka walka, że nawet ludzie na stadionie mi kibicowali :D To był maks, który mogłem dziś wycisnąć. Pokonałem zmęczenie, wiatr, deszcz. Ale byłem szczęśliwy. Nogi mi drżały, zasłużyłem na coś pysznego! 

Niestety padł pulsometr...
Niestety padł pulsometr…

Wtorek

Pogoda była fatalna. Lało, wiało. My zaraz mieliśmy lecieć do Polski. Wyszedłem tylko na lekkie, regeneracyjna rozbieganie. 10 kilometrów, tempo 4:41 min/km.

podsumowanie_tygodnia_8

Środa

Nie wiem co miałem w głowie, planując ten trening. Chyba uznałem, że jestem niezniszczalny. Nie wiem. W każdym razie w tych podsumowaniach chętnie przyznaję się do błędów, one uczą dużo więcej niż sukcesy. Otóż po obozie, po potwornie ciężkim treningu w poniedziałek, uznałem, że zrobię 400-setki. 20 razy! Tak mi się tydzień ułożył, że później nie miałem czasu na dobry akcent, ale mimo wszystko, to było bez sensu. Chciałem biegać po 72 sekundy, w tempie na 3:00 min/km. Pobiegłem tak tylko pierwszą. Później słabłem jak nigdy.

podsumowanie_tygodnia_2

Dość powiedzieć, że biegałem w tempie półmaratonu! Masakra. Stwierdziłem, że zrobię. Że popracuję na tempie docelowego biegu, nie ma sensu się zażynać biegając trochę szybciej. Ogólnie to były najwolniejsze odcinki 400 metrowe jakie biegałem od kilku lat. Za 10 dni półmaraton. Co w takiej chwili można myśleć? Ja w ogóle wtedy zapominam o takim treningu. Myślę o poniedziałku. Mam szybkość, wytrzymałość, formę na życiówkę. Przecież w dzień tego nie straciłem.

Po tym treningu potrzebowałem chemii :D
Po tym treningu potrzebowałem chemii :D

Do końca tygodnia postanowiłem odpocząć od szybkich biegów. Za to myśląc o Wings For Life postawiłem na długie wybiegania.

Czwartek

20 kilometrów, lekko w pierwszym zakresie intensywności. Już biegało mi się lepiej, ale dalej zmęczony.

Zabrakło kalorii ;)
Zabrakło kalorii ;)

Piątek

Długie wybieganie w drugim zakresie. 30 kilometrów po 3:48 min/km po lesie. W końcu wychodziły mi te treningi.

podsumowanie_tygodnia_3

Sobota

Byłem ponownie w Krasnopolu. A tak nie mogę sobie odmówić długich wybiegań. Pokonałem piękną trasę z Suwałk do Krasnopola. 28 kilometrów, pierwszy zakres, 4:15 min/km.

Niedziela

Rano Kasia została najpiękniejszą i najszybsza biegaczką w Suwałkach :)

podsumowanie_tygodnia_10

Ja po zawodach ponownie zrobiłem długi bieg. Bardzo wietrznie, BARDZO! 26 kilometrów, 4:22 min/km, pierwszy zakres. Normalnie można pukać się w czoło. Co to za trening, 30, 28, 26 kilometrów dzień po dniu? Osobiście nikomu nie polecam tak biegać, bo tak naprawdę to zabija szybkość i dynamikę, która tak bardzo jest Wam potrzebna do rozwoju biegowego. Natomiast trenując specyficznie pod bieg, który ma trwać ponad 5 godzin, kombinuję jak przygotować na to organizm. To jeden z pomysłów. W piątek wyczerpałem się z zapasów energetycznych, później już na zmęczonych nogach zrobiłem jeszcze dwa, całkiem szybkie rozbiegania. W dodatku po górkach.

Powrót do domu. Kotek trochę utrudnia jedzenie LightBoxa :)
Powrót do domu. Kotek trochę utrudnia jedzenie LightBoxa :)

Pozytywy

  • duża objętość
  • genialny trening poniedziałkowy

Negatywy

  • fatalna środa, nieprzemyślany trening

Nauka na przyszłość

To coś, co zrobiłem po Sankt Moritz, a o czym zapomniałem tym razem. Po obozie miałem kompletnie wyeksploatowany organizm. Obóz zaplanowałem znakomicie, wykorzystałem 100% potencjału. Natomiast po takich treningach, powinienem zrobić przynajmniej 3 dni luźne. Najlepiej dwa dni z lekkim bieganie i jeden dzień wolny. Chciałem za szybko, za dużo. Czyli standardowy błąd początkujących biegaczy. Zdarza się każdemu. Trzeba wyciągać wnioski. Na przyszłość będę mądrzejszy.

Dla początkujących

Dwie sprawy. Po pierwsze, zawsze po okresie ciężkiego treningu, musi przyjść okres odpoczynku. Zawsze! To się tyczy tak samo amatorów, początkujących jak i zawodowców. Organizm potrzebuje czasu, żeby się odbudować. Potrzebuje czasu na superkompensację. Tak samo jak po ciężkim dni, następny powinien być lżejszy. Tak samo po ciężkim okresie, tygodniu, dwóch, miesiącu, musi przyjść luz! Inaczej będziecie biegali jak ja w środę. 400 setki w tempie półmaratonu…

podsumowanie_tygodnia_4

Druga sprawa bardziej dotyczy nastawienia psychicznego. Gdybym skupił się na środzie, mógłbym pomyśleć, że jestem w katastrofalnej formie. Wiele osób tak myśli. Co się robi po takich treningach? Dużo się je, uzupełnia deficyt kaloryczny. Dużo się śpi. I odpoczywa przynajmniej trzy dni. Optymalnie przynajmniej jeden dzień z tych trzech wolny. Gwarantuję, że to może podnieść z najgorszego treningu. Pamiętajcie te udane biegi. Z beznadziejnych wyciągajcie wnioski, zapisujcie a o treningu zapominajcie!

More from Bartosz Olszewski

World’s Best Pasta Party – Reggae Marathon

Zanim przejdę do relacji z biegu, chciałem trochę napisać o „World’s Best”...
Read More