Start kontrolny C na przykładzie – tydzień #6

To był trudny tydzień. Dobry, owocny wypełniony fajną robotą treningową. Ale w niedzielę wieczorem leżałem trochę jak ofiara pobicia. Piszę to w poniedziałek i nie jest dużo lepiej. Na szczęście dziś zaplanowałem wolne. No i nie jest to jakiś ból etc. Zwyczajnie organizm jest zmęczony, potrzebuje odpoczynku. A gdyby się nie zmęczył tym tygodniem, to dopiero byłaby zagadka ;)

Od początku w planach miałem CityTrail w sobotę. Ale absolutnie nie chciałem nic zmieniać w treningu. Miałem pierwotnie zaplanowane odcinki w tempie na 5km, więc zwyczajnie je zastąpiłem zawodami. Na zawodach chciałem się w jakimś sensie sprawdzić, gdzie jestem, jak forma, nad czym pracować. Był to typowy start kontrolny. Często określany jako zawody C. Gdzie Zawody A to nasz docelowy start. Zawody B to mocne zawody do których już odpoczywamy i staramy się mocno pobiec ale nie są one naszym głównym celem i nie trenujemy z myślą o najlepszej dyspozycji danego dnia (np. półmaraton przed maratonem). No i starty C, które biegniemy normalnie z tygodnia treningowego jako część przygotowań i weryfikacja formy.

Poniedziałek – Rano 10 km na bieżni, wieczorem 12 km na zewnątrz. W to wszystko wmieszane 32 minuty treningu uzupełniającego. Ale wszystko na spokojnie. Regeneracja po weekendzie który był bardzo intensywny.

Wtorek – Killer. W planach 6x(400/1200) gdzie 400 biegnę trochę szybciej niż LT (tempo dyszki), 1200 steady (trochę wolniej niż maraton). To nie wygląda jakoś strasznie w zapisie, ale jest potwornie ciężkim treningiem. Biegałem to na bieżni mechanicznej, myślę, że trochę za szybko. Było to 20 km/h na 17.6 km/h. O ile te 3:00 min/km szło dobrze (oczywiście to nie jest tempo na dychę, ale mówimy o intensywności) to odpoczynek na 17.6 to była mordęga. Wyszło 9.6 km. Skończyłem to jak założyłem. Też nie było tak, żebym jakoś padł i nie mógł chodzić. Ale każde 200-300 metrów w tempie 17.6 po tym jak właśnie zakończyłem 400 metrów cholernie „bolało”. No i ponad 30 minut na bieżni z pulsem ponad progiem to totalne przegrzanie zwojów. Strasznie się zagotowałem…

Ciężki mentalnie trening. Ale też znakomity bodziec. Tylko mimo wszystko uważam, że pobiegłem za szybko, tym bardziej, że w sobotę planowałem zawody, który przecież biegnę jeszcze mocniej. 

Dużo piłem i jadłem podczas tego biegu. Myślę, że przyjąłem 250 kcal w 35 minut.

Wieczorem lekkie, regeneracyjne 9 km.

Środa – 17 km rano. Do tego ponad godzina z ciężarami. O dziwo bardzo dobrze mi się ćwiczyło. Powstrzymywałem się, żeby nie wrzucić więcej na gryfy. Wieczorem jeszcze 3 km już bardzo spokojnie na treningu New Balance Run Club.

Czwartek  – 15 km z rana w tym 8 podbiegów 10s, pełna prędkość, nachylenie 12%. 

Kadencja i prędkość na podbiegach :D

Piątek – 15 km spokojnie. Ale wyszło 4:13 min/km, więc mimo ciężkiego tygodnia noga naprawdę dobrze.

Sobota – CityTrail. Moim celem był bieg na 16 minut. Wiedziałem, że różnie to się może skończyć. Ale już dawno się nauczyłem, że starty są po to, żeby wyciągać z nich wnioski i nie bać się przetestować. Problemem większości jest to, że boją się co będzie. Że się nie uda. Co powiedzą inni. Że z kimś przegrają. Jak pisałem, to start C, oceniał będą swoje przygotowania po głównym starcie. 

Zrobiłem długą rozgrzewkę (prawie 6 km). I ruszyliśmy na trasę. Uformowała się fajna grupa, i tak sobie leciałem do 4 kilometra. No i mnie odcięło. Zwyczajnie nogi powiedziały stop. Z perspektywy czasu jestem zły, że nie zacisnąłem zębów i nie przeczekałem jeszcze chociaż 400 metrów. Wtedy widząc już zegar może bym te 16 minut pobiegł. A tak skończyłem w 16.05 netto, gdzie ostatni km był najwolniejszy. Dobrze widać to na wykresie z nagłówka. Z drugiej strony nigdy w styczniu tak szybki nie byłem. Biorąc też pod uwagę, że ważę z 5kg więcej niż w optymalnej formie, na pewno mogę się bardzo dużo poprawić. 

Jeszcze jedno. W pierwszej chwili byłem zły na siebie, że nie dałem z siebie więcej. Bo ja wiem, że okno na te 5 sek było. Z drugiej strony kolejne 2 dni miałem mega zakwasy na czworogłowych. Co pokazuje, że to dla mnie było naprawdę bardzo mocne tempo i ja wcale się nie obijałem (po wtorkowym treningu zero „zakwasów” a mentalnie nie było łatwiej). Zwyczajnie chyba nie zawsze jestem w stanie zmusić się do całkowitego poświęcenie, kiedy też nie jest to najważniejszy start. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Z drugiej strony oceniam się z perspektywy zawodów gdzie dojechałem do absolutnych granic możliwości swojego organizmu. Sporo prawdy w tym, że im więcej osiągniemy, tym większe mamy co do siebie oczekiwania.

Regeneracja od LightBox

Wieczorem jeszcze regeneracyjne 8 km.

Niedziela – 30 km z Bartkiem Falkowskim. Dokładnie 29.86 bo nie dokręcałem :D Tutaj widać, jak organizm był już zmęczony. Nie biegliśmy szybko. Ani nie było to BNP ani żadnych przebieżek, przyspieszeń. Zwyczajnie równo około 4:00 min/km całość. Puls niski ale nogi czasem już nie chciały do przodu. 

Często słyszę, że to bez sensu, ze lepiej odpocząć. W maratonie tak nie jest. I taki trening (zmęczone nogi od startu, uszczuplone zasoby glikogenu) to świetna adaptacja maratońska (a przecież do maratonu trenuje). Przy założeniu oczywiście, że później ten trening zregenerujemy odpowiednio. 

Później jeszcze poszedłem na godzinę siłowni. Po wszystkim wieczorem byłem wyczerpany. Najchętniej z grzańcem zawinąłbym się w kocyk i włączył Netflixa :) Ale planowałem poniedziałek nic nie robić. I słowa dotrzymałem!

Koniec

To chyba tyle. To był bardzo ciężki tydzień, ale pod kontrolą. Myślę że mimo wszystko równowaga zachowana. Tak miał się skończyć ten cykl który zacząłem w połowie grudnia. Bardzo mocnym uderzeniem. Teraz czas wypocząć. Nabrać sił i kręcić dalej. Kolejny cykl będzie przyjemniejszy, bo 3 tygodnie spędzę w Hiszpanii. 

I pamiętajcie, nie bójcie się startować. Nie każdy start to być albo nie być. Potraktujcie to jako zabawę, przygodę. Kolejny CityTrail w Warszawie już 19 lutego. Polecam!

Takie zakończenia to ja lubię

More from Bartosz Olszewski

Elita na 36. PZU Maratonie Warszawskim okiem amatora

Została opublikowana lista elity zawodników na 36. PZU Maraton Warszawski. Jak zwykle...
Read More