Sankt Moritz, raj dla biegaczy – informacje praktyczne

Sankt Moritz

Szczegółowe podsumowanie tygodni spędzonych w Sankt Moritz już były. Dziś chcę ogólnie napisać o tym miejscu. Jak najlepiej tam dojechać. Gdzie szukać zakwaterowania. Na co zwrócić uwagą. Dlaczego dobrze załadować cały bagażnik jedzenia. No i w końcu, dlaczego to jest raj dla biegaczy.

1) Podróż

Do St. Moritz można dotrzeć na kilka sposobów. Moim zdaniem najlepszy wybór to jednak samochód. Z kilku względów. Jedziemy cały czas autostradę, płatnę tylko na odcinku do granicy z Niemcami (wersja wyjazdu z Warszawy). Jechałem około 13 do 14 godzin z postojami. Mając samochód możemy bez problemu załadować cały sprzęt potrzebny nam do biegania i ćwiczeń. Ale przede wszystkim możemy zabrać ze sobą jedzenie. A jeżeli nie chcemy zbankrutować, to jest to bardzo ważna rzecz, o której trzeba pamiętać.

Samolotem możecie dotrzeć na dwa sposoby. Najtańsza wersja to lotnisko w Bergamo i tanie linie lotnicze. Później dojazd na miejsce już transportem publicznym. Inną opcją jest lot do Zurichu. Wtedy mamy bliżej do St. Moritz, ale więcej płacimy za bilety.

Na pewno są inne opcje, pociągi, autokary. Zawsze możecie też jechać na stopa :) Jednak zdecydowanie polecam samochód. Wtedy jesteście mobilni również na miejscu, a warto podjechać w kilka miejsc.

2) Zakwaterowanie

Jest naprawdę drogo. Musicie się z tym liczyć. Koszt pokoju dwuosobowego z kuchnią i łazienką, jaki my ponieśliśmy, to 650 franków w sezonie za tydzień. W naszym apartamencie wyglądało to tak: Residenz Am See. I to jest praktycznie najtańsza opcja! Zaletą tego ośrodka jest balkon z widokiem na bieżnię. Położony jest również 50 metrów od jeziora, wokół którego wszyscy biegacze kręcą kolejne kilometry. Jest darmowy parking i Wi-Fi, a to również rzadkość i warto to wziąć pod uwagę. Jest też siłownia, pralnia. Pokoje i kuchnie są znakomicie wyposażone i bardzo przestronne. Polecam!

Macie szczęście, jeżeli zbierzecie się w kilka osób. Wtedy możecie wynająć cały domek i koszty już naprawdę robię się dużo mniejsze. Ofert w Internecie jest dużo. Więc jak macie grupę osób chcących przeżyć tydzień, albo dwa w biegowym raju, to możecie to zrobić już w całkiem dobrej cenie.

Są też pola namiotowe i kampery. Kampery wcale nie są tańsze od rezydencji w której my mieszkaliśmy, ceny są bardzo podobne. Co do pół namiotowych to się nie dowiadywałem. Ale biorąc pod uwagę, że w St. Moritz praktycznie zawsze świeci słońce, to może być dobry wybór, jeżeli chcecie zaoszczędzić sporo pieniędzy.

Jeszcze jedna uwaga. Lepiej mieszkać w St. Moritz Bad a nie w St. Moritz Dorf. W Bad macie bieżnię, jezioro i jest taniej. W Dorf macie butiki wszystkich projektantów mody i hotele pod którymi ciągle stoją jakieś Rolls-Royce. Dobrym pomysłem może być również mieszkania kilka kilometrów od Sankt Moritz. Np. Silvaplana wydaje się świetnym wyborem.

3) Jedzenie

Jest bardzo drogo. W ogóle Szwajcaria to drogi kraj, a samo St. Moritz to takie Aspen Europy. Niektóre ceny mogę przerażać przeciętnego zjadacza chleba. I tak najtańsze mięso jest nie do kupienia w cenie poniżej 100 zł i jest to zwykła pierś z kurczaka. Bułki kosztują od 2 do 4 zł za kajzerkę. Jedno jajko to często jeden Frank. Owoce i warzywa są kilka razy droższe niż w Polsce. Przykład do jabłka po 15 zł za kilogram. W dobrej cenie są tylko banany. Tak samo drogo jest w restauracjach. Tyle kosztują też wyciągi i wszelkie atrakcje.

Dlatego najlepiej zabrać jedzenie z Polski. My załadowaliśmy cały bagażnik. Myślałem, że tego nigdy nie zjemy, ale jakoś się udało. Na większe zakupy na miejscu zawsze możecie podjechać do Livigno. Jest tam strefa wolnocłowa, a ceny są podobne jak w Polsce. Paliwo po 0,89 Euro, więc tankujecie do pełna.

Nie musicie z Polski wieźć wody, ta jest tania. A Szwajcarzy i tak piją ją z kranu. Ja na długich wybieganiach piłem ze strumienia.

4) Dlaczego warto?

Sankt Moritz to raj dla biegaczy! Powodów jest wiele. Postaram się wymienić te najważniejsze:

  • Położone jest na wysokości ok. 1800 metrów n.p.m. Więc jest to już wysokość stymulująca organizm, są to już góry średnie, w których trening powinien przynieść oczekiwane rezultaty związane z treningiem na wysokości. Z drugiej strony nie jest to za dużo i spokojnie na tej wysokości można trenować.
  • Pomimo faktu, że to Alpy, mamy dziesiątki, jak nie setki, kilometrów płaskich tras biegowych. Wspaniałe szutrowe ścieżki. W koło góry, a obok zawsze płynie jakiś strumień, rzeka, lub mamy jezioro. Oczywiście, jak chcemy ruszyć na bieganie po górach, proszę bardzo. Wtedy kilometrów macie tysiące. A wszystkie szlaki genialnie oznaczone i przygotowane do wędrówek i biegów.
  • Pod nosem jest bieżnia lekkoatletyczna ze znakomitym tartanem. Biegają na niej najlepsi biegacze świata. Dosłownie najlepsi i trening obok medalistów igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata, nie jest tam rzadkością. To bardzo motywuje, podglądamy co robią, uczymy się, zbieramy doświadczenie. Sama bieżnia jest znakomicie oznaczona, mamy znacznik co 10 metrów. W środku i na zewnątrz miękka trawka, po której biegamy sobie rozgrzewkę i schłodzenie. Ławki, szatnia. Na miejscu łazienki, zawsze czyste. Możemy wypożyczać sprzęt biegowy w tym płatki (za darmo). Możemy również zapisać się na darmowy masaż. A 100 metrów od bieżni płynie strumień, w którym wszyscy biegacze po treningu schładzają nogi. Bajka!
  • Jest cicho, czysto, spokojnie. W ogóle nie widziałem przez 14 dni policjanta. Wieczorem i w nocy było cicho jak na wsi, z tym, że psy nie szczekały.
  • St. Moritz słynie ze słonecznej pogody. Ta słońce świeci praktycznie cały rok. Wynika to z tego, że otoczone jest górami, na których zatrzymują się chmury. Bywało tak, że w koło szalały pioruny, a u nas świeciło słońce. Przez 14 dni padało dwa razy. Dwa razy popołudniu. Poza tym słońce, cały czas.
  • Pogoda jest bardzo przewidywalna. Do 11 jest słońce i nie wieje. Potem zaczyna wiać, czasem dość mocno, w końcu to góry. Po 18 znowu przestaje wiać i pogoda się uspokaja. Więc wiadomo, kiedy biegać.

5) Podsumowanie

Jeszcze raz to powtórzę. Sankt Moritz to biegowy raj! Raj dla sportowców. Ja spędzając tam dwa tygodnie swojego urlopu i trenując w tym czasie, spełniłem jedno ze swoich marzeń. Mam nadzieję, że Wam też się to uda. Bo pomimo wysokich cen, warto tam jechać chociażby pod namiot z plecakiem wyładowanym jedzeniem i zasmakować tej atmosfery. I tego Wam i sobie życzę!

Ps – Planuję jeszcze trzy wpisy od St. Moritz, uwielbiam o tym pisać :) Będzie małe podsumowanie tras biegowych, wraz z mapkami. Opis tego jak podzieliłem trening, na jakie fazy i jak to wyszło. Czyli jak się czułem i aklimatyzowałem na obozie. Oraz ostatni, za jakiś czas, czy te góry coś daję czy nie dają.

More from Bartosz Olszewski

Ile kalorii potrzebuję do codziennych treningów?

Po wczorajszym wpisie o dietach pudełkowych zasypały mnie pytanie, jak jestem w...
Read More
  • Rafał Perkowski

    i aż chce sie jechać…Szczęściarz jesteś ze miałeś z kim podzielić ten dwuosobowy pokój. Mojej żonie ostatnio się śniło ze maraton ze mna biegła więc kto wie może i ja kiedyś Sankt Moritz pobiegam przygotowywujac forme ;) Zazdroszcze i życze zeby te góry dały wiecej niż tylko spełnienie biegowego marzenia :)

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję, narazie jest dobrze. Forma chyba ok :)

  • Luk

    A na Granicy nie robią problemów z wwożeniem takiej ilości jedzenia do Szwajcarii? Z tego co słyszałem, to są jakieś limity i można srogą karę zapłacić jak Cię złapią za „przemyt kiełbasy”.

    • Szwajcaria jest w Schengen, w ogóle problemów z wjazdem nie ma, a limity można sobie sprawdzić. Kilogramów kiełbasy raczej nikt ze sobą nie przywiezie ;) Ja bym jeszcze dodała, że w Szwajcarii jest tania czekolada (tania – w porównaniu z innymi produktami, nie 3 złote za tabliczkę). Z tego co pamiętam za tabliczkę Lindta wychodziło podobnie jak w Polsce.

    • WarszawskiBiegacz

      Wszystko racja. Sprawdzają tylko jak się z Livigno jedzie :)

      Co do cen, jeszcze mozarella jest tania :D

  • dm

    czy jest dużo ścieżek rowerowych?

  • Nie byłem w Sankt Moritz już kilka lat, ale po takim tekście aż chce się tam wrócić. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy mieszkanie tam wynajmowali Adam Draczyński, Heniu Szost i Mariusz Giżyński z trenerem Gajdusem. Trzeba zebrać ekipę i jechać :)

    • WarszawskiBiegacz

      Hehe, ja na pewno będę chcial tam kiedyś wrócić. Naprawdę, to raj dla sportowców :)

      Ps – gratuluję srebrnego medalu Mistrzostw Polski!

  • Pingback: Podsumowanie tygodnia 33.2015 – ostatnia prosta do maratonu - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Każdy czasem na dość - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Musisz znaleźć swój własny cykl - warszawskibiegacz.pl()