Stres – przegrywasz zanim jeszcze wystartujesz

stres

Czy będzie to Twój debiut na zawodach biegowych, czy już jesteś doświadczonym maratończykiem. Stres dotyczy nas wszystkich, biegaczy. Nawet Ci najlepsi, najbardziej doświadczenie, walczą z nim przed startami. Moim zdaniem, nie możemy się go pozbyć, ale na pewno możemy sprawić, żeby nie wpływał na naszą dyspozycję. I nie powodował przegranej, zanim jeszcze na dobre ustawimy się na starcie biegu.

Setki godzin przygotowań, setki treningów, wyrzeczeń, poświęceń. Często trenujemy pół roku i w końcu stajemy na starcie tego upragnionego biegu. Podczas tych kilkudziesięciu minut, czy kilku godzin, chcemy przekuć w sukces coś, na co pracowaliśmy tyle czasu. Chyba tylko ktoś traktujący zawody jako zupełna zabawę nie odczuwa wtedy stresu. Niektórzy go ukrywają, niektórzy nie chcą o nim rozmawiać. Ale uwierzcie mi, odczuwamy go niemal wszyscy.

Ktoś może pomyśleć, że dla mnie przy tylu startach, zawody to dzień jak co dzień. Nic bardziej mylnego. Fakt, czasem traktuję zawody na zupełnym luzie, mam jakieś zadanie, idę, robię, wracam do domu i nie różni się to zbyt wiele od treningu. Ale główne starty w sezonie to dla mnie bardzo duży stres. Pamiętam ten, który odczuwałem przez Półmaratonem Warszawskim 2015, wtedy wszyscy liczyli na złamanie 1:10 Ja z tą barierą walczyłem od dwóch lat. W dzień startu poruszałem się trochę jak we mgle, mało do mnie docierało. Tak naprawdę w głowie cięgle miałem tylko uciekające sekundy i zegar zatrzymujący się na 1:09:xx

Pamiętam też Wings For Life. Niby to był start na luzie, ale leżąc w noc przed zawodami, gapiłem się chyba z godzinę w sufit. Jednak to było dla mnie coś nowego, zupełnie nie wiedziałem jak się zachowa mój organizm. Jednocześnie byłem pewien, że będzie bardzo bolało i, że będzie trzeba sobie jakoś z tym radzić. Ponownie byłem kłębkiem nerwów. Wyobrażam sobie, co w tej chwili czują osoby debiutujące w maratonie.

Piszę o tym, żeby Wam pokazać, że nie tylko Wy się stresujecie. To zupełnie normalne. Teraz tylko pytanie. Jak to jest, że jedni potrafią ten stres przekuć w pozytywną energię a innych zupełnie on paraliżuje? Bo nawet wśród tych najlepszych znam bardzo dużo osób, które są znakomicie przygotowane, a których trema zżera już na starcie, i którzy zupełnie zaprzepaszczają całe swoje przygotowania. No cóż, nie mam dyplomu z psychologii, uważam też, że każdy jest inny i inaczej powinien się motywować. Ale na pewno musicie być pewni swojej wartości!

Pewność siebie

Nieważne jak szły mi treningi. Nieważne jak się czuję. Nieważne co mówią inni. Nieważne z kim się ścigam. Nieważne, jaka jest pogoda. Stoję na starcie i jestem przekonany, że jestem w stanie zrobić to, na co tyle czasu pracowałem. Jeżeli czekacie na strzał startera i zastanawiacie się, czy dacie radę, to już powoli przegrywacie te zawody. Pewność siebie w tym sporcie to rzecz niesamowicie istotna! Więc mówiąc kolokwialnie, wbijcie sobie do głowy, że jesteście gotowi na bieg, który sobie zaplanowaliście. I pobiegnijcie go!

Rywalizacja

Druga sprawa, to rywalizacja. Tutaj jeszcze częściej dochodzi do spalenia się na starcie, albo podczas biegu. Rywalizujemy z kimś i widząc go w biegu, poddajemy się. Stres nas zjada na myśl o rywalizacji. Nie myślcie o tym. Znacie swoje możliwości, wiecie na jaki czas biegniecie. Jeżeli rywal pobiegnie szybciej, to znaczy, że był lepszy. Tym razem on był górą, może następnym to Wy będziecie lepsi. Były biegi na których przegrywałem ze znajomymi, a byłem bardzo zadowolony z biegu. Zrobiłem swoje, czasem nawet więcej niż po sobie oczekiwałem. Jak widziałem, że są silniejsi, to trudno. Prawdopodobnie zawsze będzie ktoś lepszy. Czasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy robimy czas lepszy niż zakładaliśmy, ale i tak jesteśmy wiecznie niezadowoleni, bo ktoś pobiegł szybciej. Dla mnie to jest wieczne biczowanie się, które do niczego nie prowadzi. Nieważne jak dobrzy my będziemy, ważne, żeby oni byli słabsi. Bez sensu…

To tylko bieg!

I coś dedykowane osobom, które za dużo słuchają „ekspertów biegowych”. Pamiętajcie, ludzie lubią wyolbrzymiać. Czy to 5 kilometrów, maraton, czy ultra. To tylko bieg! Pamiętam, jak setki osób straszyły mnie przed Wings For Life. Zapytałem się wtedy starego wyjadacza, Bogdana Barewskiego, jak to jest z tym ultra. A on mi mówi „Bartek, spokojnie. To taki maraton, tylko wolniej i dłużej. Bolą nogi jak cholera, ale da się przeżyć.” Alberto Salazar mówił o maratonie, że w ogóle ta cała mityczna otoczka tego biegu do niego nie przemawia. Dla niego to zwyczajnie 42 kilometry biegu, w dodatku w dość wolnym tempie :)

Pewnie nasłuchaliście się o „ścianie” w maratonie. O niesamowitym bólu, wyczerpaniu, kontuzjach. Ostatecznie dochodzi do tego, że ktoś biegnie maraton i czeka na ścianę. Coś go zacznie boleć i już myśli, że to ściana. Zwalnia i zaczyna podwójnie cierpieć. Lekko zacznie boleć i już zwalniamy, bo zaraz złapiemy kontuzję. To maraton! Będzie Was bolało, będziecie głodni, wyczerpani, spragnieni i pewnie będzie Was wszystko bolało. I to jest zupełnie normalne. W końcu nie bez powody ten dystans cieszy się taką legendą. Cały myk polega na tym, żeby te kilkadziesiąt minut cierpienia przetrwać, a nie samemu fundować sobie „ścianę”, która tak naprawdę często jest naszym poddaniem się. Trenujcie na coś pół roku, dacie radę cierpieć tę godzinę. To tylko bieg, zaraz będzie po wszystkim a Wy na pewno nie będziecie żałować włożonego wysiłku.

Często startujcie

Jeżeli macie problem ze stresem przed zawodami, to jak najczęściej startujcie. Praktyka czyni mistrza. Nie rozumiem osób, które boją się biegać zawody i czekają pół roku na ten upragniony start. Macie jak w banku, że spalicie się ze stresu i nic z tego nie będzie. Musicie zdobywać doświadczenie. Poznać smak rywalizacji. Zobaczyć jak to jest odnosić sukces i ponosić porażkę. Podnosić się po złych biegach i zaliczać wtopy po tych lepszych. Możecie nie wytrzymywać stresu raz, dwa, dziesięć czy kilkadziesiąt razy. Ale w końcu go opanujecie. Doświadczenie czyni mistrza!

Podsumowanie

Chciałbym dać Wam jedną uniwersalną radę, jak radzić sobie ze stresem przed startem. Nie ma takiej rady. Czasem nawet psychologowie sportowi sobie nie radzą, spędzając z zawodnikami mnóstwo czasu. Często to zależy od Was samych. Od wewnętrznej rozmowy z samym sobą. Jedno mogę Wam powiedzieć na pewno. Idźcie na bieg pewni siebie! Miejcie świadomość, że jesteście w stanie osiągnąć cel. Nie patrzcie na innych. Nie patrzcie na otoczenie i oczekiwania. Wiem, nie jest łatwo się wyłączyć. Ale uwierzcie mi, da się. Powyżej pisałem o Półmaratonie Warszawskim 2015 i setkach jak nie tysiącach osób oczekujących złamania 1:10. Wszystko to miałem w głowie. Po strzale startera byłem już tylko ja, trasa biegu i uciekające sekundy. Nic więcej. I takiego stanu życzę Wam na kolejnych zawodach!

 

 

More from Bartosz Olszewski

Nie ma złej pogody… ?

To nich mi ktoś nazwie to, co działo się wczoraj w Warszawie....
Read More