On The Run po raz kolejny – relacja

On The Run
Humor mi dopisywał

Kolejny On The Run za mną, a raczej za nami. Razem z Kasią mamy już niezłą kolekcję szklanych statuetek, a do tego dochodzi jeszcze jedna mojego brata, który również raz wygrał ten bieg. My tym razem zgodnie zajęliśmy drugie miejsca. Ale to był naprawdę dobry bieg i chyba jestem z niego zadowolony, jak z żadnego innego On The Run do tej pory.

Start był o 23:00. Nawet nie wiecie jak mi się nie chciało. Zwykle o tej porze leżę już w łóżku i oglądam jakiś film, albo coś majstruję na laptopie. Mój organizm w żadnym wypadku nie myśli wtedy o bieganiu, raczej już się wyłącza i szykuje do odpoczynku. We wtorek rano biegałem 10 km na siłowni. Później jeszcze 30 minut ćwiczyłem stabilizację i starałem się popracować na ITBS, który mi dokucza od jakiegoś czasu. Następnie praca. Wróciłem do domu około 18:40 i w sumie to była nawet dobra pora na trening. Jednak nie tym razem. Poszedłem na godzinę spać. A później to już byłem chodzącym zombie.

Jadąc z Kasią na bieg myślałem, że zasnę za kierownicą. Jak dojechaliśmy, to razem zgodnie rozłożyliśmy siedzenia i rozwaliliśmy się jak na leżakach. Ogólnie motywacja i endorfinki ;) Możecie się spytać, po co nam te zawody?

on_the_run

No właśnie, bo takie zawody to znakomity trening. Ja w planach na wtorek mam szybkie odcinki interwałowe. Kasia chciała przetestować tempo biegu na 10 kilometrów. On The Run pasowało idealnie. Sam bym się nie zmusił to nabiegania 5 kilometrów poniżej 16 minut. W dodatku trasa w Łazienkach do łatwych nie należy, więc naprawdę był to spory wysiłek. Wysiłek, który mam nadzieję się opłaci. Nie każde zawdy należy traktować jako start docelowy. Nie mówię, że nie biegłem bardzo szybko, ostatni kilometr już wypluwałem płuca. Ale jednak to start z pełnego treningu, znakomity sprawdzian formy i odpowiedź na pytanie, gdzie teraz jestem.

No właśnie. A jak mi poszedł ten start? Bardzo dobrze. Założenie miałem takie, żeby nie wyrwać do przodu jak wariat. Trzymać cały czas równe, mocne tempo. Ale po trzech kilometrach nie chciałem być już zwłokami. I tak też się stało. Na metę przybiegłem z czasem około 15:57, ze średnim pulsem 181. Już kilkanaście minut po biegu czułem się bardzo dobrze. Błyskawicznie się zregenerowałem. Mogę powiedzieć, że zrealizowałem w pełni plan, jaki sobie założyłem na ten start.

on_the_run_3

Przy okazji chcę pokazać, jak na nasz organizm wpływa bieg, gdzie zaczniemy za szybko, a jak taki, gdzie idealnie rozłożymy siły. Czasy w On The Run sprzed miesiąca i w ten wtorek miałem identyczne. Chyba teraz nawet była wydłużona trasa. Wtedy rozpocząłem w 3:01, teraz w 3:15. Biegłem cały czas równo, nie cierpiałem. Ostatnio zwalniałem a po biegu byłem tak wyczerpany, że wisiałem na barierce i chciało mi się wymiotować. Po tym gorszym starcie cały tydzień się męczyłem i chodziłem jak potłuczony. Dziś już zapomniałem, że wczoraj biegłem 5 km. Pamiętajcie, nie zaczynajcie za szybko. Jak widać, mi też się to zdarza, ale na błędach trzeba się uczyć.

Ja już czekam na następny On The Run. Mam nadzieje, że tym razem nie odbędzie się o północy, bo trochę brakuje mi ostatnio snu :)

Aha, nie wiem czy wspominałem. Byłem drugi. Wygrał Wojtek Kopeć, który skutecznie zaatakował na kilometr do mety i nie dał się już doścignąć. W ogóle wybił mi z głowy ściganie go już w momencie ataku ;) Kasia też była druga. Ale tym razem do domu wracaliśmy w świetnych humorach. Chyba nawet w lepszych niż po biegu, który razem wygraliśmy. A na pewno w lepszym, niż mieliśmy przed biegiem!

More from Bartosz Olszewski

New Balance Fuel Core Sonic – „moje” odkrycie 2017 roku

Zawsze z dużą dawką sceptycyzmu podchodzę do nowinek technicznych. Lubię je, ale...
Read More