The Battle of Milan rozdział 3 – ostatnia prosta

the battle of milan

Oderwałem się od Giorgio Calcaterry. Nie oglądałem się za siebie. Biegłem ile sił w nogach. Potwornie cierpiałem, ale wiedziałem, że to zaraz się skończy. Pozostało już tylko kilka kilometrów. Co to jest w kontekście 5 i pół godziny biegu? Teraz sam nie wiem, jak byłem w stanie zaatakować i kontynuować ten wysiłek, nie mam zielonego pojęcia.

Minąłem 80 kilometr. Byłem w stanie biec w czasie 3:50 – 3:55 min/km. Zapomniałem napisać, że od 60 kilometra świeciło słońce a temperatura przekraczała 20 stopni. Byłem potwornie odwodniony. Nie byłem w stanie uzupełnić płynów, piłem dużo, ale nic to nie dawało. Ciężko mi się oddychało i znowu te nogi. Ból był potworny, ta skrzywiona twarz przez ostatnie kilometry to właśnie problemy z biodrami i tyłkiem. Ale tak naprawdę dokuczało mi już wszystko.

Jednak przewaga nad Calcaterrą wynosiła ponad 200 metrów. Wiedziałem, że jak utrzymam tempo to nie ma opcji, żeby mnie dogonił. Modliłem się tylko, żeby nie dopadł mnie jakiś kryzys albo skurcz. Mój mózg kompletnie pozbawiony cukru wyliczył, że 85 kilometrów na pewno wystarczy do wygranej. Od 82 odliczałem już każdą minutę. W końcu dobiegam do upragnionego 85 kilometra, odwracam się i 200 metrów za sobą widzę olbrzymią kolumnę samochodów. Pytam się, czy to Catcher Car. Słyszę, „No, it’s Giorgio!”.

Nie wierzyłem, chciało mi się płakać. Ze mną jechały jakieś dwa rowery i skuter, on miał obstawę jak papież na pielgrzymce. W koło samochody, motory. Biegłem dalej. Trochę wolniej, miałem 200 metrów przewagi, może więcej. Zbliżył się, ale wiedziałem, że biegnąc nawet w granicach 4:00 min/km, nie ma opcji, żeby mnie dogonił. Kilometr w 3:55, następny w 4:02. Starałem się biec jak najbardziej asekuracyjnie. Nic nie ryzykując. Jeszcze woda. Wylałem na siebie wszystko co mogłem. Cały lepiłem się od słodkich napojów, od połowy biegu nie patrzyłem co na siebie wylewam, byle było zimne. Biegnę dalej. I raptem słyszę „Giorgio is out, Giorgio is out!!!”. Nie wierzę, wygrałem. Biegnę dalej, samochód jest tuż za mną. To się już kończy. Staję w miejscu, wyciągam ręce do góry, krzyczę w geście triumfu i powoli padam na murek przy drodze.

Dopiero teraz wiem, że ostatnie 10 kilometrów biegłem na takiej adrenalinie, że kompletnie zapomniałem w jakim stanie jest mój organizm. Pierwszy raz w życiu nie byłem w stanie ustać na nogach. Kręciło mi się w głowie, miałem ciemno przed oczami, chciało mi się wymiotować a nogi tak bolały, że nie wiedziałem co z nimi zrobić. Nie miałem siły się cieszyć. Byłem skrajnie odwodniony. Chciałem już wrócić do Mediolanu, uściskać Kaśkę, naprawdę myślałem tylko o tym. I modliłem się, żeby ktoś dał mi zimną Colę. Z cukrem, nie zero…

Bardzo chciałem podziękować Giorgio za wspólny bieg i wspaniała walkę. Niestety samochód zabrał go wcześniej i nie spotkaliśmy się w strefie kibicowania. W ogóle tam nie wrócił, szkoda, naprawdę żałuję, że nie uścisnąłem mu dłoni po biegu. Dałem jeden szybki wywiad i oparłem się o samochód. Chyba wszyscy widzieli, że ledwo stoję. Wsiadłem do środka, dostałem folię termiczną i zapadłem w półsen. Prosiłem o środki przeciwbólowe i coś do jedzenie. Na ból nic nie dostałem, obsługa poczęstowała mnie swoją kanapką. Byłem tak wyczerpany, że ledwo przegryzałem bułkę i zjedzenie jej zajęło mi jakieś 30 minut. Na początku nie wiedziałem co zrobić z nogami, wierciłem się, nie mogłem wysiedzieć. Na szczęście z każdą minutą ból był coraz mniejszy a ja już w miarę komfortowo mogłem siedzieć.

Grunt to zrobić print screena w dobrym moemencie. Zobaczcie na komentarze ;)

Wtedy też pożyczyłem telefon i opublikowałem posta po biegu. Telefon miał zaprogramowany włoski słownik, więc pisałem kolejne 30 minut :) Sprawdziłem wyniki. Zobaczyłem, że wśród kobiet wygrała Dominika (wielki szacun za wynik), że w Polsce bieg zdominował Tomek Walerowicz, za którego z całych sił trzymałem kciuki. Podróż strasznie mi się dłużyła. Staliśmy w korkach, dochodziła 20:00.

Nie zapomnę chwili, kiedy wjechaliśmy na teren miasteczka biegu. Kiedy zobaczyłem Kasię natychmiast poprosiłem o zatrzymanie samochodu. Wyszedłem, a raczej się wyturlałem, i nie mogłem przestać jej przytulać. To był najbardziej wzruszający moment tego biegu. Wszyscy przed telewizorami widzą mnie biegnącego, jednak takie wyniki same się nie robią. Kasia wspierała mnie na tym wyjeździe od początku do końca. To ona już dawno pozwoliła mi uwierzyć, że w takim biegu mogę wygrać z każdym. Musi znosić moje diety, stres i na końcu patrzeć jak wszyscy koncentrują się na mnie.

Uściskałem się jeszcze z Edytą i Hubertem, którzy kibicowali mi podczas biegu i zagrzewali do walki. Bardzo żałuję, że nie miałem okazji spotkać nikogo z rywali. Chciałem z nimi porozmawiać. Dałem jeden wywiad, przebrałem się i powolnym krokiem ruszyliśmy do hotelu. Dalej nie wierzyłem, że to zrobiłem. Chyba nikt nie napisałby tego scenariusza lepiej. Dla mnie to był bieg jedyny w swoim rodzaju, coś co na pewno zapamiętam do końca życia.

Dostaję setki pytań o moje zdanie odnośnie pierwszego miejsca Arona Andersona, który jechał na wózku. Wiele osób zastanawia się, czy miał przewagę, albo jakim wózkiem jechał. To bez znaczenia. Nie mam żalu o to, ze wygrał. Nie wiedziałem, że taka jest formuła. Natomiast czytam nagłówki „bieg Wings for Life wygrał…”, „najszybszym biegaczem był…”, „najwięcej kilometrów w biegu Wings for Life pokonał…” i myślę, sobie, że coś jest nie tak. Jeżeli nazywamy to rywalizacją a nie biegiem, to ok. Natomiast wszędzie komunikowane jest to jako bieg. To są dwie różne dyscypliny sportu i moim zdaniem powinna być oddzielna klasyfikacja. Rekordy na wózkach są nieporównywalnie lepsze, niże te biegowe. Żaden biegacz nie ma szans z wózkiem. Bardzo mądrze moim zdaniem napisał Marek Tronina na swoim profilu facebook. Jednak rozumiem wymiar symboliczny zwycięstwa Arona. Nie zapominajmy, że Wings for Life World Run to bieg charytatywny, którego głównym zadaniem jest zebranie funduszy na badania nad urazami rdzenia kręgowego, ale również, a może przede wszystkim, budowanie świadomości wśród ludzi. Dalej uważam World Run za genialną imprezę z fenomenalną formułą biegu. Nie wiem czy jakieś inne wydarzenie sportowe budziło tyle emocji w ostatnim czasie. Kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że impreza będzie się rozwijała! I proszę zamknijmy temat i powstrzymajmy się już o komentarzy. Co miało zostać napisane, zostało napisane.

I na sam koniec, ale może najważniejsze w tym wszystkim, podziękowania. Kasi, bo bez niej nie dałbym rady. Rodzinie, bo nie mam lepszych i wierniejszych kibiców. Nie wiem czy wiecie, ale ich to kosztuje dwa razy więcej nerwów niż mnie. A w Mediolanie nie oszczędziłem im emocji. No i Wam wszystkim przyjaciołom, kibicom, czytelnikom. Tak sobie myślę, że nikt chyba z biegaczy nie ma takiego wsparcia jak ja. Tysiące komentarzy, gratulacji, szczerych emocji. To wielka presja, odpowiedzialność ale i bodziec do działania. Jesteście częścią tego sukcesu, dziękuję!

Chciałem też podziękować moim partnerom za wsparcie, wiarę we mnie i pomoc w realizowaniu celów sportowych. Adidas od lat dostarcza mi najlepszej jakości sprzęt do treningu, na którym nigdy się nie zawiodłem. To już trzecia edycja WfL, którą biegnę w adidas adios boost. Szczególnie dziękuję Magdzie, za to, że jest tak wspaniałą osobą! Chciałem też podziękować firmie LightBox za uporządkowanie mojej diety. Jak widać, jestem chodzącym dowodem na to, że się sprawdza. No i dziękuję za ten tort! Zjadłem niemal pół na raz, mdliło mnie całą noc, ale był taki pyszny, że nie mogłem się powstrzymać! 

Powinni otworzyć cukiernię, bo to był jeden z najlepszych ortów jakie jadłem. Tylko podono nie mieścił się w 2000 kcal :D

DZIĘKUJĘ jeszcze raz Wam wszystkim, że razem mogliśmy przeżyć tę przygodę! Ale to nie koniec podróży, mam nadzieję, że wkrótce ruszymy dalej na kolejną wycieczkę!

I na koniec, po biegu, nastał czas zakupów. Cały czas nie zajrzałem na konto bankowe, nie chcę się denerwować :D
More from Bartosz Olszewski

On The Run – Bieg po Łazienkach Królewskich

Kolejny bieg w Warszawie. Ale bieg w pewnym sensie wyjątkowy. Biegniemy 5...
Read More
  • Ł.O.

    Dziekuje za genialny poczatek dnia :).

    • WarszawskiBiegacz

      Proszę bardzo :)

  • Błażej Wyka

    Nic dodać, nić ująć:) Ogromne gratulacje dla Ciebie Bartek, Kasi i całego bliskiego otoczenia. Daliście czadu! Było wszystko – dramaturgia, sukces, morderczy wysiłek, łzy szczęścia. Dostarczyliście nam niesamowitych emocji !!!! O tym biegu będzie się mówiło, mówiło, mówiło…. takie biegi po prostu przechodzą do historii. Jeszcze raz szczerze gratuluję, chylę ukłony i powodzenia na kolejnych startach !!!!

  • Tomasz S.

    Gratulacje Bartek. To teraz na jesieni jakiś rekord w maratonie ? 😀

    • WarszawskiBiegacz

      Jeszcze tego nie planuję :)

  • Tomasz S.

    Moze jakies slowo o 26 sekundach ktorych zabraklo do zlamnia 2h w maratonie ? Jestem ciekaw twojej opinii.

    • Miśka

      Był przed chwilą post na blogu o parciu na złamanie dwóch godzin :)
      Chyba wyczerpuje temat, odnośnie czasu i formuły w jakiej bieg organizowano.

    • WarszawskiBiegacz

      No zabrakło 26 sekund :) A tak serio, wielkie WOW. Niesamowity bieg Kipchoge, serio, kosmos!

  • Mateusz Szamborski

    Wreszcie ostatnia część relacji :) Super się czytało.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję :)

  • mirek99

    Nie wiem czy ktoś kiedyś pobije Twój rekord, chyba że Ty sam. To była świetna decyzja udać się do jaskini lwa i z nim walczyć. Gratulacje.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!!!!

  • serdeczne gratulacje, milo było ogladać Cie z rodziną na ekranie TV mówiąc: o to ten Bartek o którym wam mówiłem, ten bloger :) – poczucie bliższej znajomości bohatera popołudnia, tak jakbyśmy trzy razy w tygodniu przybijali piątkę :).
    Największe gratulacje należą się za to, jak powiedziałeś chyba na koniec listopada, że bierzesz się za siebie, zacząłeś opisywać kolejne tygodnie, treningi, które nie wychodziły, walki ze śniegiem i wiatrem – cały czas mając w głowie WFL. I dopiąłeś swego, mimo, że wtedy wcale nie było to tak oczywiste. Ten fragment bloga zasługuje na osobną sekcję, może w formie jakiegoś ebooka – myślę, że spora część biegaczy miałaby świetny materiał motywacyjny.
    Sam się cieszę, że wytrzymałem trzy dni i przeczytałem całą relację ciurkiem, bo szalenie męczą mnie te pocięte artykuły – dziś jest czwartek a ja z uśmiechem do kawy mam komplet :)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za kolejne życiówki

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję i cieszę się, że udaje mi się pokazać właśnie tę drogę od niemal zera, przez miesiące ciężkiej pracy, do końcowego suksesu.

  • Marek Rosa

    Bardzo fajnie się czytało ogromne gratulacje (na youtube jest relacja z biegu i widać jak kończysz bieg i ledwo żyjesz) cała rodzinę zaraziłem Twoim biegiem i trzymali kciuki… Jesteś wielkim biegaczem podziwiać determinacji, walki, mądrości sportowej tak trzymaj….

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję bardzo!!!

  • jesteś fajterem! za to Cię podziwiam.

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • Anita

    gratulacje wielkie! Uwielbiam Cię czytać! Pozdrowienia dla Kasi!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję i przekażę! :)

  • Izabela Bosek

    Super piszesz artykuły:-). Czekam na kolejne. I cały czas trzymam kciuki za Ciebie.

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • rumac

    Wynik rewelacja :) Relacja równie pasjonująca :) Jesteś wielki !!!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki wielkie!

  • KS

    To co robimy zrzutkę na wycieczkę do okoła świata (bo taka była nagroda za 1 msc) dla Bartka i Dominiki ? Albo chociaż na jakieś fajne zgrupowanie za granicą. Sam przez skromność pewnie tego nie zrobi.

    • WarszawskiBiegacz

      Spokojnie, ja nie mam czasu na wycieczki, trenować muszę! :D A tek serio, dzięki, naprawdę ja nic nie chcę. Wygrałem wszystok co chciałem. I o co się w tym biegu ścigałem.

  • Marek Gaj Rossonero

    Gratuluje Bartek!!!
    👍👏💪🏃🔥

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • Przemysław Zdeb

    „(…) wkrótce ruszymy dalej na kolejną wycieczkę!” i oby trwała jak najdłużej :-) wyrazy uznania i dziękuję za mega emocje

  • Bartosz Myszkiewicz

    To, co robisz i jak to robisz, jest wielkie! No i masz wspaniałą Kasię :) Strzeż jej i szanuj, bo to skarb :) Podziwiam Was…

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję i oczywiście szanuję i strzegę :)

  • haua_baua

    Gratulaję po raz setny! Tak jak piszesz – co zostało skomentowane to tyle i koniec. Dla mnie to ustawka. Jednak chciałbym tylko zauważyć, że wózkowe czasy są dużo lepsze niż biegowe, a Ty byłeś zaledwie 4KM za nim. To świadczy o Twoim potencjale i umiejętnościach!

  • Marcin

    2 tyg przed Wingsem spacerowalem po lesie z synem. Minales nas 2 razy. Widac bylo sile spokoju i pelna koncentracje podczas biegu – powiedzialem mlodemu (ma 2.5 roku wiec pewnie niewiele dotarlo) ze tak trenuja mistrzowie. Gratulacje – to nie moglo wyjsc inaczej!

    • WarszawskiBiegacz

      Hehe, dziekuje!!! Mijaliśmy się na Kabatach? :)

    • Marcin

      Nie, na Losiowych Blotach. Trening wygladal na dosyc spokojny.

    • WarszawskiBiegacz

      O matku, tam to mialem kilka takich rozbiegań na których zdychałem :D

  • Zefir

    Bartek mega gratulacje dla Was! Mega robota, teraz pora na relaks ! Powinieneś zakończyć posta stay tuned.. bo myślę, żę pora na nowe wyzwania ! :)

    • WarszawskiBiegacz

      Oczywiście że pora na nowe… :)

  • Maciek Żółtowski

    To już tylko atak na Marathon PB pozostał na ten rok? ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Jeszcze tego nie wiem, zobaczymy.

  • Sylwia Grzeszczyk

    wiesz co Bartek… lubię Cię – tak po prostu. Jak się lubi kogoś „fajnego” :) Choć się nie znamy.
    aha i Kasię też :)

    • WarszawskiBiegacz

      Hehe, to ja też Cię polubiłem właśnie! :)

  • Aurelia

    Tuż po biegu śledziłam portale biegowe, większość pisała w stylu: „Bartosz Olszewski najszybszym biegaczem!”, dalej dopiero dodając „a wygrał Anderson” :P
    Zasady biegu są jakie są, ogromny szacun dla Andersona, bo przejechać tyle kilometrów na wózku, to też jest niesamowity wyczyn. Również w wymiarze symbolicznym, gdzie pokazuje, że osoba na wózku może osiągnąć tyle samo, a nawet więcej! Szczególnie w zawodach na rzecz osób z uszkodzonym kręgosłupem. To nawet piękne.
    Ale *bieg* to wygrałeś ty ;)

    Ogromne gratulacje :)

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję!

  • dziki_rysio_997

    Ale to było wspaniałe zwycięstwo! Cieszyłem tym bardziej, że pokazywałeś, jak ciężko na ten sukces pracujesz.
    Dzięki za emocje! Tak jak zazwyczaj nie mam cierpliwości do oglądania relacji z zawodów, tak tutaj przeżywałem przez 5.5h. :)
    Szacunek i powodzenia dalej!

    • WarszawskiBiegacz

      Ja to Was podziwiam, bo nigdy nawet meczu piłki ręcznej nie jestem w stanie wytrzymać do końca :) Dzięki!

  • Natalia Karpiczenko

    Oglądałam wyścig z wypiekami na twarzy! W trakcie wygranej wzruszyłam się przez te emocje, ale jak zobaczyłam filmik jak witasz Kasię (https://www.instagram.com/p/BTze4EBFcVB/?taken-by=duklanowskiteam), to już się rozbeczałam :D

    Wielkie gratulację, uwielbiam Was!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękujemy!!!

  • Michał Pańczak

    Wielkie, ogromne gratulacje! Od początku mojego biegania, czyli 4 lata, czytam Twojego bloga i śledzę Twoje starty, ale takich emocji jeszcze nie doświadczyłem, nawet oglądając transmisje z biegów maratońskich na IO!!! Bartek – DZIĘKI!!! Jeszcze raz gratuluję i życzę szybkiej regeneracji :) Pozdrowienia dla wyczerpanej rodziny i Kaśki ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękujemy!

  • Damian Pyrkosz

    Bartek, jesteś niesamowity! Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko Twoich biegów, postępu i osiągnięć jakich dokonałeś, ale przede wszystkim Twojej postawy, humoru i nieskażonej gwiazdorstwem (na które bez wątpliwości mógłbyś sobie pozwolić w świetle Twoich sukcesów) skromności. Chcę Ci powiedzieć, że jesteś ogromną inspiracją dla bardzo wielu Takich jak Ty i ja amatorów biegania (na tym też mogę poprzestać porównanie między nami, bo ja prawdopodobnie nigdy nie będę w stanie nawet zbliżyć się Twoich wyników), ludzi którzy łączą swoją pasję z pracą, rodziną i normalnym życiem, które się toczy poza tym wszystkim. Jesteś dowodem na to iż swoją wielką pracą, zaangażowaniem i organizacją czasu amator w sporcie może osiągnąć wyniki porównywalne, a w wielu wypadkach lepsze, niż tzw. zawodowcy, którzy nie zajmują się niczym innym niż treningami. Jesteś polskim Yuki Kawauchi. Jeszcze raz wyrazy wielkiego szacunku i życzenia jeszcze wielu sukcesów. Trzymam za Ciebie mooocno kciuki. Powodzenia 😀

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję i życzę powodzenia w treningach! Z roku na rok musisz być coraz bliżej mnie! :)

  • Tomek

    Gratulacje !!! :)) x 10000 ….
    Byłem w Wiedniu w dniu biegu (jako turysta) i czułem tę atmosferę i …. zazdrościłem tym którzy tam biegli. To było wielkie święto dla biegaczy.
    I dziękuję za ten blog. Dzięki niemu 30 kwietnia zrobiłem pierwszą życiówkę ;) w PZU Cracovia Maraton. Wiele rad wziąłem do siebie i z nich skorzystałem. Jesteś … po części ojcem i matką tego mojego sukcesu. – dzięki! Napiszę więcej wkrótce co mi pomogło.

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję!

  • Dziku

    Dla całego środowiska biegowego to Ty Bartek jesteś najlepszym biegaczem WfL2017 i nic tego nie zmieni (podobnie jak Dominika jest najlepszą Biegaczką WfL2017). Ale proponuję społeczną akcję odkłamywania tekstów, gdzie pseudo dziennikarze nie zastanawiając się nad prawdziwością tego co piszą krzywdzą takich ludzi jak Bartek pisząc, że najlepszym biegaczem był Aron. Bartek sam nie upomni się o to bo jest skromnym gościem bez zadęcia ale ci którzy mu kibicowali i kibicują są mu to winni. Wymieniajmy się informacją o takich mediach i zwracajmy im uwagę, że to nieprecyzyjna informacja i powinni ją odkręcić. Sportowcy na wózkach mają bardzo trudno, to twarde sztuki ale ściganie sie na wózkach to inna dyscyplina niż bieganie tak jak inną dyscyplina jest kolarstwo szosowe a nikt nie porównuje biegaczy i kolarzy. Po prostu inna, tak samo pasjonująca, widowiskowa mająca swoich liderów, mistrzów i miliony zwykłych amatorów ale inna. Fajne jest to, że w biegu który ma taki cel goście i kobitki na wózkach startują razem z biegaczkami i biegaczami ale pomimo poprawności politycznej musimy przyznać, że dobrze wytrenowany zawodnik na wózku zawsze przegoni dobrze wytrenowanego biegacza (przecież rekord w maratonie na wózku jest o połowę krótszy względem rekordu biegaczy) i pomimo tego, że jestem zdecydowanym zwolennikiem wspólnego startu biegaczy i zawodników na wózkach (we wszystkich maratonach) to ich klasyfikacja powinna być osobna bo po prostu wynika to z przyczyn obiektywnych. Po prostu na wózku można jechać 2x szybciej niż biegiem. Nikt nie kwestionuje osobnej klasyfikacji kobiet i mężczyzn rozumiejąc, że organizm kobiety ma inny próg wydolności i świetnie wytrenowana babeczka w naszej dyscyplinie nie ma równych szans na asfalcie przynajmniej ze świetnie wytrenowanym facetem i byłoby to nieuczciwe abyśmy tworzyli wspólną klasyfikację. Dlatego uważam, że WfL powinno podawać wyniki tak jak jest to w maratonach. Wtedy w każdym biegu ludzie ścigający się na wózkach mogliby poczuć to samo co biegacze i walczyć na równych szansach z innymi sportowcami na wózkach. MYŚLĘ, ŻE ZESZŁOROCZNY NAJLEPSZY ZAWODNIK NA WÓZKU CZUŁ SIĘ TAK JAK BARTEK TERAZ. Wygrał w swojej dyscyplinie a i tak wszyscy zauważali tylko najlepszego biegacza. W tym roku jest odwrotnie i to fani muszą walczyć o pełnię chwały dla najlepszego biegacza. Dlatego dajmy szansę „wózkowiczom” i „chomikom” na uczciwą rywalizację i porównywanie się do mistrzów ale każda grupa W SWOJEJ DYSCYPLINIE bo czasy, w których zawodników na wózkach pokazywano aby podkreślić równościowy charakter imprezy biegowej na szczęście bezpowrotnie się skończyły. Biegacze na wózkach są mega mocni, trenują więcej niż większość z nas i wszyscy widzą na co ich stać. Mają prawo ścigać się w swojej dyscyplinie i porównywać do swoich mistrzów. Czas najwyższy aby organizatorzy WfL też to dostrzegli.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję, ale serio na spokojnie. Jeszcze nie jeden bieg przede mną, nie ma co się koncentrować na przeszłości.

  • Krzysztof Szymański
    • WarszawskiBiegacz

      O matko, oplułem monitor :D

  • Michał Wolański

    Cały czas potwornie razi mnie zachowanie Włochów wobec zwycięzcy ich biegu. Kasia na wieczorynce mówiła, że zaczęli rozbierać scenę gdy się okazało, że Giorgio nie wygrał, ale choćby obsługa biegu…. No jak do ciężkiej cholery można w samochodzie zabierającym biegacza po takim biegu nie mieć WSZYSTKIEGO CZEGO TYLKO DUSZA ZAPRAGNIE!!! Bartek powinien mieć dow wyobru do koloru – czekoladę, banany, ciastka, kanapki, colę, izotoniki, wodę, ciepłą herbatę – WSZYSTKO!! A dostał prywatną kanapkę gościa z obsługi, bo ten się nad nim zlitował?? Biegi w Koziej Wólce mają lepszą bazę pod tym względem…

    • Dziku

      No jest to żenująco słabe i świadczy niestety o słabym zarządzaniu włoskiej części biegu. Ja po moich biednych trzydziestu paru kilometrach w Poznaniu w autobusie miałem dużo wody, NRC-tki do owinięcia się i jakby mi zależało to miejsce siedzące w szybkim autobusie. A przede wszystkim super atmosferę jednoczącą biegaczy i zawodników na wózkach, którzy jak wszyscy inni upchani byli i z którymi miałem okazję pogadać o ich treningu, odczuciach po biegu itd. I gdyby nie meeeega kolejka po odbiór pakietów to uznałbym organizację za wzorową choć trzeba przyznać, że wolontariusze nie zostawili zmarzniętych, zgrzanych biegaczy na wietrze w kolejce po pakiety i chodzili wzdłuż kolejki proponując wszystkim NRC – to było miłe i za taka postawę dziękuję nie tylko chyba w swoim imieniu. Mistrz Świata w takim biegu pościgowym powinien mieć 10 m limuzynę z pełnym włoskiego makaronu barkiem i szampanem a nie siedzieć na tylnym siedzeniu i prosić obsługę o prywatna kanapkę. No ale Włochy to inna bajka – wiem coś na ten temat bo od 25 lat zawodowo współpracuję z nimi i wiem jaki bajzel sa w stanie wygenerować. Organizacja to nie jest ich najmocniejsza strona :-(

    • WarszawskiBiegacz

      Nie no, spokojnie. Jak już pisałem pod innym komentarzem, było bardzo dobrze, było pełno życzliwych mi osób. Dali ciała z jedzeniem i piciem po biegu (NRC dostałem) ale to tyle. Wolę zapamiętać po biegu pozytywy niż rozstrząsać gorsze momenty. Ogólnie Mediolan bardzo polecam! :)

    • Michał Wolański

      Teraz oglądam po raz kolejny fajne fragmenty z transmisji i wsłuchałem się, że zaraz po skończeniu biegu, gdy siedziałeś na murku, poprosiłeś faceta o colę. Chyba faktycznie próbowali znaleźć, bo słyszałem, że między sobą się pytają czy ktoś ma, ale po prostu powinni mieć trochę różnych rzeczy – tak jak napisałem – colę, izo, czekoladę, banana – tego typu sprawy.

    • WarszawskiBiegacz

      Spokojnie, to nie jest tak, że ktoś tam był niemiły. Oczywiście coś jest do poprawy, ale w koło było też pełno bardzo życzliwych mi osób, które starały się pomóc i szczerze mi gratulowały i kibicowały. Po takim biegu warto pamiętać to, co było zajebiste a nie zaprzątać sobie głowę niedociągnięciami ;)

  • Pawel Jakubas

    Gratulacje! Cieszę się! Wielka sportowa klasa!
    Bartek, proszę Cię teraz maraton, ok? Skup się na jesiennej życiówce. Najlepiej w Warszawie. To Twoja biegowa Ojczyzna.
    Śledzę Twojego bloga od lat i życzę z całego serca zejścia <2:20!

    Pozdrowienia!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję, ale…

      Skupię się na tym, na co będę miał ochotę. Narazie nie wiem czy to będzie maraton. 2:20 na jesieni jest nierealne…

  • Świetna relacja bo jeszcze lepszym biegu :) Oglądałem z zapartym tchem, widziałem to narastające zmęczenie… Wielki szacunek za całą wieloletnią pracę włożoną w ten rezultat! To znakomita inspiracja i motywacja!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • Zakhol Zakhol

    Dawno nie przeżywałem przed TV takich sportowych emocji. Do tego super relacja w 3 aktach, wielkie graty !!!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • Agata Jaworska

    Po raz kolejny gratuluję i po raz kolejny wzruszam się do łez czytając, a wręcz czując ten ból, te emocje, te spełnione marzenia i nadzieje… Jesteś Mistrzem przez wielkie „M”. Szacunek! I dzięki za porządną dawkę motywacji i wiary w siebie ☺

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • Jarek Tkacz

    Bartek SZACUN OGROMNY ,dla mnie zwyciężyłeś i dla wielu innych !!! Podziwiam i trzymam kciuki za Twoje starty !!!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • Osk Supra Wiesław

    Super relacja i super zawody. Gratuluje jeszcze raz wygranej. Właśnie dla takich chwil warto uprawiać sport. „Nikt tego nam nie odbierze.” Pozdrawiam.

    • WarszawskiBiegacz

      Dokładnie jest tak jak piszesz. Dziękuję!

  • Remigiusz Łuczyk

    Trzy części przeczytane z zapartym tchem. Genialne zwroty akcji i napięcie jak u Hitchcocka. Podziwiam każdy kilometr Twojej walki. Wielkie gratulacje i szacun za to co robisz. Pozdro men :-)

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • Jacek Kapaon

    Bols. Wiem jak możesz nawiązać walkę z Aronem w przyszlym roku. Musisz z szafy wyciągnąć spinnery. A jeśli już wylądowały w koszu to widziałem u Macza gdzieś się walają w koncie. Pożyczy. Gratuluje zwycięstwa. Oglądaliśmy bez przerwy :)

    • WarszawskiBiegacz

      Haha, Dada, pamiętam!!! Ale były zajebiste! Chyba w koszu, jeden przestał się kręcić, muszę wziąć od Macza :D

      Dzięki Jacenty!!! Już tutaj gadałem z Matzanem i Darkiem, że jak tylko Matzan wróci to idziemy gdzieś (nie mogę tego pisać na blogu :D ). Do zobaczenia i jeszcze raz dzięki. Bahamas nigdy nie spadnie!!! :D

  • Krzysztof Wisnia

    Wiadomo, że wygrywać trzeba umieć (treningi, wyrzeczenia, czas poświęcony, systematyczność, hart ducha i cała reszta), ale przegrywać również trzeba umieć. Jak widać nie wszyscy umieją. Ja osobiście bym na miejscu Włocha wsiadł do auta i jechał za Tobą aż skończysz biec i tak jak pisałeś chciał uścisnąć dłoń i wymienić się kilkoma zdaniami. Nawet bokserzy po nokautach składają sobie gratulacje… no cóż najważniejsze że Ty, my byśmy tak postąpili… Wielkie gratulacje. Puszczalem od 60 km Twoja rywalizację innym w autobusie w Poznaniu po własnym biegu…

    • WarszawskiBiegacz

      Bez przesady, ja naprawdę na nikogo nie jestem obrażony. Chciałebym się spotkać z Giorgio, z drugiej strony wyobrażam sobie jak był wyczerpany i co czuł. To bardziej ja chciałem mu podziękować. Nie chce do tego wracać, to wielki biegacz.

    • Krzysztof Wisnia

      Nawet tak nie pomyślałem przez chwilę abyś mógłbyć na kogoś obrażony po tym jak widzę jaki jesteś na codzień uśmiechnięty, zadowolony z życia. Grunt że Ty masz dobre odczucia a ja Ci wierzę że tak było. Zresztą ja osobiście również dużo do szczęścia nie potrzebuję. Jak biegnę zgodnie z założeniem to nie ma mowy o złych emocjach. Więc jeszcze raz wielkie gratulacje . A tak na marginesie jak dzisiaj Twoje samopoczucie mentalne i zdrowotne po biegu, tak już na chłodno… Czy taki kilometrarz czuje się jeszcze w nogach ? Mnie po 2,5 godzinie biegu przeszło dopiero w środę, ale nie byłem wogole przygotowany wybieganiami, a jak to jest u Ciebie ?

    • WarszawskiBiegacz

      W weekend po biegu nie było już śladu. Tzn takiego odczuwalnego, bo na pewno jeszcze regeneracja trochę zajmie.

  • Ada

    Panie Bartoszu – serdecznie gratulacje wygranej !!! Dostarczył Pan mnie i moim przyjaciołom moc emocji i adrenaliny w niedzielę. Trzymaliśmy bardzo mocno kciuki i się udało:-)) My również biegamy amatorsko, ja już po swoim pierwszym półmaratonie w Warszawie ( z pewnością nie ostatni), przygotowuję się do kolejnych biegowych wyzwań .. W naszym przypadku, bieganie to już sposób na życie, wspólna motywacja i pasja każdego dnia.
    Na Pana blogu znalazłam mnóstwo ciekawych porad. Będę tu zaglądać częściej:-) Pozdrawiamy serdecznie rozbieganą Ekipą z Białołęki i trzymamy kciuki za kolejne zwycięstwa !

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję i powodzenia!

  • Moje gratulacje!!!
    Nie znałem szczegółowo formuły biegu, tyko o nim słyszałem, ponieważ rok temu był również organizowany w mojej ukochanej Gruzji, gdzie mieszkałem przez dwa lata. W tym roku wziąłem udział poprzez aplikację, biegając w Pennsylvanii, gdzie mieszkam od stycznia. Mając podczas biegu włączone radio WfL na bieżąco mogłem śledzić co się dzieje w innych zakątkach Świata. Wyszedłem przebiec 10 km, czyli na godzinkę, tak przynajmniej powiedziałem żonie, ale biegłem, biegłem… a ona się niecierpliwiła, a ja musiałem wymyślać co rusz nową trasę – pięć razy robiłem pętlę w tym samym parku, bo nie wiedziałem kiedy skończę. W pewnym momencie spotkałem żonę spacerującą z psem, i powiedziałem, że już wkrótce samochód mnie dogoni, ponieważ dystans wynosił 20 minut, ale biegłem równym tempem i te minuty wcale się nie zmniejszały. Na koniec zacząłem hamować żeby wreszcie przyjść na śniadanie, tak dobiegłem do 29 km.
    Na tym się jednak nie skończyło, ponieważ dalej słuchałem radio i kibicowałem Polakom, mając nadzieję na dobry rezultat. Niesamowice przeżywałem ostatnie metry, które pokonywałeś i ucieszyłem się, jak Giorgio został złapany.
    Jeszcze większą radość sprawiło mi czytanie Twoich relacji, jako że dopiero po biegu odkryłem Twojego bloga. Lekko piszesz i wspaniale oddajesz emocje, które rozumiem, również biegając, choć oczywiście wolniejszym tempem.
    Brawo, brawo! i pozdrowienia dla wspierającej partnerki. Powiem żonie, że za rok Śniadanie zrobimy w biegu..

  • Sebastian Lipka

    Brawo, brawo, brawo…(tylko tyle i aż tyle :))

  • Magda Sołtys

    Dziękuję.. :)

    • WarszawskiBiegacz

      Proszę bardzo :D