Myślisz, że kontuzja to najgorsze co Cię może spotkać?

kontuzja najgorsze

Kontuzje są straszne. Nieustanne czekanie, aż się poprawi. Uciekające dni, uciekająca forma, przybywające kilogramy. Siedzisz i błagasz, żeby to się już skończyło. Wahania nastroju jak na diecie białkowej. Widzisz jak inni trenują, startują w zawodach, a Ty nie możesz nic zrobić. Czekasz i masz nadzieję, że już jutro, już po następnym badaniu czy już po następnym zabiegu wrócisz do biegania. Ale uwierzcie mi, to wcale nie jest w tym wszystkim najgorsze.

Kontuje przy dobrym nastawieniu można jakoś przetrwać. Nawet te długie. Tak naprawdę od pewnego momentu czekałem ze świadomością, że jak na coś nie mam wpływy, to nie ma co się tym przejmować. Nie przyspieszę tego. Moja zamartwianie się i zły humor nie sprawią, że raptem cudownie wyzdrowieję. Dlatego spokojnie czekałem. Ale jak pewnego dnia badanie pokazało, że jest już ok. Że mogę wracać do sportu i do tego sportu wróciłem. No to się zaczęło.

Powroty są tragiczne. Jak ja ich szczerze nie znoszę! Każdego dnia, na każdym biegu, zastanawiam się, czy to moje ciało. Co się z nim stało. Dlaczego tak wolno? Dlaczego brakuje mi tlenu? W ogóle co wyprawiają moje nogi? Co 100 metrów mam ochotę się zatrzymać i błagać o jakiś wehikuł czasu, który przeniesie mnie do przeszłości.

Stawy

Biegniesz i wszystko Ci strzyka. Już po pierwszych kilku krokach moje stawy skokowe proszę o łaskę. Jak to w ogóle możliwe, że radziły sobie z setkami kilometrów a teraz protestują po 100 metrach? Kolana jakoś się trzymają. Ale biodra, te też ciągle chcę mi powiedzieć, żebym sobie darował te powroty. Do tego coś w barku kłuje, plecy sztywne. Chwilami czuję się jak taka pacynka bezwładnie machająca wszystkimi kończynami.

Mięśnie

No te to już robię wszystko, żeby mnie zirytować. Codziennie rano jak wstaję z łóżka to pierwsza moja myśl wygląda następująco: „no co dziś mi zafundujcie, co będzie bolało?”. Po czym wstaję i oczywiście coś boli. Staram się być dla nich łagodny. Nie forsuję tempa, obciążeń, siłowni. Ale one nie potrafią okazać wdzięczności. Jak nie czworogłowe, to łydki. Jak nie łydki to jakieś zginacze biodra. Jak już myślałem, że wszystko jest ok, to tyłek protestuje i mówi, że nie ma tak lekko. I jeszcze codziennie rano coś w pachwinie. Na szczęście teraz już jest lepiej. Boli mnie wszytko, ale umiarkowanie. Już nawet o tym zapominam. Do następnego poranka, bo wtedy przyjdzie kolejna „nowość”.

Puls

Nie no, ten to dopiero rysuje wykresy. Normalnie sztuka nowoczesna. Na początku wszystkie wyglądały jak wykresy najbardziej rentownych spółek giełdowych podczas hossy. Only the sky is the limit! Chyba tylko podczas snu utrzymywałem się w pierwszej strefie intensywności. Moje serce dowiedziało się, że może jednak bić ponad 190 razy na minutę. Ja się za to dowiedziałem, że mogę spokojnie pedałować na rowerze i robić trening w drugiej strefie.

A jak truchtałem na słońcu. O to była zabawa! Ruszam, 200 metrów biegu i puls 180! WTF? 180 to ja dychę biegam. I co teraz? Biec dalej, zwalniać i zbić puls, czy położyć się i płakać? Żeby tego wszystkiego było mało, moja restytucja tętna jest na poziomie zero. Biegnę powiedzmy 10 minut, puls 160. Stoję minutę, nic nie robię. Spadło, do 145. Wow, stoję i dalej trening w drugim zakresie! A dryf tętna? Już o tym pisałem. Nieustanny. Nie ważne jak wolno biegam.

Tempo biegu

To kontrowersyjny temat. Dla wielu osób będzie to nadal bardzo szybko. Ale pamiętajcie, że szybki bieg to pojęcie subiektywne. Dla mnie wszystkie co wolniejsze od 5:00 min/km to wolno. Biorąc pod uwagę moją osobę. Jeżeli ktoś biega powiedzmy dychę w 50 minut to jest to bardzo szybko! Wolę zawsze to jasno napisać, bo potem zawsze traf się kilka osób „dotkniętych moim lekceważącym stosunkiem do ich biegu”. Nikogo nie lekceważę, a moje tempo nawet w formie, jest joggingiem dla jakiś zakapiorów biegających 1500 na bieżni.

Do rzeczy. Ile mnie kosztuje bieg na tej granicy! Nie żebym to robił na siłę, bo dyszę wtedy jak lokomotywa. Słyszy mnie cała okolica a osoba z którą biegam (pozdrawiam Kochanie!) chce mi uciec, bo już nie może nasłuchiwać stękania. Myślę sobie, może chociaż przebieżka, rozluźnię nogę. I ogień, 4:00 min/km, przebieżka w tempie moich rozbiegań. W dodatku jak kloc. Zamiast rozluźnić nogę, to spiąłem się cały jak Bolt biegnąc 100 metrów. W dodatku zupełnie nie czuję tego tempa. Już w ogóle na nie nie patrzę. Co będzie to będzie. Konic znęcania się nad tempem. Idziemy dalej.

Waga

O ile tempo biegu to kontrowersyjny temat, to tutaj zapalają mi się wszystkie lampy ostrzegawcze. Napiszę tylko, że lubię jak biegną i całe ciało jest takie sprężyste, silne, dynamiczne. A nie jak wszystko żyje własnym życiem i skacze przy każdym odbiciu. Nie pomaga mi to. A ogólnie jak mnie coś denerwuje to lubię jeść. I teraz pomyślcie jak ja mam trzymać dietę biorąc pod uwagę wszystkie powyższe punkty?

Trochę optymizmu

A teraz już zupełnie serio. Powroty po kontuzji są ciężkie! Jeżeli przerwa była długa, potrafią być naprawdę trudne. Ale w końcu możemy robić to, na czym tak bardzo nam zależy. A to nie zawsze musi być łatwe. Spokojnie, krok po kroku róbmy swoje. Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem przesuwajmy się do swojej docelowej formy. Nie starajmy się zrobić tego za szybko. I pamiętajcie, że nie tylko Wy przez to przechodzicie. Że gdzieś tam za oknem są setki takich biegaczy dzielnie wracających krok po kroku do formy. Albo zaczynających swoją przygodę z bieganiem (oni przeżywają to samo). Więc nie zabraniam Wam marudzić. Ale zaciśnijcie zęby, wskakujcie w biegowe gacie i marsz na trening. Bo forma sama się nie zrobi. Powodzenia!

More from Bartosz Olszewski

Findfocus – czyli jak motywuję się przed ważnymi zawodami

Większość z nas ma jakieś swoje rytuały przedstartowe. Potrafią nas motywować, pomagają...
Read More