Podsumowanie tygodnia 22.2015

tydzień 22
Walimy z pięty ;)

Tydzień 22 za mną. Siedem dni wzlotów i upadków. Ale już dziś spokojnie mogę napisać, że to był jednak kolejny udany tydzień. A naprawdę było blisko kompletnej klapy. Nie wiem jak, ale mój organizm w ostatniej chwili się ogarnął i zrobiłem wszystko co planowałem.

W poniedziałek biegałem około 20 km lekkiego rozbiegania. We wtorek rano wyszedłem przed pracą na 15 kilometrów z bratem. Ale pierwszym sprawdzianem i zarazem mocnym treningiem w tygodniu miał być wieczorny On The Run. Szczerze powiem, że w dzień byłem wrakiem. Ledwo powłóczyłem nogami i zasypiałem na każdym rogu. W dodatku cały dzień lało. Jak napiszę, że mi się kompletnie nie chciało to i tak nic nie napiszę. Co do samego biegu to opisałem go już w oddzielnym poście podsumowującym te zawody. 

IMG_9680

Wyszedł bardzo mocny i udany trening. 5 kilometrów ze średnim pulsem 182 i maksymalnym 189. Biegnąc samemu w życiu bym się do czegoś takiego nie zmusił. Przypuszczam, że jakieś 191 – 192 to mój maks. Po zawodach jeszcze potruchtałem 3 kilometry. W domu byłem późno w nocy. Spałem chyba cztery godziny bo z samego rana musiałem jechać do pracy. I zaczęły się problemy.

Nie wiem czym to było spowodowane, ale strasznie drobiłem pierwszy kilometr, kadencja prawie 200
Nie wiem czym to było spowodowane, ale strasznie drobiłem pierwszy kilometr, kadencja prawie 200

O środzie to chciałbym zapomnieć. Zacząłem biec i skończyłem po kilometrze. Ostatnio przerwałem trening może z rok temu, więc możecie sobie wyobrazić jak się czułem. Chwilę posiedziałem, ogarnąłem się i zrobiłem z grupę FMW runners kilka podbiegów. Czwartek to dalej ciężkie nogi, ale rano udało mi się zrobić długie wybieganie w pierwszym zakresie. Wieczorem jeszcze trening z AdgarFit. W piątek wyszedłem z bratem na 20 km. Biegłem bardzo lekko cały czas myśląc o tym, żeby starczyło mi sił na sobotę rano. Planowałem tam zrobić mocny trening na Agrykoli. Musiałem do niego dobrze wypocząć i mieć „luźną” nogę.

tydzien22_2015_1

No i nie wiem jakim cudem, ale udało się. W sobotę o 8:15 biegłem z Hubertem 10×400 + 8×400 na przerwie 200 metrów (70 sekund). Pierwsze 16 odcinków po 72 sekundy, ostatnie dwa po 70 sekund. Poszło całkiem dobrze. Dopiero ostatnie dwa trochę rzeźbiłem :) Kolejny trening szybkości zrobiony, a ja coraz bardziej zaprzyjaźniam się z bieżnią. Powoli stają się to moje ulubione treningi. Nie znoszę ich biegać sam. W parze sprawiają bardzo dużo przyjemności.

Wieczorem byłem już w Krasnopolu. Zrobiłem z Kasią jeszcze rozbieganie i kilka podbiegów o których pewnie przeczytacie w jej relacji. Siedzi obok i coś tam skrobie na laptopie :D A w niedzielę kolejne rozbieganie. Myślałem nawet nad akcentem, ale byłem zbyt zmęczony. Przełożyłem to na poniedziałek, będę chciał zrobić bieg ciągły. A teraz czas odpocząć i się zregenerować, to nie był łatwy tydzień.

IMG_9949

Jeszcze w poniedziałek i czwartek robiłem dużo ćwiczeń stabilizujących. Czyli grzbiet, brzuch, biodra, pośladki. Na pośladkach do dziś mam zakwasy :) Zamierzam kontynuować tę tradycję i przynajmniej dwa razy w tygodniu trochę czasu spędzić na karimacie.

Z wniosków po tym tygodniu mogę jeszcze powiedzieć, że po zawodach musicie dobrze wypocząć, nawet jak nie czujecie zmęczenia. Zawody uwalniają w nas dodatkowe pokłady energii. Mamy więcej sił, inny próg bólu i zmęczenia. Dlatego często po biegu lekceważymy go trochę i zamiast dobrze odpocząć to zaraz zaczynamy następne treningi. Jednak to się zawsze źle odbija na naszym organizmie, jak pokazały u mnie kolejne dni po On The Run.

IMG_9426

To tyle na dziś. Pozdrawiam, miłego wieczoru. A ja zmykam na saunę i wskakuję do lodowatego jeziora. Trzeba zadbać o nogi. W końcu jutro progowy :)

More from Bartosz Olszewski

Historia pewnej kontuzji

Czas chyba zakończyć tę przerwę w blogowaniu. Po urazie, którego doznałem w...
Read More