Na ile kilometrów ten maraton? Relacja z Wings For Life World Run część 1

World Run
Marta, to zdjęcie dla Ciebie! :)

Pewnie się zastanawiacie, ile będzie tych części tym razem? Mógłbym pisać o tym biegu, i wszystkim co się w koło niego działo, przez dobry tydzień. Niesamowite emocje, atmosfera, walka. Dzień konia. I jakby nie patrzeć, życiowy sukces. I to wszystko w biegu, który jest oglądany na żywo w Polsce i na świecie. Tysiące wiadomości, gratulacji, telefonów. Jeszcze nie ochłonąłem z emocji, ale czas zabrać się za relację.

Zaczynamy jak zwykle dzień wcześniej. Rano z Kasią jeszcze prowadziliśmy trening AdgarFit. Ja zrobiłem rozbieganie, 6 km w tempie… zawodów. Biegłem od 4:00 do 3:50 i na koniec 4 przebieżki. Chciałem zobaczyć jak mi się będzie biegło na takiej prędkości. Biegło mi się świetnie. Lekko, bez wysiłku. Przebieżki też bez problemu. Wiedziałem, że odpocząłem dobrze. Nogę mam lekką.

IMG_7969

Dalej pozostało pytanie, czy odpocząłem odpowiednio po maratonie? Jednak to było dwa tygodnie temu, a ja po tym biegu bylem bardzo rozbity. Wszystkie mocniejsze biegi, jakie robiłem między maratonem a World Run, to było bieganie w drugim zakresie, w tempie zawodów. W niedzielę podczas kiedy biegacze ruszyli ścigać się na Orlen Maratonie, ja pobiegłem do Parku Skaryszewskiego zrobić 21 km takiego treningu. Poszło nawet dobrze, podobnie jak przed maratonem w Lipsku. Może trochę bardziej zmęczone nogi, ale przecież byłem 7 dni po biegu życia. No i ktoś mi zarąbał bidon w izotonikiem… Poniedziałek zrobiłem wolny, żeby odpocząć. A później już standardowo. Po raz kolejny byłem też na diecie białkowo-węglowodanowej. Dziwiło mnie to, że tym razem poszło tak gładko. Nie miałem większych kryzysów. Zastanawiałem się, czy mój organizm już się do tego przyzwyczaja, czy już jest tak wyniszczony, że wszystko mu jedno :)

IMG_8044

Ale wróćmy do soboty. Po treningu załadowaliśmy się do udostępnionego nam na ten bieg BMW. Nie powiem, jazda autostradą czymś takim mija dwa razy szybciej niż moim zdezelowanym Focusem. Już nie mówiąc o tym, że tyłek nie boli, radio ładnie gra a i klimatyzacja wieje tak, jak ma wiać. Więc wygodnie zajechaliśmy sobie do Poznania, prosto na Maltę. Poszliśmy do biura zawodów. W sumie śmieszne to biuro, takie małe, niepozorne, w jakiś domku. Ale jak my byliśmy to obyło się bez żadnych kolejek. Szybko i sprawnie. Jeszcze trochę pospacerowaliśmy i pojechaliśmy do Hotelu.

IMG_8074

Hotel mieścił się zaraz koło Starego Browaru. A my w końcu musieliśmy coś zjeść. Dzień mijał, a węgle trzeba było ładować. Nie wiem jak to się stało, ale ja, fan bułek, miodu i nutelli wylądowałem w BioWay. Trochę się wahałem, nie mogłem się an nic zdecydować i w końcu zrobiłem prawdziwą mieszankę węgli. Ryż, kuskus, ziemniaki, kukurycza, kasza, soczewica :) Oczywiście jeszcze do wieczora dopychałem się bułkami z miodem i nutellą.

IMG_8079

Teraz pora skończyć z tym lekkim wstępem i czas powiedzieć coś o biegu. był wieczór, ja już zjadłem, powoli szykowałem się do snu. Ale się stresowałem, nawet bardzo się stresowałem. Założyłem sobie 70 kilometrów i wiedziałem, że będę biegł na ten wynik. O ile maraton jest dla mnie już czymś, co znam i wiem, czego mogę się spodziewać, to tutaj była to zagadka. Taktykę miałem mało skomplikowaną, biec cały czas w drugim zakresie, nie przekraczać pulsu 160. Ale było kilka zagadek. Nie bałem się dystansu. Nie bałem się tempa. Bałem się dwóch rzeczy. Odwodnienia i tego, że jeszcze po maratonie mam mocno zniszczone mięśnie czworogłowe uda i w końcu te odmówią posłuszeństwa. Jak się okazało, typowałem dobrze, ale nie uprzedzajmy faktów.

IMG_8086

Nie mogłem spać. Słuchałem swojej playlisty, starałem się wyciszyć. Później wierciłem się z boku na bok. Nie wiem ile godzin spałem, ale niewiele. Wstałem bardzo wcześnie. No i tutaj już standardowy rytuał. Bułki, miód, dżem, nutella ( nutella nie jest najlepsza do uzupełniania węglowodanów przed biegiem, ale ja ją tak UWIELBIAM! ), czarna kawa. Jak zwykle był spacer w tempie żółwim. Przejście 500 metrów zajęło nam chyba 30 minut :) Jeszcze batonik z kofeiną. Nospa, stoperan. I ruszyliśmy na bieg.

IMG_8116

Mieliśmy trochę problem z zaparkowaniem, ale w końcu się udało. Strefa startu naprawdę wyglądała super. Sceneria, Ci wszyscy biegacze, atmosfera. Zrobiliśmy sobie jeszcze zdjęcia z Panem Bananem, przemiło gość :) Wskoczyłem w skarpety CEP. Skorzystałem z toalety. Nasmarowałem się ile wlezie wazeliną. Zapakowałem cztery żele. Oddałem worek do depozytu i rozpocząłem rozgrzewkę. Wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku. Jeszcze z wodą w ręku pobiegłem się rozgrzać. Dwa kilometr narastającym tempem i trzy przebieżki na koniec. W sumie co tu się rozgrzewać. Trochę rozruszałem stawy i poszedłem z Kasią na start.

bartek_kasia_worldrun_1

Było naprawdę gorąco. Tym bardziej stresowałem się tym biegiem. Spociłem się już na rozgrzewce. Miałem naprawdę masę pytań. Kiedy jeść na trasie? Czy moje stopy wytrzymają tyle kilometrów w butach startowych? Jak to zrobić, żeby pić jak najwięcej, zwalniać na punktach? Co będzie z wiatrem? Jak widać ten bieg był jedną wielką zagadką. Jeszcze ostatnie słowa otuchy między mną a Kasią i poszedłem na pierwszą linię. Przywitałem się z Wojtkiem Kopciem. Widziałem też Kubę Wiśniewskiego. W oddali był też Piotrek Kuryło, który wiedziałem, że przynajmniej szybko ruszy. Jeszcze kilka łyków napoju, oblałem się cały wodą. Ustawiłem na starcie i BUM! Ruszyliśmy. Przede mną jedna z największych, jak nie największa przygoda mojego życia.

World Run

W tym momencie powinienem skończyć część pierwszą relacji, ale jeszcze poprowadzę Was trochę ulicami Poznania. Na początku do przodu wyrwało kilku biegaczy. My biegliśmy naprawdę szybko, około 3:45 min/km. Więc wiedzieliśmy, że oni skończą bieg w takim tempie, zanim wybiegniemy z Poznania. Uformowaliśmy grupę. Ja, Wojtek, Tomek Walerowicz, Kuba Wiśniewski. Jeszcze Dominik Włodarkiewicz z kolegą, którzy robili trening i biegli z nami ulicami Poznania. Tempo cały czas równe. Kuba biegł swoją taktyką, trzymał tempo 4:00, 4:05 min/km i został trochę za nami. Z przodu daleko wyrwał Piotrek Kuryło. Za nim dwóch biegaczy i my. Po trzech kilometrach miałem już sucho w ustach. Trasa była dość łatwa. Wiatr raczej sprzyjał. Było lekko z górki z lekkimi podbiegami. Na 6 kilometrze napiliśmy się wody i biegliśmy stałym tempem pętlę 10 kilometrów po Poznaniu. A te stałe tempo to było poniżej 3:50 min/km. Należą się podziękowania chłopakom, za dyktowanie tempa i osłanianie od wiatru do 10 kilometra. Później byliśmy zdani już tylko na siebie.

World Run
Fot. Tomasz Szwajkowski

Należy tutaj zauważyć, jak wielu kibiców wyszło na ulice nas dopingować. Na pewno był to w pewnym stopniu efekt ładnej pogody, ale naprawdę w Polsce chyba jeszcze tylu kibiców nie widziałem. Bardzo fajnie kibicowali, krzyczeli, bili brawo. Super się biegło. I jeszcze jedno. Wiem, że w Warszawie mam setki, jak nie tysiące kibiców. Na maratonie co chwila ktoś mi kibicuje. To niesamowicie motywuje. Ale, że w Poznaniu co chwila ktoś będzie krzyczał „dawaj warszawskibiegaczu” albo „jedziesz Bartek” to się nie spodziewałem. Nawet chłopaki z grupy się śmiali, że gdzie się nie ruszę, tam wszyscy mi kibicują. Dzięki wielki, to naprawdę niesie i daje olbrzymiego kopa. Wybiegliśmy z Poznania. Powoli złapaliśmy wszystkich „uciekinierów”. Piotrek zszedł z trasy gdzieś na 12 kilometrze. Zostaliśmy we trzech. Na maratonie bym powiedział, że medale zostały rozdane :) Ale tutaj wiedziałem, że przed nami jeszcze minimum 50 kilometrów biegu. Biegu, gdzie wszystko może się zdarzyć. Ale to już w drugiej części relacji z Wings For Life World Run!

Fot. Wings For Lifefestiwalbiegowy.pl, Tomasz Szwajkowski

More from Bartosz Olszewski

Czego boję się przed Wings for Life World Run w Mediolanie?

Każdy bieg to duże emocje. To również stres i pytania bez odpowiedzi....
Read More