Podsumowanie roku 2015 – część 1

podsumowanie roku

Zaraz będzie luty, a ja dopiero biorę się za podsumowanie roku 2015. Ale stwierdziłem, że muszę to zrobić, żeby zamknąć ten rozdział i w końcu na 100% rozpocząć treningi i skupić się na startowaniu w roku 2016. W dodatku 2015 był najlepszym rokiem w mojej biegowej karierze. Warto jeszcze raz się przyjrzeć, co składało się na ten sukces.

Od czego zaczął się rok 2015? Tak naprawdę od głodu sukcesów. Poprzedni rok nie był wesoły, więc 2015 zacząłem nastawiony na mocny trening, z rozplanowanymi startami i chęcią rywalizacji. Po pierwsze chciałem się uporać z barierą 1:10 w półmaratonie. To chodziło za mną od dawna i w końcu musiało się stać. W tej chwili brakuje mi tego głodu. Prawdę jest, że łatwiej się atakuje niż broni zdobytej pozycji. Porażki dają kopniaka do działania a sukcesy rozleniwiają.

Prom Classic

2015 zacząłem we Francji. Na początku stycznia pobiegłem w Kalenji Prom Classic. Bardzo mocno obsadzony bieg na 10 km. Poleciałem tam bez specjalnego przygotowania, trochę z marszu. Chciałem zobaczyć gdzie się znajduję, gdzie jest moja forma i zacząć przygotowania. Z lekką nadwagą i po olbrzymiej kolacji udało się pobiec równo 33 minuty. Było dobrze, nic nie bolało, nadeszła pora na trening i starty kontrolne.

on the run

Daw dni później zająłem drugie miejsce w biegu On The Run. Dobry, mocny trening. Zadowalający czas, pomimo całego dnia na nogach. Dalej mocno trenowałem, postawiłem na szybkie odcinki. Dorzuciłem do tego sporo pracy na siłowni i tym sposobem doszliśmy do walentynek.

walentynki_bieg_par

A tam razem startowaliśmy z Kasią w I Biegu Par w Parku Skaryszewskim. Dziś wydaje mi się, że był to mój najszybszy bieg na dystansie 5 km. Co prawda trasa miała trochę więcej, nie było atestu i nie ma co tutaj dużo gdybać co by było gdyby. Ale w tym momencie na pewno byłem na poziomie 15:20 – 15:30 na 5 km na atestowanej prostej trasie. Życiowa forma, chyba trochę za wcześnie. Wieczorem pobiegliśmy jeszcze w Biegu Walentynkowym On The Run. Ale tam pomyliłem trasę. Nie mniej jednak ponownie byłem bardzo szybki i poranny bieg nie sprawił na mnie większego wrażenia.

półmaraton wiązowski

W tym momencie trochę się pogubiłem. Trzeba było odpocząć i ponownie przycisnąć. Ja przycisnąłem odrazu, trochę odczułem już trudy treningu. Trening nie sprawiał mi już takiej przyjemności, zapętliłem się. Zbliżał się Półmaraton Wiązowski. Chciałem przycisnąć, wypocząć przed samymi zawodami i zaatakować 1:10. Nic z tego nie wyszło. Byłem zbyt zmęczony, nie wypocząłem, warunki nie dopisały a ja pobiegłem źle taktycznie. Na mecie 1:10:48 i zostały cztery tygodnie na to, żeby uporać się z magiczną dla mnie barierą.

on the run

Postawiłem na dwa tygodnie mocnego treningu. Po drodze pobiegłem w On The Run trzeciej edycji gdzie wygrałem i zaprezentowałem naprawdę dobrą formę. Wszystko z mocnego treningu. Tydzień przed półmaratonem chciałem sprawdzić jeszcze raz na co mnie stać i „przedmuchać nogę i płuca”. Miało być 10 km w tempie półmaratonu. Padło na GP Warszawy. Czas na mecie 32:28, trasa jest niedomierzona, więc było idealnie. Na zdjęciu widać, że waga startowa już jest. Na tym biegu byłem bardzo wycieniowany. Pilnowałem diety, pilnowałem wypoczynku, treningi były jak szyte na miarę. W końcu nadszedł sądny dzień.

gp warszawy

Tak naprawdę przed żadnym innym biegiem tak się nie stresowałem. Z jednej strony lubię presję, lubię pod nią startować, lubię tę adrenalinę. Z drugiej strony, każdy liczył na to, że w końcu się uda. Kolejna porażka oznaczałaby nie tylko kolejne próby walki z tym czasem, ale również kolejną porażkę i kolejny raz musiałbym wyciągać wnioski, kombinować i przyznać się do błędów treningowych.

Nie zagłębiając się w ten bieg, udało się. 1:09:56. Ostatni kilometr to była już walka o przetrwanie. Jak zobaczyłem zegar to prawie się popłakałem. 100 metrów przed metą już wiedziałem. Udało się. Wszystko co zaplanowałem na 2015 właśnie się stało. Relację z całego biegu możecie przeczytać tutaj: Półmaraton Warszawski 2015.

meta_magda_lewandowska

Nigdy po żadnych zawodach tak mi nie ulżyło. Nigdy nie spadała ze mnie taka presja. Przyszedł czas maratonu. W ostatniej chwili wybrałem Lipsk. Dość płaska trasa, dość blisko, szansa na dobrą pozycję. Biegłem z lekką głową, specjalnie nie zależało mi na życiówce. Ale dzień przed biegiem wiedziałem, że mam super formę. Pierwszą połowę pokonałem w 1:12. Żałuję, że cały bieg musiałem pokonywać samotnie, skończyłem z życiówką 2:25:16 W tej chwili to już był niesamowicie udany sezon. Brałbym go w ciemno.

LM-2015-17

Gdzieś między jednym startem a drugim dostałem zaproszenie na Wings For Life World Run. Początkowo wcale nie chciało mi się tam jechać. Perspektywa pokonania ponad 60 kilometrów jakoś mnie nie zachęcała. Nie myślałem o tym. W momencie kiedy już zrobiłem wszystko, co miałem zrobić, stwierdziłem, że to może być dobra zabawa. Po Lipsku nic mnie nie bolało. Zrobiłem jeszcze kilka treningów żeby się rozruszać po maratonie i w pierwszy weekend maja stanąłem na starcie Wings For Life.

Zdjęcia chronione prawami autorskimi. Na portalu Facebook można udostępnić je jedynie klikając "Udostępnij".

Co było dalej wszyscy pewnie wiecie. Zakładałem przebiegnięcie ok. 70 km, wyszło trochę ponad 73. Okazało się, że nie tylko wygrałem w Polsce, ale byłem jednocześnie 8 na świecie. Trochę zabrakło mi sił i doświadczenia po 55 kilometrze biegu. Uważam, że można było z tego wycisnąć więcej. Ale bieg był na tyle medialny i nagłośniony w TV, że usłyszała o nim cała Polska. W ten sposób w 5 tygodni osiągnąłem chyba 3 najlepsze rezultaty biegowe w moim życiu. To był naprawdę sezon którego nie mogłem sobie wymarzyć. Sezon, który w tym momencie powinienem skończyć.

Jacek, dziękujemy za koszulki, są świetne!
Jacek, dziękujemy za koszulki, są świetne!

Niestety fantazja mnie poniosła. Chyba uznałem, że jestem niezniszczalny. I chociaż fizycznie czułem się dobrze, trenowało mi się również całkiem nieźle, to już zawody wyszły mi fatalnie. Pojechałem do Hajnówki i zaliczyłem jeden z najgorszych biegów w życiu, dosłownie odcięło mi zasilanie. Byłem bardzo zmęczony sezonem, ale sukces napędza sukces. Chciałem startować dalej. Pobiegłem jeszcze w kolejnej edycji On The Run zajmując drugie miejsce. Niby czas się zgadzał, ale nie było tej lekkości i radości ze startu.

Bieg Marszałka

Na fali sukcesów postanowiłem jeszcze zaatakować życiówkę na 10 km. Pojechałem do Sulejówka na Bieg Marszałka. Było potwornie gorąco a ja odcinałem już kupony. Skończyłem z czasem 33 minut. Co prawda wygrałem, ale to już nie było to samo. Zaczął dokuczać mi ITBS. Pojawiały się jakieś lekkie urazy. Jednak ambicja (w tym wypadku głupia) nie pozwoliła mi odpuścić tych 10 km. Jeszcze zrobiłem jedno przetarcie na 5 km wygrywając kolejny On The Run i pojechałem do Ursusa walczyć o nową życiówkę. To był zdecydowanie najgorszy mój bieg w 2015 roku. Gorszy niż półmaraton w Hajnówce. Po tym starcie powiedziałem sobie definitywnie koniec. W perspektywie miałem już obóz treningowy w Sankt Moritz i kolejne wyzwania. Chciałem odpocząć i być w pełni gotowy na jesienne starty.

ursus_biega_4

Podsumowanie pierwszej połowy 2015 roku

Z perspektywy czasu był to sezon niemal idealny. Nie złapałem żadnej poważnej kontuzji. Co prawda dokuczały mi różne urazu, ale reagowałem szybko i nie wykluczały mnie z treningu. Trening szedł idealnie. Lubię budować formę w oparciu o starty na krótkich dystansach, a tych było naprawdę dużo. Większość z pełnego treningu. Później idealnie półmaraton, maraton, ultra.

Popełniłem dwa błędy. Po świetnym starcie w Biegu Par w lutym powinienem zluzować, odpocząć trochę i ponownie przycisnąć. Wtedy moim zdaniem nie dość, że życiówka na 10 km byłaby zrobiona z marszu, to w dodatku Półmaraton Warszawski mógłbym zakończyć w grupie, która przybiegła jakieś 30 sekund przede mną.

Drugi błąd to starty po Wings For Life. Wygrałem kilka małych biegów, ale to już było odcinanie kuponów i zjazd w dół. W Ursusie na szczęście dostałem takie lanie, że wybiłem sobie z głowy zawody aż do Biegu Powstania Warszawskiego. Ale o tym już w drugiej części podsumowania 2015 roku.

More from Bartosz Olszewski

Opaski BV Sport Booster Elite – test

Jakiś czas temu w moje ręce wpadły opaski kompresyjne Booster Elite francuskiej...
Read More