Podsumowanie tygodnia 25.2015

tydzień 25

Tydzień 25 to chyba jeden z najcięższych tygodni w 2015 roku. Po Biegu Marszałka byłem dosłownie wypruty. Leżałem jak zwłoki, bolała mnie głowa a nogi miałem w gorszym stanie niż po maratonie. Jednak bieg w takim upale bardzo dużo kosztuje organizm. Postanowiłem trochę odpocząć, dać na luz. Zrezygnowałem z szybkich treningów na bieżni, ograniczyłem się do wybiegań i drugich zakresów. Przy okazji świętowałem urodziny, byłem zającem w Garwolinie oraz przebiegłem niemal cały maraton na treningu w sobotę :)

Ponieważ niedzielę zrobiłem wolną, to w poniedziałek postanowiłem wyjść na 20 kilometrów rozbiegania. Matko, jak ja się męczyłem. Fizycznie i psychicznie. Dawno tak mi się nie chciało. Wróciłem do domu, położyłem się i myślałem jak wrócić do żywych. Przy okazji cały czas jadłem słodycze. Zawsze po zawodach włącza mi się jakieś dodatkowe ssanie. Tak jakby to, które mam na co dzień, było niewystarczające…

Klasyczne BNP
Klasyczne BNP

We wtorek odpuściłem, zwyczajnie się poddałem. Nie miałem siły. Poszedłem na saunę. Poczytałem książkę. Na środę rano umówiłem się na wspólny bieg. BNP, od 4:20 do 3:40. To był jedyny sposób, żebym wyszedł rano biegać, zrobił mocny trening i wrócił do normalnego treningu. I tak się stało. Rano stawiłem się na Agrykoli. Ruszyłem, na początku ociężale, jak słoń. Ale z każdym kilometrem szybciej i szybciej. W końcu wyszło na to, że zaczęliśmy od 4:10 a kończyliśmy na 3:33 min/km. Przynajmniej ja kończyłem, bo Hubert jeszcze przywalił kilometr w tempie, w którym mógłby się ścigać na 5 kilometrów :)

Podbudowany tym biegiem w czwartek obchodziłem urodziny. Tort, ciasto, cukierki, te sprawy. Lekko nie było, ale wyszedłem biegać i wyszedł z tego świetny trening. Średnia poniżej 4:00 min/km i 20 kilometrów na liczniku. Miało być rozbieganie, ale skorzystałem z dobrej formy i biegłem sporo szybciej. Myślałem nawet o 27 – 30 km, ale poszedłem po rozum do głowy i wróciłem do domu.

Urodzinowy trening
Urodzinowy trening

W piątek chciałem trochę odpocząć. Jednak byłem zmęczony środą i czwartkiem. Wyszedłem rano z bratem ( 5:00 a my już biegliśmy! ), 15 km, tempo żółwie, chwilami odstawałem i myślałem, że się zatrzymam. Problemem było też pasmo biodrowo-piszczelowe, które ponownie mi zaczyna dokuczać, i chwilami mocno mnie spowalnia. Walczę z tym przed każdym treningiem i mam nadzieję, że szybko sobie z tym poradzę.

tydzień25_7

Za to sobota to było dopiero długie wybieganie. Wyszedłem z zamiarem biegania 30 km 1/1 Czyli jeden kilometr szybko, drugi trochę wolniej. Już po pierwszych krokach wiedziałem, że nie ma opcji. Jednak zmęczone miałem te nogi, nie chciałem ich już dobijać. Postanowiłem spokojnie pobiec długie wybieganie. Tym bardziej, że w tempie 3:50 – 4:10 biegło mi się naprawdę komfortowo. Problem w tym, że coś źle wyliczyłem, źle pobiegłem i okazało się, że jestem na Młocinach a na liczniku mam już 29 kilometrów. Chciałem wrócić autobusem, ale już z Bielańskiego szybciej było biegiem niż autobusem. Więc dobiegłem na Bemowo i wyszło 40 kilometrów. 2 godziny 40 minut biegu. Chyba najdłuższy trening w moim życiu. Resztę dnia spędziłem w łóżku :)

tydzien25_long

W niedzielę byłem zającem! Prowadziłem bieg Kasi na 40 minut. Było 40 minut i 15 sekund. Ona była gotowa na wynik, ja jestem kiepskim zającem :) Ale tak serio, to to zającowanie jest super, ale bardziej mnie stresuje niż sam bieg. Jak sam biegnę to doskonale wiem, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy złapać głębszy oddech. Wiem, kiedy jest czas zacząć finiszować, potrafię oszacować, ile mogę nadrobić, jakie muszę mieć międzyczasy. Jak prowadzi się bieg komuś, to trzeba to wszystko wyczuć, szacować, domyślać się. Kasia pobiła rekord życiowy grubo ponad minutę, a 3 z przodu to tylko kwestia czasu.

tydzień25_6

Co do Garwolina, to jeszcze jedna zabawna sytuacja. Poszliśmy sobie potruchtać i okazało się, że dołączyliśmy do ostatniego zawodnika biegu. Za nim jechała już kolumna zamykająca zawody. Przyłączyliśmy się, zachęciliśmy do biegu i truchtem pokonaliśmy ostatnie 500 metrów. Super sprawa. I jedno wam powiem, ostatni ma lepszy doping niż zwycięzca :D A po biegu…

Po zawodach trzeba się nagradzać. Nawet jak się jest tylko zającem :)
Po zawodach trzeba się nagradzać. Nawet jak się jest tylko zającem :)

Wieczorem jeszcze 13 kilometrów BNP z bratem po Lesie Bielańskim. Zawsze jak jestem w pobliży to zakładam buty i idę tam pobiegać. Najlepsze miejsce!

Podsumowując, nie zrobiłem nic na tempach startowych. Jeden dzień zrobiłem wolny. W piątek tylko lekkie 15 kilometrów. Dałem sobie odpocząć od szybkiego biegania w tym tygodniu, za to zamierzam zmniejszyć objętość w następnym i zrobić kilka solidnych treningów. Pewnie będzie to On The Run i jakieś zawody w weekend. Dziś już czuję się dużo lepiej, o zmęczeniu po Sulejówku zapomniałem i skupiam się na kolejnych startach.

More from Bartosz Olszewski

Rozciąganie nie zawsze pomaga!

Rozciąganie, temat rzeka. Wszyscy w koło krzyczą, że jest konieczne w treningu...
Read More