Ostatni tydzień przed Leipzig Marathon

Leipzig Marathon
Nawet chwili powagi... :)

Na ten tydzień zawsze czekam z niecierpliwością pół roku. Te 7 dni przed głównym startem w sezonie. W końcu odpoczynek, lekkie treningi, atmosfera zbliżającego się startu w startu. Jednak jak już jest poniedziałek, to chcę mieć to wszystko za sobą. Nie chce mi się czekać, robię się niecierpliwy i najchętniej już miałbym za sobą ten Leipzig Marathon.

Tak samo było i tym razem. Ze względu na bardzo pracowitą sobotę, ostatni naprawdę mocny akcent musiałem przełożyć na niedzielę. Było to 21 km w drugim zakresie. Biegałem w Parku Skaryszewskim. Po ciężkim tygodniu, gdzie codziennie chodziłem zmęczony i niewyspany, to był naprawdę świetny trening. Biegło mi się dość lekko, w bardzo dobrym tempie, a po treningu nie umierałem ze zmęczenia. Wiedziałem, że jest forma, teraz trzeba będzie ją tylko dobrze wykorzystać.

puls_21_2zakres
Lekko narastające tempo, bardzo dobry trening

 

A po biegu:

Ulica Baśniowa Lody
Nie ma lepszej regeneracji jak lody z Ulicy Baśniowej! :)

W poniedziałek biegałem 15 km, a we wtorek 10 km rozbiegania. Samo bieganie nie było złe, nie forsowałem tempa, starałem się odpocząć do środowych interwałów. Ale byłem już na diecie białkowej. O ile poniedziałek poszedł naprawdę dobrze (jeszcze sporo glikogeny miałem w mięśniach), to wtorek już był wyzwaniem. Po treningu szybko poszedłem spać. Najgorsza była środa. W pracy byłem trochę chodzącym zombie. Na niczym nie mogłem się skoncentrować (mam nadzieję, że moi przełożeni tego nie czytają ;) ). Za to po pracy odrazu pojechałem na Agrykolę robić 4×1200 w tempie półmaratonu. Rozgrzewka to już było wyzwanie. Biegło mi się trochę jak przez mgłę. Pierwszy odcinek 1200 metrów myślałem, że wręcz lecę. Biegło mi się dobrze i myślałem, że to tempo na 3:10 min/km, było 3:21 :) Taki efekt diety białkowej. Ale o dziwo potem było tylko lepiej. 3:18, 3:16 i 3:15 min/km. Oczywiście cały czas trzymałem intensywność półmaratonu. Po diecie białkowej jeszcze tak szybko nie biegałem na takim pulsie, zadowolony i ledwo żywy poszedłem prowadzić trening FMW Runners :) Wróciłem do domy i zabrałem się za jedzenie. Miód lał się gęsto ;)

IMG_5970

Czwartek to rozbieganie 8 km w tym 4 przebieżki. Całkiem dobrze, już było paliwo i całkiem szybko odbudował mi się organizm. Piątek wolny, postanowiłem w pełni odpocząć. Wróciłem z pracy do domu, obejrzałem Grę o Tron i poszedłem spać. Sobota to już wyprawa do Lipska.

Wyjechaliśmy o 8 rano. Droga jest idealna, 720 km autostrady. Tylko ostatnie 10 km to wjazd do Lipska. 6 godzin jazdy z postojami i byliśmy na miejscu. Odrazu trafiliśmy do biura zawodów, gdzie niestety mało kto mówił po angielsku i ciężko było się zapisać. Ja po niemiecku coś rozumiałem, ale odpowiedzieć już było mi dość ciężko :) Po kilku kursach po biurze zawodów w końcu się udało. Opłata na miejscu w ostatnich dwóch tygodniach to 60 Euro, więc nie mało. W pakiecie w sumie numer i ulotki, koszulkę można dokupić za 15 Euro. Było pasta party i małe piwo bezalkoholowe. Te opłaty zawsze wspominam, żeby ludzie w Polsce uświadomili sobie, że u nas wcale nie jest drogo. Bo ja rozumiem, że u nas się mniej zarabia, ale organizator ponosi bardzo podobne koszty organizacji.

IMG_6352

Spotkaliśmy też Kubę Szymankiewicza, który ostatnio w Pabianicach nabiegał 1:09:25 w półmaratonie. Będzie z kim biec. Zapowiada się naprawdę fajne ściganie i mam nadzieję, że żadne przygody na trasie nie zakłócą tego biegu. Ale to maraton. Jak mawia mój kolega Lucku, nigdy nie wiesz co się wydarzy, ale możesz być pewny, że coś się wydarzy.

Pozostała już tylko kwestia rozruchu. Czyli u mnie standardowo 6 km i na koniec 4 przebieżki. Mieliśmy to szczęście, że biuro zawodów było na terenie Uniwersytetu. A ten ma znakomitą (po tak dobrej jeszcze nie biegałem) bieżnię lekkoatletyczną. Wymiarowa, 400 metrów, pięknie usytuowana. Nie zastanawialiśmy się chwili, tylko przebraliśmy się na miejscu i pobiegliśmy potruchtać. Biegało mi się świetnie. Noga lekka, nic nie dokuczało. Po biegu zjadłem jeszcze makaron i pojechaliśmy do hotelu. Oczywiście nie zaprzepaściliśmy okazji na na bieżni 30 minut się wygłupialiśmy i robiliśmy zdjęcia :)

IMG_6295

Pozostała jeszcze kwestia kolacji i śniadania przed biegiem. Jako, że nie mogliśmy się zdecydować (jak zawsze) to wyszliśmy ze sklepu z pełnym koszykiem. Jedzenia starczy nam pewnie na tydzień, ale przynajmniej jest z czego wybierać.

Cała drużyna mogłaby się posilić :)
Cała drużyna mogłaby się posilić :)

Teraz jak publikuje się ten post na FB pozostało 30 minut do startu. Ja zaczynam rozgrzewkę. Trzymajcie kciuki, mam nadzieję, że to będzie dobry bieg. Nie ukrywam, że jak pogoda dopisze i będę miał z kim biec, to chętnie otworzę pierwszą połowę w tempie na życiówkę i dalej zobaczymy jak to się potoczy. Warto ryzykować, już o tym pisałem.

A w Polsce życzę powodzenia wszystkim startującym w Łodzi o Krakowie. Mam nadzieję, że Yared po raz kolejny pokaże, jak należy przygotowywać się do biegów i powalczy w Łodzi o najwyższe lokaty. Powodzenia wszystkim i do usłyszenia po biegu!

More from Bartosz Olszewski

Wolontariusz – cichy bohater każdego biegu

Piszę ten tekst, bo ostatnio kilka razy spotkałem się z sytuację, gdzie biegacze...
Read More