Kiedy warto powiedzieć sobie STOP?

przerwa w bieganiu

Zawsze będę powtarzał, że podstawą sukcesu w bieganiu jest długotrwała, systematyczna praca. Tutaj nic nie mamy od ręki. Trzeba długo i systematycznie pracować na sukces. Z drugiej strony, żeby ten sukces osiągnąć, nie raz trzeba powiedzieć sobie STOP. Bo jeżeli w pewnym momencie wszystko Was boli, każdy krok sprawia trudność, to kolejny trening nie wnosi już nic do przygotowań. Jest jedynie odbębniony, żeby skreślić kolejne okienko w dzienniczku i mieć czyste sumienie.

Pewnie niektóre osoby to czytające (pozdrawiam Kasię i Pawła) pomyślą, że ktoś włamał się na moje konto i to pisze. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że człowiek uczy się na błędach. I obecnie są dni, sytuacje, kiedy na pewno wezmę sobie wolne. I albo poleżę i zwyczajnie odpocznę. Albo pójdę na rower, poćwiczę lub zwyczajnie pospaceruję. Treningów zastępczych mamy dziesiątki i dobrze wplecione w trening mogą nam często pomóc w budowaniu formy.

Ale wróćmy do tych przerw. Już pisałem o przerwach planowanych, tak zwanych roztrenowaniach: Roztrenowanie – wszystko co powinieneś wiedzieć. Na blogu podejmowałem również temat słuszności roztrenowań u biegaczy amatorów: Roztrenowanie, czy to ma sens? Jednak dziś chciałem napisać, kiedy warto zrobić przerwę, gdy nie jest to roztrenowanie:

  1. Coś nas boli. Jeżeli zmienia się Wasza biomechanika biegu to w ogóle nie ma o czym mówić. Bieganie w takim wypadku jest zwyczajnym robieniem sobie krzywdy. To się zawsze źle kończy i zamiast wyleczonej kontuzji mamy kolejną i kolejną. Jeżeli jest to lekki ból, przeciążeniowy, to z jednej strony wydaje się, że można trenować. Z drugiej to igranie z ogniem. A pamiętajcie, jesteście amatorami. Ja jako trener zawsze powiem, zrób sobie wolne. Decyzja należy do Was.
  2. Macie podwyższoną temperaturę. W ogóle bez gadania, nie ma sensu trenowanie z gorączką! Jak ktoś mi pisze, że pomimo gorączki zrobił trening i jest zadowolony, to mówię, żeby się pukną w głowę.
  3. Choroba również jest znakiem, że lepiej się wyleczyć. Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że bezwzględnie nie wychodzimy z łóżka. Lekki katar czy kaszel nie jest jeszcze tragedią. Ale jeżeli nie musimy trenować, to lepiej się wyleczmy.
  4. Ogólne osłabienie organizmu. Nie da się tego zdefiniować. Nagromadzony stres, kiepskie odżywianie. Mało snu. Ciężkie treningi. Jeżeli czujecie, że zwyczajnie jesteście wykończeni, wróćcie do domu, wypijcie kieliszek wina ;) i idźcie spać. Jedna dobrze przespana noc potrafi zdziałać cuda! Bieganie w takim stanie to odznaczenia w dzienniczku kolejnej kratki krzyżykiem. Nic więcej.

Zaskakujące jest to, ze amatorzy nie robią przerw, ponieważ panicznie boją się utraty formy. Czasem wręcz nie wiem co powiedzieć i jak przekonać kogoś, kto biega niemal codzienne i boi się trzech wolnych dni. A tydzień to już w ogóle zapomnij. Prawda jest taka, że robiąc kilka dni wolnego, nie tracicie z formy nic! Nawet tydzień przy założeniu, że w tym czasie nie będziecie tylko leżeć i objadać się ciastkami, nic Wam w formie nie popsuje. A jak jeszcze pójdziecie na basen czy rower to trening po tygodniu będzie dużo lepszy niż ten przed przerwą. NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ!

Najczęstszym pytaniem jakie dostaje, są pytania o kontuzje. Dwie podstawowe to ITBS i Shin Splints. Jak mówię, że konieczna jest przerwa to osoba z którą rozmawiam wygląda jakbym powiedział, że nigdy już nie pobiega. Dwa tygodnie przy założeniu, że w tym czasie będziemy nad sobą pracować, potrafi nas wyciągnąć z większości typowych kontuzji przeciążeniowych. A prawie zawsze kończy się to tak, że mija kilka miesięcy i ta sama osoba mówi: „nie udało się zrealizować celów. Cały sezon męczę się z kontuzją i nie wiem co mam zrobić”. Ale ciśnie interwały bo przecież zawalił start, więc musi się „odbudować”.

Artykuł powiązany: Bieganie z kontuzją, czy to ma sens?

Takich historii wśród amatorów jest pełno. Co ciekawe tutaj zawodowcy są dużo rozsądniejsi i wiedzą kiedy powiedzieć stop. Kiedy warto zrobić ten dzień czy dwa przerwy, żeby dać sobie chwilę odpoczynku. Odpuścić lekkie biegi, żeby ponownie być w gazie na te najważniejsze treningi.

Jeszcze raz powtórzę. Krótkie przerwy od biegania zupełnie nie wpłyną na Waszą formę! Żeby nie było, że gdybam, podam Wam kilka przykładów ze swoich treningów.

  1. Na 8 tygodni przed maratonem z życiówką 2:29 (z żadnego maratonu nie wycisnąłem więcej) złapałem ITBS. 2 tygodnie nie robiłem nic, tylko ćwiczyłem na karimacie. Pierwszy tydzień po powrocie to wysokie tętno, ale już następny byłem w gazie jak przed kontuzją.
  2. Przed Maratonem Warszawskiem kiedy pobiegłem 2:42 miałem najdłuższą kontuzję w karierze. 7 tygodnie nie przebiegłem nawet kilometra. Za to niemal codziennie jeździłem na rowerze. Wróciłem do biegania 5 tygodni przed maratonem. Poprawiłem poprzednią życiówkę o ponad 16 minut.
  3. Przed tegorocznym Wings for Life, w ostatnich dwóch tygodniach musiałem zrobić 5 wolnych dni wymuszonych kontuzją. Chodziłem lekko zdruzgotany, ale wiedziałem, że albo się wyleczę na start, albo mogę sobie zupełnie odpuścić te zawody.

Wszystko zależy od Waszego pozytywnego myślenia i nastawienia. Pamiętajcie, że często po przerwach najlepsi zawodnicy biją rekordy świata a najlepsi skoczkowie narciarscy zdobywają seryjnie złote medale olimpijskie ;)

I na koniec zaznaczam, że nie chce nikogo urazić. Sam nie raz i nie dwa pod tym względem kompletnie wariowałem. Gdybym był rozsądny to tych 7 tygodni przerwy by nie było. ITBS doprowadziłem do takiego stanu, że kolano chodziło mi jak zawiasy w starej stodole. Ale trochę wniosków z tego wyciągnąłem i nie chce, żebyście Wy powielali moje błędy. Tylko proszę, nie wymyślajcie na siłę, że Was coś boli i nie róbcie ciągle wolnego mówiąc w koło „bo WarszawskiBiegacz mówi, że jak boli to trzeba leżeć”. To już jest lenistwo. Znane mi dobrze, ale nie potrafię go usprawiedliwić ani u siebie ani u Was ;)

More from Bartosz Olszewski

Galen Rupp – Indor Record Machine

To co ostatnio robi Galen Rupp naprawdę jest imponujące. Bije halowe rekordy...
Read More
  • Bartosz Różański

    No to krótko na potwierdzenie. W zeszłym roku w sierpniu, biegałem już od dobrych 3 miesięcy, wg planu Danielsa. W pewnym momencie zaczęły boleć mnie piszczele. Tydzień odpoczynku i ćwiczeń i do dzisiaj nie mam problemu z tą kontuzją. W tamtym roku zrobiłem też dłuższą przerwę w grudniu. Dosłownie w miesiąc biegałem może z 5-6 razy. W tym czasie trochę dokuczał mi ITBS (chyba przez nowe buty) i dzięki tej przerwie i Twoim ćwiczeniom również ta kontuzja omija mnie do dzisiaj.

    Polecam przerwy. Nawet częściej niż 2 razy w roku.

  • Artur

    A taki ITBS nie wyklucza wizyty na siłowni, żeby popracować nad górą ciała ;)

  • Święte słowa, Bartek! Mogę tylko dodać żeby ewentualną przerwę dobrze wykorzystać. Ja miałam tendencję do nic-nie-robienia i jak wracałam do biegania po 2 tygodniach, wszystko wracało. I zdziwienie dlaczego ;) Przecież odpoczęłam…
    Tak więc, ćwiczyć, ćwiczyć i rozciągać się. Chyba, że to przemęczenie, wtedy dzień lenistwa może zdziałać cuda ;)

  • Cauchy

    temat idealnie trafiony do mojej sytuacji… dziękuję :)

  • Mikołaj Stoiński

    ciesze się, że już na początku przygody z trenowaniem trafiam na tego bloga ! po prostu dziękuję ! :)

  • Kuba

    Przerwa dobra rzecz. Sam miałem kiedyś 2 tygodnie przerwy przez ITBS po szybkiej konsultacji mailowej z Bartkiem. 2 tygodnie bez biegania ale za to z ćwiczeniami opisanymi na blogu, rozciąganie rolowanie. Od tamtego czasu ITBS już nie dokucza. Oczywiście jakieś ćwiczenia i rozciąganie nadal wykonuję raz lub dwa razy w tygodniu. Przerwa czasem się przydaje.

  • W moim odczuciu amatorskie (takie jak moje) bieganie jest dobre kiedy przekraczam granicę komfortu tak minimalnie. Malutkimi kroczkami. Żeby biegać długo trzeba czerpać z tego biegania małą łyżeczką.

    • WarszawskiBiegacz

      Racja. Jeżeli chcemy się oprawiać to warto tą granice przekraczaj, ale jak nie chcemy zaraz być mistrzami świata to wystarczy tak trochę i wyniki i tak idą do przodu.