PGE On The Run 3 – fatum przerwane i dublet na mecie

on the run

W końcu mogę powiedzieć, że wszystko odbyło się zgodnie z planem. Nie było żadnych niespodzianek, wpadek, problemów. Wszystko się udało. Bieg zakończony na pierwszym miejscu. W dodatku do domu wracaliśmy z dubletem, ponieważ wśród pań triumfowała Kasia. To był naprawdę wspaniały czwartkowy wieczór.

A muszę przyznać, że już powoli zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie działa jakaś zła karma. Na poprzedniej edycji nie ukończyłem biegu wyraźnie prowadząc. Ale już do tego nie wracajmy. Później Wiązowna i jakby nie patrzeć średnio udane zawody. Ale to i tak pikuś przy tym co spotkało Kasię w Suwałkach na biegu z okazji dnia kobiet. Miałem już o tym nawet nie pisać, ale to się nadaje na jakąś komedię Barei. Otóż poszliśmy się rozgrzewać, wracamy na start 5 minut przed godziną startu i okazuje się, że dziewczyny ruszyły na trasę już kilka minut temu. I tłumaczenie organizatora (organizatorem był OSiR a nie jakiś przypadkowy działacz z ratusza) „Panie podjęły spontaniczną decyzję o starcie, bo było im już zimno i dyrektor biegu się zgodził”. WTF? Nawet nie wiedziałem co powiedzieć. Ale jak widzicie mogliśmy zacząć się już zastanawiać, czy to nie jakaś klątwa.

ontherun_3_1

Trzecia edycja PGE On The Run miała być u mnie elementem treningu. Jeszcze we wtorek i środę zaliczyłem bardzo dużą objętość. W czwartek rano biegałem 10 km rozbiegania a o 18:00 prowadziłem trening. Więc lekko mówiąc, trochę kilometrów w nogach miałem. Na godzinę przed startem dowiedziałem się też, że jest zmieniona trasa. I oczywiście zacząłem się modlić, żeby jej znowu nie pomylić :) Było strasznie zimno, do ostatniej chwili siedziałem w samochodzie. W końcu na 20 minut do startu wyszedłem na 3 km rozgrzewki. Standardowo kilka przebieżek i byłem gotowy. Biegało mi się całkiem dobrze, lekko i szybko. No i w końcu się rozgrzałem.

Ustawiłem się na starci, szybkie odliczanie i ruszyliśmy. Pierwszy kilometr to takie „badanie nogi”. Zupełnie nie wiedziałem na co mnie będzie stać tego dnia. Poza tym wbiegaliśmy na wysokość Belwederskiej, więc początek to mocna siłowa praca. Spokojnie trzymałem się na drugiej pozycji i kontrolowałem bieg. Ze śmiesznych sytuacji mogę powiedzieć, że rowerzysta prowadzący bieg nie dał rady podjechać i później gonił nas na zbiegu. Ale dał radę :) Przebiegaliśmy też przy pomniku Chopina, gdzie można było posłuchać muzyki (mi w ucho wpadły może dwie nutki).

ontherun_3_5

Drugi kilometr to już trochę szybsze tempo. Trzymaliśmy się jeszcze w grupie trzech biegaczy. Ale ja cały czas biegłem na sporej rezerwie. W końcu jak zobaczyłem tabliczkę z drugim kilometrem, to znacznie przyspieszyłem. Szybko zyskiwałem przewagę i powiększałem ją do samej mety. Taśmę przeciąłem z czasem 16:12 jednak trudno to porównywać z jakimiś wynikami, bo trasa jest na tyle kręta, że GPSy wariują i każdy ma inny wynik. Ja z biegu jestem zadowolony. Tym bardziej, że po 4 minutach na metę jako pierwsza kobieta wbiegła Kasia, mocno zaskoczona swoim miejscem :) Paweł, który wygrał poprzednią edycję, tym razem skończył na czwartej pozycji, jednak poprawił swój czas i był zadowolony z biegu.

ontherun_3_4

Kilka słów o samym biegu. Trasa tym razem była świetnie oświetlona i nie sposób było się zgubić. Atmosfera On The Run jest genialna. Na mecie na biegaczy czekał makaron z pesto robiony w restauracji Belvedere (która znalazła się na liście polecanych restauracji przez przewodnik Michelin! ). Paweł jadł i zachwalał. Biegacze dostali bidony z izotonikiem. W pakiecie startowym tym razem znalazły się słuchawki. Mogę tak wymieniać i wymieniać. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z bardzo pozytywnym zjawiskiem, gdzie część imprez biegowych zmienia się w swego rodzaju eventy. Oferują bardzo wysoki poziom organizacyjny. Muzyka, liczne atrakcje, doskonała zabawa zarówno przed biegiem jak i po minięciu linii mety. O samym biegu nie wspominając. On The Run jak dla mnie w tej chwili wyrasta na odkrycie roku. Co potwierdza czas, w jakim rozchodzą się pakiety startowe. I zauważyłem coś jeszcze. Chyba żadne inne zawody nie mają tak wysokiej proporcji kobiet w stosunku do panów. Nie wiem dokładnie, jak rozkłada się statystyka, ale na oko jest to pół na pół.

ontherun_dublet

Po zawodach oczywiście spotkałem mnóstwo znajomych. Dużo osób z grup, które trenuję. Bardzo miła atmosfera. Jednak już spieszyłem się, żeby dokończyć to co zacząłem. Bo jak powiedziałem, On The Run 3 był dla mnie elementem treningu. Pobiegłem jeszcze na bieżnię zrobić 4 km + 2 km + 1 km i dopiero pojechałem do domu. O dziwo całkiem udane były te odcinki, nawet po zawodach. Osobiście już czekam na czwartą edycję i Was również zachęcam do startu w tych zawodach. Tylko się śpieszcie, bo pakiety rozchodzą się momentalnie!

Źródło zdjęć: Facebook On The Run

More from Bartosz Olszewski

Bo wszyscy biegacze to jedna rodzina…

Ostatnio startując trochę poza Warszawą naszły mnie przemyślenia, że niesamowici są Ci...
Read More