Polecane żele energetyczne dla biegaczy

żele energetyczne

Zaczyna się okres maratonów, zaczyna się kombinowanie. Żele energetyczne dla biegaczy, to coś, co niemal każdy rozważa przed startem. Problem w tym, że przeważnie biegacze robią to na ostatnią chwilę, dokonując zakupu nawet dzień przed startem. Pamiętajcie, żel należy przetestować na treningu, inaczej nikt nikt zagwarantuje wam, że nie będziecie mieli problemów żołądkowych. Poniżej przedstawiam moje ulubione żele.

Zanim jeszcze przejdę do opisu konkretnych produktów, chcę zaznaczyć, że żel to nic innego jak trochę cukru. Z jakimiś dodatkami, które w sumie na 99% nic nam nie dadzą. Rolę takiego żelu jest przede wszystkim dostarczyć nam energii. Więc nie wierzcie w jakieś niesamowite właściwości. Żel jest zwyczajnie wygodny, lekki i łatwo się trawi. Dlatego zabieram je na maraton, a nie dlatego, że dzięki niemu udaje mi się dobiec w całości do mety :)

1) SiS

Science in Sport, bezwzględnie najlepszy z tych, które jadłem. A jadłem ich dużo, testowałem co mi wpadło w ręce. Ma same zalety. Praktycznie nie ma smaku więc nie pozostaje nam słodki posmak w ustach. Producent nawet mówi, że nie trzeba go koniecznie popijać, ponieważ jest to żel izotoniczny (chyba jedyny taki na rynku). Ale ja i tak zawsze popijam. Ma ciekawą konsystencję, nie rozpływa się w ustach. Jesteśmy w stanie połknąć go jak jeden żelek, ale jest przy tym rzadki. Do wybory mamy opcje z kofeiną lub bez. Obie testowałem, obie są rewelacyjne. Problem z tym żelem jest taki, że ciężko go dostać. Cena też nie jest najniższa. Przeważnie ok 8 zł bez kofeiny i 10 zł z kofeiną.

2) PowerBar

Niesamowicie popularne, bardzo łatwo je kupić, nawet w zwykłym sklepie sportowym. Są też na wielu maratonach na punktach odżywczych. PowerBar oferuje nam wersje Original lub owocową, naturalną. Ja wolę jednak tą Original. Dalej mamy do wyboru dużo smaków i wersję z kofeiną lub bez. I tutaj uwaga, smak ma znaczenie! Są smaki obrzydliwe, są bardzo dobre. Z kofeiną dobre jest jabłko a bez kofeiny truskawkowo-bananowy. Więc jak nie macie czasu za dużo testować, to polecam te smaki. Pamiętam, że kiedyś zjadłem jakąś marakuję i o mało nie zwymiotowałem :)

A za co lubię PowerBar? Za konsystencję, jest rzadki, łatwo się go połyka. Nie zalega w żołądku. Wybór smaków jak i dostępność jest bardzo dobra. Ma wygodne tubki, łatwo się zjada i wyrzuca. Ale jest dość słodki. Koniecznie trzeba go popić i dobrze wypłukać usta. Inaczej będziecie się lepić.

3) Squeezy 

Dla tych, którzy nie lubią sztucznych i słodkich smaków. Squeezy ma świetną ofertę żeli np. o smaku pomidora. Jest on lekko słony i rzeczywiście nie pozostawia w ustach słodkiego posmaku. Super sprawa. Poza tym ma świetną konsystencję i nie powoduje żadnych problemów z żołądkiem. Trochę ma małe tubki, więc jak ktoś potrzebuje zjeść trochę węglowodanów to musi ze sobą zabrać sporo tych żeli. Ale na pewno są one tego warte. Znam osoby, które nie tolerują żadnych słodkich żeli i właśnie Squeezy było dla nich rozwiązaniem.

To są moi trzej faworyci. A co jeszcze? Bardzo popularny jest Vitargo. Też jadłem go na maratonach. Dla mnie osobiście był za gęsty, ale jak ktoś spokojnie może zjeść go na punkcie odżywczym, to na pewno jest warty polecenia. Jadłem też żele GU, są świetne, rewelacyjne w smaku ale praktycznie niedostępne w Polsce… No i są dość gęste. Agisko robi bardzo fajny produkt z dodatkiem tłuszczu. Mi jednak na szybkie bieganie nie do końca pasował, czułem jak mi trochę leży na żołądku. Jednak na wolniejszy bieg albo zawodu ultra powinien być świetny. Smak też ma bardzo pozytywny. I na koniec jeszcze QNT, to jest taka bomba kaloryczna. Bo i ile inne żele mają ok 100 kcal to QNT ma 250 kcal w tubce. Ja kiedyś na nich biegałem maratonu i byłem zadowolony. Są bardzo rzadkie. Ale trzeba je dobrze popić.

Na pewno jest jeszcze trochę (a nawet dużo) żeli których nie jadłem i może za jakiś czas powstanie zupełnie inne zestawienie. Powyższe nie jest przeglądam całego rynku, ale są to moi dotychczasowi faworyci. W każdym razie, jaki nie wybierzecie, na pewno przed startem przetestujcie go na treningu. Najlepiej jedząc go podczas biegu, tempem, jakim zamierzacie biec na zawodach.

More from Bartosz Olszewski

Ostatnia 30stka, tapering i czas na wiosenne starty

Mogę śmiało powiedzieć, że najcięższe treningi mam już za sobą. W niedzielę...
Read More