Półmaraton Warszawski 2019 – i jak tu nie kochać tego biegu?

Półmaraton Warszawski 2019

Wczoraj po małej przerwie ponownie pokonałem ulice Warszawy. Prawie 13 tys. osób na mecie, piękna pogoda, genialne atmosfera. 14 PZU Półmaraton Warszawski przeszedł do historii. Ale serio, w moim sercu zostanie jeszcze na długo. I to nawet bez ścigania, bez tych emocji i nerwów, wali o każdą sekundę. Nie tylko chcę Wam pokazać, że warto biegać w takich zawodach oraz kibicować. Ale również, że nawet kiedy nie możecie zrealizować swojego celu, dalej może być to dla Was wspaniałe przeżycie.

1) Mega impreza biegowa!

Osobiście uważam Półmaraton Warszawski za najlepszą imprezę biegową w której brałem udział i którą obserwowałem w Polsce. Nie, nie ma z tym nic wspólnego fakt, że jestem z Warszawy. Od zawsze to pisałem. I chociaż moje serce zawsze będzie przy maratonie, ponieważ to mój ulubiony dystans, właśnie półmaraton jest dla mnie wizytówkę Warszawy. Niemal 13 tys. biegaczy i osobiście będę robił wszystko, żeby za rok było ich więcej. Serio, warto, nie pożałujecie startu tutaj. Po raz kolejny świetna pogoda, chociaż dla biegaczy mogło być trochę za gorąco. Super trasa, szybka, szeroka, równa, spadkowa. Dobrze zorganizowany start, płynnie. Szeroka meta na podzamczy przy fontannach. Dobre zabezpieczenie i obsługa punktów odżywczych. Zresztą wystarczy poczytać opinie. Mega robota, kolejna znakomita impreza, oby tak dalej! Do zobaczenia za rok, wtedy mam nadzieję w drodze po kolejną życiówkę  W ogóle w tym roku nie miałbym się do czego przyczepić.

2) Mój start, niesamowite przeżycie

Niestety osobiście nie mogłem biec tam z przodu, walczyć o życiówkę. Ale nie mogłem odmówić sobie startu. Ustawiłem się spokojnie przy zającu na 1:35 i ruszyłem na trasę. Chciałem nie tylko pobiec w tym biegu, ale ponownie zobaczyć jak to jest startować ze środka stawki. Wiecie, z czasem traci się perspektywę ;)

Jak zagrali Sen o Warszawie po raz kolejny ciarki przeszły po plecach. Później start i jak tylko przekroczyliśmy matę, płynny bieg. Uważam, że wiele osób w tym momencie zwyczajnie panikuje. Stałem przy zającu na 1:35 i cały czas biegliśmy tym tempem. Ale i tak niecierpliwi potrafią przeskakiwać, wyskakiwać gdzieś na trawnik, chodnik, szarpać. Przecież to początek, spokojnie się rozkręcamy. Ja nic nie wyprzedzałem pierwsze 3 kilometry. A czas miałem dokładnie taki, na jaki prowadził zając.

Co chwila ktoś pozdrawiał i zagadywał. Niesamowicie to miłe i czas mijał tak szybko, że zanim się obejrzałem, byłem już na Pradze. Trochę przyspieszyłem, już biegłem po 4:00 min/km. Już od Mostu Gdańskiego zupełny luz i bez problemu biegłem lekko z boku. Do końca lekko przyspieszałem kończąc w okolicach 1:24. Z jednej strony jestem zły, że nie mogłem się ścigać. Z drugiej, serio to był dla mnie niesamowity dzień. Zobaczyć tę imprezę od środka. Biec i poczuć te emocje w tłumie ludzi. To niesie jak peleton kolarski. W dodatku bez gapienia się na tempo, byle do mety. Kontakt z kibicami. Nie no, mogą emocje!

3) Nigdy nie trać motywacji

Przy okazji tego biegu. Setki razy przed zawodami słyszę, że ktoś złapał kontuzję, jest chory etc. Niestety to cześć biegania. Niestety, większość z tych osób jest załamana i zapomina, że bieganie to taka wredna bestia. I trzeba się z tym pogodzić. Jeszcze nie raz przyjdzie czas na walkę o życiówkę, czy kolejne zawody. Nawet nie wiecie jak jestem zły, że nie mogę robić tego co mnie nakręca do biegania. Rywalizować o miejsce, czas. Ścigać się z najlepszymi, uciekać przed samochodem na Wingsie. Ale mam z tego powodu zamknąć się w pokoju i płakać? Nie zapominajcie się, że biegacie bo to przecież Wam sprawia przyjemność. Nie robicie tego raczej, bo ktoś Was zmusza. Więc cieszcie się tym bieganiem, nawet jak dziś nie jest to forma, o jakiej marzycie. Nie musicie nikomu nic udowadniać, nie musicie zawsze być najlepsi. Pamiętajcie, robicie to przede wszystkim dla siebie. I chociaż osobiście idąc rok temu w Wingsie niemal zakręciła mi się łza w oku, a głowa chwilami opadała ze smutkiem. Chociaż po Półmaratonie Warszawskim pierwsze co zrobiłem, to zobaczyłem wyniki i stwierdziłem: „z tym fajnie by się biegło z przodu”, absolutnie nie żałuję, że wystartowałem. Super emocje, super ludzie, motywacja na kolejne miesiące. I na lepsze dni, które nadejdą.

4) Kibice

Z roku na rok jest ich więcej i więcej. I chociaż jeszcze nie ma co się porównywać z największymi, naprawdę wygląda to w tej chwili bardzo dobrze. Są takie miejsca jak Most Świętokrzyski czy Most Gdański oraz meta i start, gdzie tych kibiców jest pełno! Na mostach czułem się chwilami, jakbym biegł w Bostonie :)

Ale chcę żeby było jeszcze lepiej. Sam jestem ciekawy Waszej opinii. Co zrobić, żeby przyciągnąć więcej osób? Jak nakłonić ich do głośnego dopingu? Gdzie „rekrutować” kibiców i jak to robić? Chcę, żeby w kolejnych latach była to nie tylko wizytówka Warszawy ale i Polski, jeżeli chodzi o biegi masowe.

5) EXPO i New Balance Poland jak główny sponsor techniczny

Bieg to dla mnie była fraszka, zero stresu, uśmiech na twarzy. Za to wystąpienie na Expo, oj, starałem się tego nie pokazywać, ale to była dopiero dawka stresu. Bardzo dobrze czuję się w tematach typowo treningowych. A mówiłem o motywowaniu i inspirowaniu na przykładzie swojej przygody z bieganiem. Mam nadzieję, że sprostałem, chociaż wiem, że mam tutaj jeszcze wiele do nauczenia. Dzięki, że byliście tam z nami w takiej ilości i mam nadzieję, że Wam się podobało. Tak sobie pomyślałem, że może to dobry pomysł i warto takie wystąpienia raz na jakiś czas zrobić. Będziemy nad tym myśleć :)

Z partnerem, czyli New Balance staraliśmy się zrobić wszystko, żeby umilić Wam czas. Czasu mieliśmy mało, a siły przerobowe ograniczone. Ale mam nadzieję, że sprostaliśmy Waszym oczekiwaniom. Mamy setki pomysłów i na maratonie ruszymy pełną siłą! I tutaj prośba do Was. Jak macie jakieś fajne pomysły. Możecie nas do czegoś zainspirować, dajcie znać. W końcu to impreza i Expo dla Was.

Podsumowanie

Już nie mogę się doczekać Maratonu Warszawskiego. Mam nadzieję, że już w pełni sił. To była genialna impreza i nie mam wątpliwości, że będzie się rozwijała. Na pewno będzie się rozwijała, na pewno będą setki nowych super pomysłów, na pewno będziecie z roku na rok bardziej zadowoleni. Emocje jeszcze nie opadły a ja chce już więcej! Do zobaczenia za kilka miesięcy w Warszawie!

More from Bartosz Olszewski

38. PZU Maraton Warszawski – kilometr po kilometrze

Prosiliście, prosiliście i wyprosiliście. Czas wirtualnie pokonać trasę 38. PZU Maratonu Warszawskiego...
Read More