Orlen Warsaw Marathon trasa biegu krok po kroku (i 10 km też)

To już w niedzielę. Z perspektywy biegacza zdaję sobie sprawę co czujecie. Pewnie co chwila sprawdzacie pogodę, zastanawiacie się czy wszystko zrobiliście. Czy jeszcze coś zjeść. Jak zaplanować bieg. Wizualizujecie start. Ogólnie rzecz biorąc macie sraczkę przedstartową. Co oczywiście jest normalnym zjawiskiem i często nawet pomocnym. Dlatego dziś w ramach tej sraczki przedstawię trasę Orlen Warsaw Marathon i 10 km. Mam nadzieję, że Was uspokoję. Hmm, albo i nie :D

Zacznę od tego, że 10 km to tak naprawdę ostatnie 10 km maratonu (poza kierunkiem startu i pierwszym kilometrem). Więc nie będę robił oddzielnych opisów. Osoby startujące na 10 km mogą spokojnie pominąć 32 kilometry maratonu i przejść do swojego startu.

Start Maratonu

Ruszacie Wybrzeżem Szczecińskim na południe. To jest naprawdę super start. Z prawej Wisła i Stare Miasto oraz Centrum Warszawy w tle. Z lewej Stadion Narodowy. Przebiegacie pod wypasioną strefą startu i skręcacie w lewo. Macie tutaj lekki podbieg, następnie lekki zbieg. Ale spokojnie, to na tym etapie jest niezauważalne. Zwyczajnie nie gazujcie tam na złamanie karku i nie stresujcie się średnią prędkością na swoich GPS. Wbiegacie w aleję Waszyngtona. Lecicie prosto, zawracacie i tak minęły Wam pierwsze 5 km. To idealie płaski, równy odcinek. Dobry asfalt. Idealnie, żeby wejść w bieg. Mijacie dwa razy Saską Kępę i ulicę Francuską. Warto tam się wybrać po biegu. Jest gdzie zjeść czy wypić kawkę. Jak kibicujecie i czekacie na swoich zawodników, tym bardziej warto.

Praga Południe

Teraz skręcacie na południe. Wał Miedzeszyński, Zwycięzców, Saska i tak az do Fieldorfa oraz powrót Wałem. Płasko, równo, bez historii. I tak dobiegacie aż do 15 kilometra, kiedy to znajdziecie się na Moście Świętokrzyskim. Na niego trzeba minimalnie wbiec, ale serio, to jest minimalne nachylenie. Na tym etapie nie powinniście nic poczuć. Jak będzie ciężko już teraz, zatrzymajcie się gdzieś na lody i podwójne espresso, przemyślcie wybrane tempo oraz trening, taktykę na reszte biegu i ruszajcie dalej :D

Co to za profil?

A teraz profil trasy. Nie ukrywam, że jak go zobaczyłem, to się rpzeraziłem. Gdzie w Warszawie są podbiegi po 4 km? Myślałem, że będę miał gdzie robić długie progowe pod górę, ale szybko się zorientowałem, że ktoś chciał przestraszyć biegaczy. Żeby solidnie trenowali. A więc profil wyglada tak:

Prawda jest taka, że zbiegacie z mostu, skręcacie w lewo w Kruczkowskiego, potem Rozbrat i Myśliwiecka. Cały czas płasko! Później w prawo w Agrykolę. Przed Wami pojawi się potwór. To słynna Agrykola czekająca na swoje ofiery. Ze strachem w oczach dobiegacie do samego podnórza tej strasznej góry i skręcacie w prawo! Przed Wami aleja Hopfera. Tak, cały czas płasko! Dopiero teraz gdzieś przed 19 km skręcacie w lewo w Piękną. No to już nie zabawa. Solidny podbieg. Zwalniacie, relaksujecie się. Nie jest on jakiś długi, ale jak na standardy Warszawy, dość stromy. Kiedy będziecie już na górze łapiecie kilka głębszych oddechów, skręcacie w lewo i przed Wami naprawdę długie proste. 

Nie myśl, zrelaksuj się i biegnij

Zaraz za 20 kilometrem macie piękny zbieg. Odpocznijcie tutaj po podbiegu i nabierzcie sił na nastęne 10 kilometrów. Zapomniałem o tym wspomnieć, ale tutaj wszędzie powinni być kibice. Przy Agrykoli, na Moście Świętokrzyskim. Później na Ochocie wzdłuż Puławskiej. Więc łapcie pozytywną energię. Przy powrocie aż do Tamki będzie ich raczej mało. (wypowiedziałem już słowo Tamka, dreszcz przeszedł wszystkim po skórze… :) ). 

Druga sprawa, co ok. 2.5 km macie punkty odżywcze. Jedzcie, pijcie, polewajcie się. Ogólnie nie mijajcie tych punktów, są dla Was i bardzo mogę Wam pomóc. 

A więc ciśniemy tą Puławską. Przed chwilą coś się działo, teraz nudy. Równo, szeroko, płasko. Nawet lekko spadkowo. Na prawo od Puławskiej macie jedne z moich ulubionych lodzierni. Absolutnie zawsze w top3, Malinova. A ich nowy smak winogronowy… Poza tym jest genialny Jednorożec. Ale to może po biegu :)

Kilka słów o pogodzie w tym miejscu. Prognozy na teraz pokazują, że będzie z wiatrem. Więc spokojnie trzymajcie zakładane tempo. Możecie minimalnie nadrabiać jak rzeczywiście będzie wiało w plecy, ale minimalnie! I tak do Idzikowskiego. Potem wracacie Sobieskiego. Przepraszam, że się nie rozpisuję, ale nie ma co. Dopiero jak dobiegniecie do Gagarina i skręcicie w Podchorążych to coś się zacznie dziać. Z tego co pamiętam, jest tak kilku „śpiących policjantów” na drodze. Zawsze jakoś ciężko mi się tam biegło. Weźcie to pod uwagę i przygotujcie się mentalnie. Za to już po chwili jesteście na Czerniakowskiej. Spokojnie biegniecie w kierunku przeznaczenia. W kierunku wielkiej, potwornej Tamki!!! I to prawdopodobnie pod wiatr. Zostawcie coś w baku na podbieg!

TAMKA

O co chodzi z tą Tamką? Na profilu wygląda przeraźliwie, ale taka nie jest. Jest to solidny podbieg, ponad 20 metrów przewyższenia. Kilkaset metrów długości. Ale największa jego trudność polega na tym, że będzie to 33 kilometr. Więc macie naprawdę trudne zadanie. Dobiec tutaj z rezerwą sił. Wbiec nie maszerując i nie płacząc, nie modląc się do nieba ani nie wyklinać ludzi dopingujących „dobrze wyglądasz”. Oczywiście zwalniamy, wbiegamy na górę i teraz zaczyna się prawdziwy sprawdzian Waszej formy. Ale również zaczyna się najpiękniejszy fragment trasy. 

Ci od dychy też własnie wbiegli na Tamkę. Myślą, że mogą góry przenosić. Ale poczekajmy do 7 kilometra :D

Piękny szlak

Tamka, Krakowskie Przedmieście (lekko w dół), Miodowa, Bonifraterska. Serio, cudo. Starówka, piękne okolice, pełno kibiców. Jedyne utrudnienie to podłoże. Macie tutaj spor kamienia, ale równy, idealnie zrobiony. Nie musicie patrzeć pod nogi. Za to ten odcinek zawsze niesie na biegach. Jeżeli gdzieś macie przełamać kryzys, zmotywować się, wykrzesać resztkę sił, to właśnie tutaj. Idealnie zaplanowane. I mam nadzieję, że polecicie po tej Tamce jak na skrzydłach. A jak nie, macie tutaj tak bogatą ofertę kulinarną, że możecie się zatrzymać na chwilę. W końcu limit to 5 i poł godziny ;)

Ogień do mety

Po tych fajerwerkach architektonicznych macie kolejne ułatwienie. Piękny zbieg Zakroczymską i Krajewskiego. Później najprawdopodobniej odkryty odcinek z wiatrem na południe. 37,38,39 kilometr. Przetrzymajcie to i jesteście w domu. Wbiegacie na Most Świętokrzyski. Ponownie kibicie, dużo kibiców! Zbiegacie z mostu, Wybrzeże Szczecińskie. Już słychać huk z linii mety po drugiej stronie Narodowego. Jeszcze kilometr. Mały podbieg, ale już proszę Was, nie kalkulujcie. Zaciskacie zęby i ile sił. Mały zbieg. Skręcacie w lewo. Bardzo długa prosta. Tysiące kibiców. Piekna meta, wiwaty, konfetti :D Ogień, ogień, ogień. Do samego końca! W końcu dobiegacie, mijacie metę, 42 kilometry, 195 metrów. Nie tylko pokonaliście dystans, ale pełno kryzysów, chwil słabości, zwątpień. To jest Wasz dzień, cieszcie się nim, świętujcie, bawcie do rana. Albo biorąc pod uwagę stan większości biegaczy, wypijcie piwo i idzcie spać :D

Podsumowanie

To nie jest najprostrsza trasa, ale nie jest też jakaś trudna. Macie do pokonania dwa podbiegi. Ale tak samo są zbiegi. Są piękne fragmenty. Trasa jest tak poprowadzona, żeby było dużo kibiców. Świetna lokalizacja startu i mety. Zapowiadają się bardzo dobre warunki. Więc jak najbardziej podchodzcie do tego pozytywnie. To bedzie Wasz dzień, Wasz bieg! Jeszcze raz POWODZENIA i za wszystkich trzymam mocno kciuki w niedzielę. Niech moc, wiatr i warszawscy kibice będą z Wami!

Fot: RunningCreatives

More from Bartosz Olszewski

Nie rozpieszczaj organizmu podczas biegania

Od kilku lat obserwuję pewien trend w bieganiu amatorskim. Można powiedzieć, że...
Read More