RESO Suwałki 10.5 – wracam do ścigania

reso suwałki

W ostatnią sobotę razem z Kasią wystartowaliśmy w biegu RESO Suwałki 10.5 Bieg ulicami Suwałk, wyjątkowy z kilku względów. Po pierwsze odbywa się późnym wieczorem, biegniemy, kiedy już jest naprawdę ciemno, a ulice oświetlają nam latarnie. No i dystans. Jest to ćwierćmaraton. Więc trzeba biec tempem na 10 kilometrów, tylko cierpi się ponad 500 metrów dłużej :D No i prawie na pewno zrobicie życiówkę ;)

Nie był to bieg do którego bym się specjalnie szykował. Jedyne co zmieniłem w treningu, to tylko lekkie 14 kilometrów w piątek i brak biegania w sobotę rano. Więc cały dzień leżałem i nie wiedziałem co ze sobą zrobić, aż w końcu usnąłem. Obudził nas lejący deszcz, nie zapowiadało się fajnie. Wypiłem dwie kawy, zjadłem kilka wafli ryżowych z miodem i powoli, leniwie ruszyliśmy na start. To miał być mój pierwszy start po roztrenowaniu. Taki sprawdzian formy, chciałem zobaczyć, gdzie jestem, ile jest jeszcze do zrobienia.

Cały czas padał deszcz. Mokra rozgrzewka, ale całkiem dobrze się biegało. W końcu stanęliśmy na starcie. Od razu widać było sporą ekipę z Afryki. Nagradzane było 10 pierwszych miejsc, więc nie ma się co dziwić. Ruszyły sztafety, ostatnie odliczanie, strzał, i biegniemy. Na początku tempo na czas lekko poniżej 33 minut na 10 km. Szybko formuje się grupa 3 osób, przed nami kilka metrów jeszcze jeden biegacz. Docelowo wszyscy się łączymy i mijamy kolejne kilometry. Wcale nie biegnie mi się tak lekko, wręcz przeciwnie. Pierwszy kilometr jeszcze był ok. Ale później fragment po kostce brukowej i podbieg robią swoje. Odpoczywam na zbiegu, kończymy pierwszą pętlę a ja już naprawdę głęboko oddycham.

Dobrze, że biegnę w grupie. Głośno dopingują mnie również lokalni kibice, a trochę ich mam w Suwałkach (dzięki !!!). Trzymam się grupy i proszę, żeby już była ostatnia pętla. Zdecydowanie to był mój najsłabszy fragment i gdybym biegł sam, bardzo bym zwolnił. Ale widać, że nie tylko ja się męczę. Zwalniamy i jeden kilometr robimy w 3:24 min/km. To bardzo wolno. Później znowu przyspieszamy, ruszamy na ostatnie koło.

Wiedziałem po co biegnę :)

W tym momencie włącza się we mnie chęć rywalizacji. Zawsze mówiłem, że ściganie to jest to, co w bieganiu kręci mnie najbardziej. Nawet nie wynik, życiówki, tylko bezpośrednie pojedynki, walka bark w bark. Wtedy naprawdę jestem w stanie dać z siebie wszystko (patrz Wingsy) i wtedy też robię najlepsze wyniki. Bardzo ciężko zmotywować mi się do maksymalnego wysiłku po sam czas. 8 kilometr odpoczywam. Schowałem się z tyłu i łapię głębokie oddechy. Obserwuję rywali, zastanawiam się, ile im sił zostało. Gdzie zaatakować? Wiem, że mogę szarpnąć, pytanie, na ile starczy mi sił? Czy to wystarczy?

Zaczynamy dublować biegaczy, zbliżamy się do podbiegu. Zostało 1500 metrów do mety. Przyspieszam, nie oglądam się, cisnę ile sił w nogach. Wbiegłem na górę, jeszcze szybkie rondo, 100 metrów prostej już ledwo oddychając i szybki zbieg. Wyrobiłem sobie dużą przewagę, teraz zostało 600 metrów do mety. Jak ja uwielbiam te ostatnie metry. Niby już po sprawie, ale trzeba cisnąć do końca. Prawie wypluwasz płuca, ale nie ma zmiłuj. Odliczam metry, sekundy w końcu widzę metę. Piękny czerwony dywan, wbiegam uśmiechnięty, odbieram medal, kładę się na barierce i nie mogę złapać oddechu.

Te ostatnie 1500 metrów dużo mnie kosztowało. Biegłem to tempem 3:09 min/km, z podbiegiem. Na wykresie pulsu widać, że mimo wszystko cały dystans biegłem z zapasem. Na pewno nie pomagały mi też dodatkowe kilogramy, które ostatnie złapałem. Jednak mimo wszystko byłem w stanie przycisnąć. I to bardzo mocno. Skończyłem bieg w czasie 35:01. Byłem 8 zawodnikiem na mecie, drugim wśród Polaków za Przemkiem Dąbrowskim. Pobiegłem szybko kibicować Kasi. Już biegła, ledwo się wyrobiłem. Zajęła 5 miejsce wśród kobiet, była drugą Polką. I najszybszą Suwalczanką! :)

Były dokładki ;)

Na mecie oczywiście jak to na Suwalszczyźnie. Była babka ziemniaczana na ciepło. Był sękacz! Sporo owoców, słodyczy. Wstyd się przyznać, ale jeżeli chodzi o kiszkę, to chodziłem po dokładkę. Bardzo fajne medale i przede wszystkim piękne puchary! Pierwsza trójka open dostawała naprawdę genialne kryształy. Szkoda, że deszcze trochę popsuł atmosferę i sporo kibiców schowało się w domach. Ale pogody nie da się zamówić, mam nadzieję, że za rok nie będzie tego problemu bo do Suwałk na pewno chcemy wrócić. A Wam radzę zarezerwować sobie ten bieg w kalendarzu. Naprawdę warto i to nie tylko moja opinie, ale wszystkich, którzy kończyli ten bieg.

Znakomicie widać moment ataku. Z pulsu 179 wskoczyłem w 187 i trzymałem do końca. To pokazywało, że jednak miałem zapas, tylko jeszcze nie mam tej wytrzymałości tempowej.

A na koniec podsumowanie formy. Jest ok. Dupy nie urywa, ale w mocnym biegu na dobrej trasie te 33 minuty łamię. Teraz trzeba przesunąć się o minutę do przody i bardzo chciałbym zaatakować 32 minuty na jesieni. Czy mi się to uda? Mam nadzieję, że tak. Główny cel jest inny, ale na pewno chciałbym się poprawiać na dystansach 5 i 10 kilometrów. Konkurencja idzie do przodu a jak sam mówię. Ja uwielbiam rywalizację! :)

Mój Ci on! :)

More from Bartosz Olszewski

Swiss City Marathon – przed startem

W oczekiwaniu na start w Swiss City Marathon postanowiłem opisać przygotowania i...
Read More