Musisz znaleźć swój własny cykl

własny cykl

Ostatnio czytając trochę o treningach zawodowych biegaczy, jak również przeglądając swoje różne zapiski, doszedłem do wniosku, że każdy powinien znaleźć swój odpowiedni cykl treningowy. Standardowo jest to 7 dni w tygodniu zakończone długim biegiem w weekend. Jednak czy to jedyny sposób na skuteczny trening?

Zdecydowanie nie. Oczywiście te 7 dni wynika z faktu, że tyle dni ma tydzień a my przeważnie w weekend nie pracujemy i możemy sobie pozwolić na dłuższe i trudniejsze treningi. W rezultacie trenują tak zarówno amatorzy jak i zawodowcy. Jednak nie wszyscy. Mi osobiście również te 7 dni średnio pasuje, ale niestety ze względy na standardowe godziny i dni pracy, jakoś muszę się wcisnąć z treningiem w ten czas. Jednak trenując rok temu w St. Moritz zupełnie zapomniałem o dniach tygodnia i zdecydowanie wyszło mi to na dobre.

Na pewno musicie mieć świadomość, że to nie jest jedyne podejście. Paula Radcliffe trenowała w cyklu 10 dniowym (z tego co pamiętam). Mi osobiście najbardziej pasowałby cykl 8 dniowy. Wtedy mógłbym zrobić spokojnie 3 akcent treningowe w pełni przy tym wypoczywając. W tej chwili mój ulubiony schemat to poniedziałek i wtorek rozbiegania. Środa i czwartek akcenty. Piątek i sobota rozbiegania. I w niedziele akcent. Chętnie bym rozdzielił środę i czwartek. Niestety brakuje mi tego dodatkowego dnia.

Pracując zmianowo, kiedy nie siedzicie w pracy poniedziałek – piątek od 8 do 16 możecie spokojnie regulować sobie trening pod siebie, tak jak Wam najlepiej pasuje. Nie starajcie się za wszelką ceną upchać wybiegania w weekend, sporo np. wypada Wam wolny poniedziałek albo wtorek. Jared Ward, trzeci zawodnik kwalifikacji olimpijskich w USA, nigdy nie trenował w niedzielę. Jest Mormonem i zwyczajnie wiara mu nie pozwala (ciekawe jak spowiada się z zawodów? ;) ). Mimo wszystko nie przeszkodziło mu to w zakwalifikowaniu się na Igrzyska Olimpijskie.

Podobnie jak z tygodniami, również makrocykle możecie dobierać do swoich własnych potrzeb. Jedni wolę biegać cały rok. Ktoś inny chce czasem odpocząć. I nie ma nic złego nawet w kilku tygodniowych przerwach w roku. Ponownie posłużę się przykładem Warda, który robi w każdym roku 4 przerwy trwające tydzień. Nic wtedy nie biega. Inny zawodnik zrobi dwie przerwy 2 – 3 tygodniowe. A jeszcze inni lubią nie biegać miesiąc albo nawet dwa. Później wszyscy spotykają się na zawodach i reprezentują podobny poziom.

Dlatego pamiętajcie, nie róbcie nic na siłę. Czasem lepiej wsłuchać się w organizm i regulować cykle tygodniowe jak również makrocykle roczne w oparciu o własne potrzeby, upodobania. Dostosować to do swojej pracy czy nawet wiary jak w przypadku Warda. W każdym przypadku dobrze dopasowany cykl treningowy da nam lepsze wyniki, niż robiony na siłę standardowy program treningowy, który często koliduje z naszymi innymi planami, upodobaniami lub zwyczajnie naszym zmęczeniem.

Podsumowując. Po raz kolejny potwierdza się fakt, że nie ma idealnych planów, schematów, cykli treningowych. Idealne są te dostosowane do nas i naszych możliwości. Zarówno biegowych jak i czasowych. Więc nic na siłę, wsłuchajcie się w organizm i postępujcie według wskazówek jakie Wam wysyła.

Edit: Właśnie się dowiedziałem, że Meb Keflezighi trenuje w cyklu 9-dniowym (dzięki Maciek za info). A sam pisze o tym tak:

First big thing is changing to a 9-day training cycle instead of 7-day cycles. I started that in 2013 to allow for more recovery. So now in a typical 9-day cycle I have a long run, an interval workout, and a tempo run, with two recovery days between, rather than trying to do all that in one week.

Źródło: Runnersworld.com

More from Bartosz Olszewski

Tydzień 11/2017 #16 – czyli jak mogłem wpaść na taką głupotę?

Wakacje połączone z małym obozem biegowym w Hiszpanii szły znakomicie. W poprzednim...
Read More