Podsumowanie sezonu jesień 2014

bieganie blog

Koniec wakacji, czas brać się do roboty. Nie wiedziałem od jakiego wpisu zacząć. Czy napisać coś o planach na najbliższe miesiące, czy może o treningu. Ale w końcu stwierdziłem, że zanim zacznę pisać coś o przyszłości to czas rozprawić się z przeszłością.

Nie lubię robić takich wpisów. I to nie ważne, czy miałem udany sezon czy nie. Raczej to co było zostawiam za sobą i idę dalej. Stawiam sobie nowe cele i staram się je realizować. Ale ten sezon był wyjątkowy. Właśnie dlatego, że nie był za bardzo udany. Dlatego dokładnie analizowałem co robiłem, jak wyglądał mój trening. Gdzie popełniłem błędy. Co mogę zmienić, co dodać a z czego zrezygnować, żeby na wiosnę 2015 prezentować się lepiej.

No bo nie ma co ukrywać i trzeba powiedzieć sobie to jasno. Dla mnie to był najgorszy sezon odkąd zacząłem biegać. Anie jednej życiówki. Anie jednego większego sukcesu. W ogóle cały czas kłody pod nogi. Tak naprawdę po zwycięstwie w Rimini zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Moim zdaniem wtedy za bardzo odpuściłem. Nie ma co ukrywać, to był okres jednej wielkiej rozpusty. Wróciłem do bieganie i na dzień dobry kontuzja. Zapalenie kaletki…

DSC03445

Oczywiście starałem się jakoś sobie z tym poradzić. Skończyło się na tym, że niemal zupełnie zablokował mi się staw skokowy. Ledwo chodziłem. Zrobiłem przerwę, starałem się robić jakiś trening uzupełniający. Wróciłem tak szybko jak tylko mogłem. Miałem bardzo dużo do nadrobienia, czas gonił. Niestety nie zaleczyłem tego do końca. Mój błąd i nauczka na przyszłość. Zaczęły dokuczać mi rozcięgna podeszwowe. I tak dalej w sezon, każdy trening z jakimś urazem. Pisząc to zastanawiam się, dlaczego my biegacze innym radzimy dobrze a sami robimy czasami takie głupoty. Bo potrafię rozumieć mój upór w treningu. Mogłem realizować normalne jednostki. Ale trudno, żeby bieganie sprawiało Ci przyjemność jak kojarzy się w pewnym momencie tylko z bólem. Dlaczego nie poszedłem do lekarza? Chyba nikt na świecie nie zna odpowiedzi na to pytanie. W każdym razie stan się unormował. O ile zastane rozcięgna potrafią dokuczać to później nie przeszkadzają już w bieganiu.

upał

Na chwilę koniec o kontuzjach, teraz o trening. Realizowałem oczywiście trening maratoński do Maratonu Warszawskiego. Moim zdaniem błędem było to, że 3 rok z rzędu jechałem tym samym schematem. Bardzo dobrym, bardzo skutecznym. Ale organizm do wszystkiego potrafi się przystosować. I zaczął się przystosowywać do moich drugich zakresów. 30 km po 3:45, proszę bardzo, od ręki. 5*1km po 3:10, tylko w wyjątkowy dzień i z wiatrem… Nie można w pewnym momencie poprawić się w maratonie, nie mając odpowiedniego zapasu prędkości.

Druga sprawa to zupełny brak treningu uzupełniającego. Robiłem tego dużo w zimę. Byłem potwornie silny ale też potwornie tym zmęczony. Nie znalazłem odpowiedniego balansu pomiędzy objętością biegową, treningiem siłowym i regeneracją. I moim zdaniem to też odbiło się na moich startach. Pierwszym szybszym starte miał być Bieg Marszałka w Sulejówku. I to był dzwonek alarmowy mówiący „nie jesteś w formie!”.

IMG_2232

Cały czas kręciłem się w okolicach 33 minut na 10 km. To słabo, powinno być o minutę szybciej. W końcu naprawdę zawziąłem się na trening. Zwiększyłem trochę objętość. Zrobiłem kilka bardzo mocnych jednostek. Pojechałem na kilka dni na Mazury, gdzie zrobiłem bardzo mocny trening. Bieganie na tym wyjeździe pokazało mi, że jestem mocny, że potrafię się szybko regenerować. Zaraz miałem startować w półmaratonie. Pobiegłem z nadzieją łamania 1:10. No i klapa. Zmęczenie, beznadziejna taktyka i znowu nic z tego nie wyszło. Ale już wiedziałem, że nie jestem w lesie. Forma była, trzeba było tylko zrobić dobry tapering do Maratonu Warszawskiego.

Festiwal Biegowy w Krynicy

Trzy tygodnie przed Maratonem pojechałem do Krynicy. Tam w ramach treningu miałem biec 34 km po trasie Koral Maratonu. Okazało się, że biegnę na 3 pozycji. Postanowiłem skończyć ten bieg. Pobiegłem 8 km więcej. Anie razy nie przekroczyłem pulsu 158. To było cały czas w drugim zakresie. Zaraz po tym biegu biegało mi się świetnie. Moim zdaniem nie miało to wpływu na start w Maratonie Warszawskim.

maraton_warszawski_2014_bymkiewicz_1

No właśnie, maraton. Przed startem treningi szły mi znakomicie. Wiedziałem, że stać mnie na życiówkę, wiedziałem, że mogę pobiec w okolicy 2:25. Niestety, wszystko prysło w jednym momencie. Szczegółową relację pisałem na tym blogu: Relacja z 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Złość, ale też cholerna motywacja do pracy. Nie znoszę, kiedy wszystko tak się kończy. Znalazłem sobie maraton w Rzeszowie. Chciałem przetestować kilka zmian w treningu i bezpośrednim przygotowaniu do startu. I pomimo czasu, byłem zadowolony. Piorunująca pierwsza połowa. To świetna nauczka na 2015 rok. Pokazała mi, ile i co muszę jeszcze zrobić, żeby wytrzymać takie tempo.

rzeszow_1

Następie przyszedł czas na ostatni maraton w sezonie. Las Vegas Marathon. Znowu 5 tygodni znakomitego treningu. Okres pomiędzy Maratonem Warszawskim a maratonem w Vegas uważam za najlepszy okres treningowy w moim życiu. Wszystko było dobrze. Kręciłem znakomite czasy na treningach. Oczywiście coś musiało się schrzanić. Zaczęła dokuczać mi mocno prawa noga. Promieniujący ból, efet „składania” się nogi do środka. Ból w pachwinie i w biodrze. Wszystko na raz. Ale ok, nie ma co smęcić. Nie przerwało, ani nie przyszkodziło mi to w treningu. Było szybko, było bardzo dużo treningu uzupełniającego. Został już tylko maraton. No i wyszło jak w Warszawie. Z tym wyjątkiem, że w Vegas byłem w dużo lepszej formie. Tam musiał paść rekord życiowy. To był bieg do wygrania. Byłem drugi. Szczegółowa relacja: Maraton w as Vegas – relacja część 1 i część 2

Las Vegas Marathon

No i traz tak. 4 maratonu. 3 i 2 miejsce. Dwa poniżej 2:30. Ale pierwszy raz odkąd zacząłem biegać nie udało mi się przesunąć na wyższy poziom. Tak zakotwiczyłem się na 2:26 – 2:30, że naprawdę czuję, że mógłbym co tydzień tak biec. Za bardzo nie ma się z czego cieszyć.

buty

Ale żebyście nie myśleli, że leżę i płaczę. Bo jak napisałem, że nie poszedł mi maraton w Warszawie to wielu „mistrzów analizy psychologicznej” stwierdziło, że leczę kompleksy i swoją frustrację wylewam na blogu. Tak jakby czymś złym było napisanie, że coś nie wyszło. Nie, nie jest. Pytanie tylko co teraz z tym zrobisz? Ja wyciągam wnioski. Poprawiam to co zrobiłem źle i jadę dalej. O przeszłości zapominam. Patrzę w przyszłość z nadziejami na lepszy sezon i lepsze wyniki.

Nigdy nie miałem tylu biegowych przemyśleń. Po maratonie w Vegas wypocząłem nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Dziś poszedłem na pierwszy trening. Mam już wszystko w głowie. Mam wszystko z grubsza zaplanowane. Teraz jeszcze czas wgryźć się w szczegóły i na wiosnę trzeba będzie zrobić to, co nie wyszło tej jesieni. A szczegóły dotyczące moich przygotowań, zmian i przemyśleń treningowych poznacie w najbliższym wpisie. Ja tymczasem kładę się spać :)

 

More from Bartosz Olszewski

Opaski Compressport R2 – recenzja

Dziś mam przyjemność zaprezentować opaski kompresyjne Compressport R2. Dlaczego przyjemność? O tym...
Read More