Triatlon Przechlewo – w oczekiwaniu na niesamowitą przygodę

Jestem już po swoim pierwszym triatlonie! Oczywiście startowałem tylko w sztafecie i nie zamierzam robić z siebie żadnego Ironmana. Pisząc o pierwszym triatlonie mam na myśli te emocje towarzyszące wydarzeniu, zmiany, wzajemne kibicowanie i wsparcie na trasie. Przekonałem się, ze triatlon to znakomita zabawa! Przekonałem się również, że nic nie dostarcza takich emocji i nie wyzwala tyle sił, co start we wspólnej sztafecie.

Całą zabawę wymyśliła Kasia. Nasz skład i jego „kompetencje” już opisywałem. Im bliżej było do zawodów, tym bardziej się tego startu baliśmy. Z jednej strony naprawdę jechaliśmy się tam przede wszystkim dobrze bawić. Z drugiej strony, wyobrażacie sobie nas startujących w zawodach, w sztafecie i nie ścigających się na trasie? No nie ma takiej opcji :) Więc ja spokojnie zacząłem wracać do biegania. Nie tylko zacząłem zmniejszać swoją wagę, ale również wrzuciłem kilka solidnych jednostek treningowych, dzięki którym wiedziałem, że stać mnie na bieg w granicach 34 minut (10 kilometrów). Dla ciekawych było to 5 km po 3:30 min/km + 3x1km po 3:18 min/km + 800 metrów w tempie 3:06 min/km. Wiedziałem, że 3:30 wytrzymam. Przy 3:18 kończyłem już na miękkich nogach, wiedziałem, że nie utrzymam. A ostatnie 800 metrów poleciałem już na zajechanie i sprawdzenie, czy mam jakieś rezerwy. Coś tam było.

Omawiamy taktykę w drodze na zawody.
Omawiamy taktykę w drodze na zawody.

Kasia dzielnie katowała rower. Myślę, że jej determinacja zasługuje tutaj na szczególną uwagę. Wiele osób o tym nie pamięta i liczy na niesamowite wyniki z miejsca. Pamiętajcie, że Kasia jeszcze pół roku temu leżała w łóżku z niemal zupełnym zanikiem mięśni. Jest po ciężkim złamaniu i operacji. Budowała formę od zera. W tej chwili już nie tylko pływa i jeździ na rowerze ale również biega. No i robi więcej przysiadów niż ja potrafię zrobić ;) Piszę to, bo chcę Was zmotywować i pokazać, że wiara w siebie i regularna praca czynią cuda. Nawet jak lekarze na te cuda nie dają Ci nadziei.

Prezenty, tyle prezentów!!!
Prezenty, tyle prezentów!!!

Michał wrócił do pływania. Zaczął jeździć na otwarte wody, wciskać się w pianki. Kupił bojkę i chyba poczuł młodość i zatęsknił za rywalizacją ;) Nawet pytał się nas co jeść przed startem. Nie wiem czy uważnie słuchał, bo dzień przed zjadł dwie porcje pierogów na jakiejś zasmażce, ale na pewno chciał jak najlepiej wypaść. Rozpisał plan treningowy i oczekiwał na godzinę zero.

Rekonesans trasy pływackiej.
Rekonesans trasy pływackiej.

Nie będę zanudzał Was podróżą, przejdę od razu do zawodów. Na początek poszliśmy do biura zawodów. Okazało się, że już w pakiecie dostaliśmy super bluzy (naprawdę są bardzo fajne), i cały worek jakiś gadżetów oraz regulamin imprezy. Trochę szaleliśmy ze wszystkimi przepisami, szczególnie jeżeli chodzi o rower i strefę zmian. Kiedy można go wstawić, kiedy już nie wolno go dotknąć. Czy rano dopompujemy koła i do której godziny można to zrobić. Jak mają wyglądać te cholerna zmiany. Jak to, mamy jeden numer. A co z chipem, też jeden? Jak go przekazać? Jak nie łamać regulaminu. Gdzie mogę już wsiąść na rower? Itd. Itp. Pytań mieliśmy setkę. Może wydać Wam się to śmieszne, ale jak na kolesia, który czasem potrafi nie trafić w metę, uwierzcie, że mocno się tym stresowałem. Chociaż starałem się zachować kamienną twarz.

Serwis rowerowy Olszewski, Gorlo, Sieńko :)
Serwis rowerowy Olszewski, Gorlo, Sieńko :)

Kasia i Michał mieli więcej stresów. Niestety padało, nawet dość mocno a Kasia nigdy nie jechała w deszczu. Wszyscy oczywiście przekonywaliśmy, żeby nie szalała, że bezpieczeństwo jest najważniejsze i miała jechać tak, żeby przede wszystkim sobie nic nie zrobić. Ale nigdy nie widziałem tak zestresowanej Kasi :) Druga sprawa, Michał. Okazało się, że po etapie pływackim musi dobiec około 400 – 500 metrów do strefy zmian. Pod górę! Może wydawać Wam się do żadna odległość, ale Michał nie biega. Nie znosi tego i bał się, że nie da rady. My jeszcze się z tego śmialiśmy mówiąc mu, że dłużej będzie biegł ten kawałek niż płynął te 950 metrów.

Banji dokładnie sprawdza atmosfery w kole, Kasia patrzy czy nie oszukuje :)
Banji dokładnie sprawdza atmosfery w kole, Kasia patrzy czy nie oszukuje :)

Powiem wam, że cała ta zabawa w oddawanie roweru, przygotowywanie sprzętu na jutrzejszy dzień, omawianie trasy, taktyki to super zabawa. Można spędzić tak cały dzień przy tym świetnie się bawiąc. Kiedy jeszcze z boku cały czas gra muzyka, na scenie szaleje spiker a obok przemykają triatloniści, nie sposób się nudzić. My wyciągnęliśmy Kryśkę z bagażnika i zaczęliśmy serwis.

Processed with Snapseed.
Processed with Snapseed.

Ja z Michałem składaliśmy, Benji pompował koła a Kasia patrzyła z boku i nadzorowała. Wyglądaliśmy jak mega profesjonalny team z tym, że nawet na sekundę nie przestawaliśmy się śmiać :) Jeszcze jazdy próbne, najpierw ja, potem Benji. Wszystko ok. Poszliśmy wstawić sprzęt, miła pani oznaczyła nas numerkami. Miałem pięknie opisane łydki i rękę. Jeszcze wspólna fota, i zaczęliśmy ogarniać strefę zmian. Trochę nam to zajęło. Bo którędy wbiec, a gdzie wybiec. Jak się tam poruszać. Stres rósł. W końcu pojechaliśmy do hotelu. Jeszcze kilka kanapek na kolację i poszliśmy spać. Ja całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Nie wiem czy to efekt zawodów, czy latarni, której światło waliło mi przez okno prosto w oczy.

Oznaczony :)
Oznaczony :)

Pora powoli zaczynać zawodu. Była już niedziela. Od rana padało. Okazało się, że do 7:30 można majstrować przy rowerach. Więc szybko wstałem około 6 rano i zjadłem śniadanie (nie wspomnę, że osobiście ruszałem na trasę dopiero po 11). W Przechlewie już setki triatlonistów szykowało się do startu. W strefie zmian napatrzyliśmy się na rowery z najwyższej półki, prawdziwe perełki. Chętnie bym kiedyś na takiej pojeździł, uwielbiam rowery i w drodze powrotnej godzinę przeglądałem serwisy aukcyjne :) Bianchi, Cervelo…

Ekipa gotowa na start!!!
Ekipa gotowa na start!!!

Ok, wracam na ziemię, bo zmieniam się w triatlonistę. Poza tym muszę zmienić samochód :) Jeszcze spotkaliśmy sporo znajomych porozmawialiśmy sobie, wzajemnie zmotywowaliśmy. Już każdy był zdenerwowany. W końcu zbliżała się godzina zero. Michał wcisnął się w piankę. Kasia poszła stanąć koło roweru. Ruszyły pierwsze fale startowe. Na czele między innymi nasza olimpijka, Agnieszka Jerzyk. W końcu wybiła 9:30, zaczęliśmy, Michał ruszył na etap pływacki.

A już jutro druga część relacji :)

 

More from Bartosz Olszewski

Ciężki trening drogą do sukcesu

To jest wpis poświęcony grupie biegaczy, których celem jest co raz szybsze...
Read More