Przekleństwo 30 kilometra

maraton ściana

Kto już biegł maraton ten najprawdopodobniej wie, co dzieje się na 30 kilometrze tego biegu i zaraz po nim. Kto nie biegł, a interesuje się maratonem lub zamierza biec, na pewno słyszał o słynnej ścianie. Krótko mówiąc, mamy wielki przesiew zawodników. Kryzys za kryzysem. Pytanie, dlaczego tak się dzieje? Czy naprawdę to moment, kiedy nasz organizm już nie daje rady trzymać tempa i musimy zwolnić?

Na pewno podstawową przyczyną kryzysu podczas biegu jest brak odpowiedniego przygotowania do maratonu. Nie ma co się oszukiwać, większość osób startujących w maratonie nie jest do niego dobrze wytrenowana. Samo skończenie maratonu nie świadczy o tym, że ktoś się do niego przygotował. W tym momencie kryzysy w drugiej połowie dystansu wydają się rzeczą naturalną. Druga sprawa to zbyt ambitne tempo na pierwszej połowie biegu. Zwyczajnie nie starcza nam sił i paliwa, żeby dane tempo dowieźć do mety. Jednak dyskutując z Kasią o fenomenie 30 kilometra (zawsze jak jedziemy gdzieś daleko samochodem to mamy takie rozkminy) doszliśmy do wniosku, że w olbrzymiej mierze, przekleństwo 30 kilometra rodzi się w naszych głowach.

Psychika maratończyka

Trzeba pamiętać, że na sukces w maratonie składa się świetne wytrenowanie, ekonomika biegu, umiejętność korzystania w jak największym stopniu z tłuszczy jako źródła energii, odpowiednia strategia, żywienie przed biegiem i na trasie oraz, a może przede wszystkim, bardzo mocna psychika! Maraton to morderczy wysiłek. Nie ma lekkich maratonów, chyba że sobie truchtaliśmy dla treningu. To nie jest sprint, kilometr czy nawet 5 kilometrów gdzie pocierpimy chwilę i mijamy linię mety. Tutaj z bólem, kryzysem, zmęczeniem psychicznym i setką innych przeciwności losu musimy zmagać się godzinami.

Stajemy na starcie słysząc ze wszystkich stron, że od 30 kilometra dopadnie nas ściana. Że zacznie się potworny kryzys. Że prawdopodobnie spadnie nam tempo. Stoimy tak i sobie mówimy, byle do 30 kilometra. Później już jakoś to będzie. Zwolnię to zwolnię, większość zwalnia, po 30 km to nic złego. Zaczynamy biec i w momencie, kiedy dobiegamy do tej magicznej bariery, raptem zaczynamy zwalniać. Uwierzcie mi, nic specjalnego się nie dzieje. Zwyczajnie mamy dość męczarni, spada nam tempo biegu, robimy sobie dobrze. Nikt nas nie będzie oceniał, to moment, kiedy większość z nas zwalnia. To normalne.

Zawsze będzie ciężko

Trzeba pamiętać, że kwintesencją maratonu jest te ostatnie 12 kilometrów. Że to musi boleć, boleć jak cholera. Bardziej psychicznie niż fizycznie. Że to z każdym krokiem przełamywanie ściany. Że to test naszej silnej woli, samozaparcia, odporności na zmęczenie. Jak widzicie, że w koło Was odpadają kolejni biegacze, to ich wyprzedzajcie, dostaniecie dodatkowego kopa motywacji. Pamiętajcie, to tylko 10 kilometrów do mety. Przebiegnijcie chociaż kilometr nie zwalniając. A potem następny i następny. Aż do 40 kilometra. Potem już jesteście praktycznie na mecie.

Nie dajcie sobie wmówić jakichś bajek o ścianach, kryzysach itp. Jak mocno biegniecie 5 km to zawsze ostatnią milę biegnie się niemal z zamkniętymi oczami. Jak biegniecie 10 km to od 7 kilometra oddychacie rękawami. Przy półmaratonie po 14 kilometrze zaczyna się prawdziwa walka. Podobnie w maratonie ostatnia ćwiartka jest potwornie ciężka. Problem w tym, że do mety zostało jeszcze dużo kilometrów, a w Waszych nogach są już przeważnie 2 – 3 godziny biegu. To prawdziwy sprawdzian dla Waszej psychiki, ale sprawdzian, któremu poddawany jest każdy maratończyk. I wielu z nich zdaje go celująco.

Zapomnij o kryzysie

Oczywiście to maraton, zawsze coś się może stać. Czy to kurcze, kolki, problemy z żołądkiem czy rzeczywiście zupełne wypłukanie się z energii. Przeważnie osoby, które nie są gotowe na ten bieg, również nie wytrzymają jego trudów przez 42 kilometry. Ale jeżeli sumiennie trenowaliście, jesteście gotowi na realizację celu, to zapomnijcie o jakichkolwiek kryzysach. Gnajcie do mety ile sił i nie zwalniajcie nawet na sekundę. Mijajcie zwalniających biegacze i nawet się nie oglądajcie. Im szybciej dotrzecie do mety, tym szybciej skończycie męczarnie i będziecie mogli odpocząć z ulubionym napojem w ręku :) Pamiętajcie, w maratonie głowa musi przez cały bieg współpracować z nogami. Powodzenia!

More from Bartosz Olszewski

To jeszcze nie koniec – plany biegowe na 2014

Emocje opadły, główny start w sezonie już za mną. Prawdę mówiąc chciałem...
Read More