Niezłomny – recenzja filmu

niezłomny

Jakiś czas temu w kinach pojawił się film „Niezłomny” w reżyserii Angeliny Jolie. Film ten jest adaptacją książki o tym samym tytule (w angielskim wydaniu jest to „Unbroken”). Możecie się spytać, ok, ale co to ma wspólnego z blogiem biegowym? Pewnie większość z Was wie, a reszcie już tłumaczę. Otóż historia, oparta na faktach, przedstawia losy Louisa Zamperini. Amerykańskiego bohatera wojennego, który zanim trafił na front II Wojny Światowej reprezentował swój kraj na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w biegu na 5000 metrów.

Pierwsze co zrobiłem zaczynając pisać tą recenzję, to sprawdziłem, co napisałem na temat książki, na podstawie której powstał film. Szukałem, szukałem i nic. Naprawdę nie wiem jak mogłem nic nie napisać o tej książce. Bo jest to pozycja znakomita! I nie chodzi to o związek z bieganiem. Chodzi o olbrzymią dawkę motywacji i wiary jaka płynie z tej książki. Pokazuje okrucieństwo wojny. Chwilami aż ciarki przechodziły, kiedy czytało się kolejne strony. Ale pokazuje też, że nigdy nie należy się poddawać. Jeżeli jeszcze nie czytaliście to zdecydowanie polecam.

Louis Zamperini

A teraz wróćmy do filmu. Po takiej książce trudno mi było sobie wyobrazić, że film będzie równie dobry. No cóż, nie pomyliłem się, ale ile adaptacji filmowych dorównuje książkom? Na palcach jednej ręki bym policzył. Więc to jeszcze o niczym nie świadczy. Na początku filmu oglądamy, jak młody Zamperini z urwisa wchodzącego w częsty konflikt z prawek staje się znakomitym biegaczem. Bije kolejne rekordy akademickie, zajmuje drugie miejsce w kwalifikacjach olimpijskich i w końcu staruje w Berlinie w wielkim finale biegu na 5000 metrów. Zajmuje 8 miejsce, ale jest pierwszym zawodnikiem z USA i na wszystkich robi wrażenie jego piorunujący finisz. I tyle jeżeli chodzi o bieganie. Mało, ale to dobrze, bo to nie jest film o bieganiu.

Louis trafia do jednostki powietrznej i rusza na wojnę. Teraz będzie spoiler, więc przeskoczcie ten akapit, jak nie chcecie znać historii przed obejrzeniem filmu. Zostaje zestrzelony, dryfuje na Oceanie Spokojnym 47 dni! W końcu zostaje ocalony przez Japończyków, ale trafia do niewoli i tam zaczyna się jego nieszczęście. Już do końca wojny jego życie będzie obarczone torturami, zarówno psychicznymi jak i fizycznymi. Naprawdę tylko człowiek niesamowicie silny psychicznie i fizycznie mógł to przetrwać. I taki właśnie był Zamperini.

niezłomny_1

Ale właśnie, wróćmy do filmu. Jak to w Hollywood bywa, wszystko zostało pokazane moim zdaniem trochę zbyt „amerykańsko” i przy kilku scenach wręcz się krzywiłem z niesmakiem. Książka opisuje niesamowite cierpienia, zarówno te fizyczne jak i psychiczne. Pokazuje okrucieństwo wojny. Jak czytałem sceny ostrzelania samolotu czy kolejnych tortur, to naprawdę czułem się mocno poruszony. Natomiast film to mocno spłyca. Cały pobyt w kolejnych obozach to ciągłe okładanie kijem Zamperiniego. A już kulminacyjna scena, kiedy Louis stoi z jakąś kłodą nad głową, bardziej pasuje do filmu o superbohaterach. Rozumiem, że Hollywood kocha takie wzruszające i poruszające przedstawienia, ale dla mnie było to wręcz śmieszne i strasznie przekoloryzowane.

Nie mniej jednak Niezłomny to bardzo dobry film. Nie wiem czy jeszcze gdzieś go grają, ale na pewno warty jest obejrzenia. Nie jest to wybitne dzieło, nie zostanie mi w pamięci na lata. A wam też radzę w pierwszej kolejności sięgnąć po książkę, a dopiero potem zabrać się do oglądania filmu. Dobrego filmu ale nie dorastającemu książce do pięt.

More from Bartosz Olszewski

Bieżnia mechaniczna w treningu biegacza – wszystko co musisz wiedzieć

Przez wielu biegaczy uważana za zło ostateczne. Niektórzy w ogóle nie postawiliby...
Read More