Przykład na to, że pomiar pulsu nie zawsze się sprawdza

puls

Obecnie wracam do treningów po przerwie. Staram się biegać praktycznie wszystkie w pierwszej strefie pulsu. Jednak po przerwie serce bije szybciej. Ostatnio wybrałem się na 14 kilometrów biegu ciągłego. Bieg po śniegu, więc tempo niewiele mówi. Zaufałem samopoczuciu. Badanie zrobione po biegu potwierdziło, że to był dobry wybór.

Te 14 kilometrów miało być szybkie, żwawe, ale miałem cały czas pozostać w strefie komfortu* Biec poniżej swojego progu mleczanowego, który przed przerwą uzyskiwałem na poziomie 169 – 171 uderzeń serca na minutę. Jak wchodziłem powyżej, to bieg ciągły szybko się kończył. W środę 170 miałem już na pierwszym kilometrze. Jednak nie czułem się na tyle źle, żeby zwolnić. Tempo też nie było oszałamiające i nie widziałem powodu, żeby na siłę starać się zmniejszyć puls.

Z każdym kilometrem tętno rosło. Po 7 kilometrach miałem już 175 a pod koniec dochodziłem nawet do 178 uderzeń serca na minutę. To puls na jakim normalnie biegam zawody na 5 km. Po biegu miałem okazję zmierzyć sobie stężenie mleczanu we krwi (dzięki Jacek), żeby sprawdzić, jak bardzo eksploatujący był trening. Puls wskazywał, że była to treningowa masakra. Co prawda łatwo mi się nie biegło, ale byłem przekonany, że do progu mleczanowego było mi daleko.

Pomiar pokazał 1.4 mmol/l czyli trening nie był eksploatujący. O samym pomiarze mleczanu we krwi, wartościach granicznych i wykorzystaniu tych pomiarów w monitorowaniu treningu napiszę oddzielny post. Teraz powiem tylko, ze 1.4 mmol/l to trening w pełni tlenowy. Budujący a nie eksploatujący. I tak miało być.

Jak widać puls nie zawsze podpowie najlepiej. Czasem warto zaufać samopoczuciu. Jak bym starał się trzymać pulsu w granicach 160 – 164 uderzeń serca na minutę, bo tak biegałem taką intensywność przed przerwą, to bym praktycznie wcale się nie zmęczył. W dodatku na ziemi leżała warstwa śniegu, więc tempo również nic nie mówiło. Jak nie jesteście przekonaniu do pomiarów, to odrzućcie czasem puls czy tempo jako pomiar intensywności treningu. Zaufajcie samopoczuciu. Ono naprawdę jest najlepszym miernikiem. Ale tak samo jak z pulsometrem czy na określone tempa, tak samo ma samopoczucie trzeba nauczyć się biegać. A nie zrobicie tego inaczej, jak zapominając o wszystkich gadżetach. Raz na jakiś czas naprawdę warto.

*strefa komfortu nie oznacza, że biegłem z uśmiechem na twarzy. Oznacza, że twarz nie wykrzywia mi się na wszystkie strony :)

More from Bartosz Olszewski

Bieg Powstania Warszawskiego – od bohatera do frajera :)

Za mną pierwszy poważny sprawdzian formy po letnich treningach i dwóch tygodniach...
Read More