Podsumowanie tygodnia 34.2015 – życie biegacza na kilka dni przed maratonem

tydzień 34

Wczoraj zorientowałem się, że przegapiłem kolejny odcinek podsumowania tygodnia. Wypadł tydzień 34, czas to nadrobić. Tym bardziej, że to dość ważny okres. Pokazujący co robię i jak postępuję w tych ostatnich dniach przed maratonem.

Tydzień zaczynam od poniedziałku, ale musicie mieć na uwadze, że cały ten okres jest przesunięty o jeden dzień. Zwyczajnie maraton był w sobotę, więc przesunąłem cały cykl. Od niedzieli byłem na diecie białkowej. W poniedziałek już mocno czułem jej skutki.

Ładowanie węglowodanów przed zawodami – kompendium wiedzy

Poniedziałkowe 4 km progowo

Do końca nie mogłem się zdecydować. Biegać 4 x 1200 metrów na przerwie 2 minuty. Czy może raz 4 kilometry progowo. W końcu po rozgrzewce zdecydowałem się na bieg ciągły. Zwyczajnie na 1200 nie miałem siły i szybkości. Brakowało energii. Cztery kilometry biegu progowego zrobiłem. I chociaż pierwszy kilometr był niemal 10 sekund za wolny, a puls cały czas szybował w górę, to udało się osiągnąć założony cel. Wróciłem do domu i zjadłem kolejną porcję kurczaka.

tydzień34_6

Wtorek to już ostatni dzień na białku i przy okazji 14 kilometrów rozbiegania. Wszystko w pierwszym zakresie. Tempem 4:10 – 4:20 biegało mi się naprawdę dobrze. Nawet na diecie białkowej, nawet po ścieżkach prowadzących wśród pół po pagórkowatym terenie. Wiedziałem, że tlenowo jestem znakomicie przygotowany. Zresztą to zawsze była moja najmocniejsza strona.

tydzień34_3

Często pytacie się, co ja jem na takiej diecie białkowej. Otóż jem, jak sama nazwa wskazuje, dużo białka. Unikam węglowodanów, praktycznie ich nie tykam. Zjadam też trochę tłuszczu, tego zdrowego. Polecam czytać etykiety i się samemu uczyć, co się z czego składa. Ale ogólnie jem: kurczaki, indyki, ryby, twaróg chudy, serki wiejskie, wędliny. Czasem trochę warzyw, ale nie jakiś strączkowych. Sałata, marchewka, pomidor. Do smaku dorzucam keczup. Do tego masło orzechowe, orzechy. Jajka po różną postacią. Raczej unikam smażenia i staram się wszystko gotować, robić w piekarniku albo na parze.

W środę biegałem 10 kilometrów lekko, kończąc szybkimi odcinkami 300+200+100 metrów. Od poprzedniej kolacji już jadłem węglowodany. Ale jeszcze byłem lekko przymulony. Tempo całkiem dobre, nawet na przebieżkach dawałem radę. Jeszcze trening z FMW Runners i to był koniec kolejnego dnia. Przy okazji muszę zaznaczyć, że cały czas dużo spałem! W tygodniu przedstartowym zawsze staram się w pełni wysypiać. To podstawa regeneracji. Jak staniecie na starcie bez odpowiedniej liczby snu, to na pewno nie wyjdzie Wam start życia.

Sen – fundament treningu biegacza

Czwartek standardowo wolny. Dwa dni przed startem leżą i nic nie robię. Jem.

Kolacja dzień przed zawodami

Piątek to poranny rozruch. Biegałem około 25 minut, tempo średnie w okolicy 4:00 min/km, nawet 3:58 min/km. Pierwszy zakres. Jest forma, teraz tylko dowieźć ją na Islandię. Jeszcze dwie przebieżki na koniec i byłem gotowy. Czekała mnie długa podróż, tym się martwiłem. Ale jak się okazało, wcale tak bardzo mnie nie zmęczyła. Szybkie przesiadki, nigdzie nie „koczowaliśmy”. Wieczorem zjadłem swoją standardową kolację i poszedłem spać. Byłem gotowy.

Finisz maratonu w Reykjaviku

Sobota to już maraton. Nie będą tutaj wiele pisał, wszystko macie w tych dwóch wpisach:

Reykjavik Marathon – część pierwsza relacji

Reykjavik Marathon – część druga relacji

Po maratonie spędziłem cały dzień w samochodzie. Tyłek prawie mi odpadł. Ale dla takich widoków warto było.

Ice Lagoon

Niedziela to dzień wolny. Czułem się na tyle dobrze, że nawet bym pobiegał. Ale szczerze, kompletnie mi się nie chciało!!!

Jeżeli macie jakieś pytania co do tych ostatnich dni przed startem docelowym, to zadawajcie śmiało. Na wszystkie postaram się odpowiedzieć. Do usłyszenia za tydzień.

More from Bartosz Olszewski

11. PZU Półmaraton Warszawski – podsumowanie

Za nami 11. PZU Półmaraton Warszawski. Bieg na którego starcie stanęło 12794...
Read More