Mózg w służbie biegacza

mózg biegacza

Robiąc codzienną prasówkę natrafiłem na ciekawy artykuł o zachowaniach naszego mózgu. Dokładnie o tym, jak ten mózg stara się nas oszukiwać. Jakie sterują nim mechanizmy. I zagłębiając się w treść doszedłem do wniosku, że idealnie pasuje to pod typowy profil biegacze, który jest przekonany o słuszności swoich treningów.

1) Efekt potwierdzenia

Nasz mózg zawsze stara się szukać informacji potwierdzających nasze decyzje. Dlatego nawet kiedy 10% osób poprze nasz tok myślenia a 90% go skrytykuje, to my wypieramy tę krytykę przywiązując całą uwagę do potwierdzenia naszych racji. W konsekwencji działa to na zasadzie w ogóle wypierania myśli, z którymi się nie zgadzamy. Wiele osób bardzo sobie w ten sposób szkodzi, kiedy zaweźmie się, że coś mu nie służy i nawet nie stara się w żaden sposób rozwijać i poznawać nowych faktów potwierdzających tezę.

W ten sposób rodzą się przekonania, że długie biegania powinny być tylko wolne. Że siła biegowa, czyli klasyczne skipy i podbiegi, są niezbędne to szybkiego biegania amatorskiego. Lub np. wypierania przez wielu trenerów treningu na siłowni (chyba, że jest to 30 minut rzucania piłką lekarską) jako skutecznego uzupełnienia treningu. Trzeba się edukować, mieć umysł szeroko otwarty i wyciągać właściwe wnioski z wielu źródeł. Klapki na oczach nigdy nie służą dobrym biegaczom jak również trenerom.

Tutaj mój mózg zasługuje na pochwałę. Lubię czytać wszystko na temat treningu i mieszać co się tylko da. Uczyć się i wyciągać wnioski. To na pewno ułatwia mi trening i trenowanie innych.

2) Efekt wspierania decyzji

Kiedy podjęliśmy jakieś kluczowe decyzje, mieliśmy wybór i postawiliśmy na konkretny plan treningowy, trenera czy np. jakiś start. Później oceniamy rezultaty i bardzo ciężko przyznać się, że popełniliśmy błąd. Druga opcja nie została poznana. Więc zupełnie ją lekceważymy i na siłę utwierdzamy w przekonaniu, że wybraliśmy właściwie.

To działa np. w wypadku, kiedy tak naprawdę przez pół roku robiliśmy jakiś plan treningowy i do końca nie jesteśmy zadowoleni. Ale wałkujemy go dalej, bo ciężko przyznać się przed samym sobą do błędu. Uświadomić sobie, że pół roku można było pracować lepiej. Boimy się zmian, nie analizujemy i w konsekwencji tkwimy w stagnacji treningowej. Nie rozwijamy się.

Tutaj już mój mózg nie jest taki fajny i często zamiast szybko zmienić kurs, to ciśnie i ciśnie pod prąd. Bo może uda się dopłynąć. Może i się uda, ale z prądem byłoby szybciej. Nie lubimy popełniać błędów, nie lubię i ja. A jeszcze trudniej się do nich przyznać przed samym sobą ;)

3) Złudzenie ponadprzeciętności

Większość z nas uważa się za lepszych od innych. To jest zupełnie normalne, zbadane setki razy, potwierdzone i nie ma z czym dyskutować. Wydaje nam się, że lepiej trenujemy, lepiej się odżywiamy, rozsądniej podchodzimy do treningu. Mamy swoje racje. Na szczęście bieganie jest bardzo łatwo mierzalne. Wystarczy pobiec jakiś odcinek, zapisać czas i sprawdzić jak to wygląda na tle „konkurencji”. Jeżeli po treningu nic się nie zmienia to warto spuścić głowę i powiedzieć, kurczę, oni robią to lepiej. Nie jesteśmy tacy wybitni. W ogóle jeżeli chodzi o biegaczy, to mało jest skrajności. Mało jest biegaczy z wybitnymi predyspozycjami i mało jest takich, którzy zawsze mają pod górę. Natomiast w zdecydowanej większości jesteśmy gdzieś pośrodku, równi sobie i warto o tym pamiętać i starać się jak najwięcej wycisnąć z treningów.

Mój mózg tutaj różnie się zachowuje. Przyznam się, często potrzebuję dobrego coachingu. Wtedy spuszczam głowę i robię rachunek sumienia. Po czym zaczynam od nowa ;)

4) Efekt Krugera-Dunninga

I to jest największa zguba biegaczy. Efekt: nie znam się, to się wypowiem. Czyli 90% komentarzy w internecie. Standardowo jak się na czymś nie znamy, to natychmiast o tym dyskutujemy. O polityce, katastrofach lotniczych, sporcie. A Polacy w ogóle są ekspertami we wszystkim. Co ciekawe ludzei dobrze znający temat raczej unikają komentarzy. Nie zawsze przekonani są o swoich racjach i wolą siedzieć cicho i się nie wychylać.

I to samo jest z bieganiem. Robimy trening, nie mamy żadnego doświadczenia, ale wszyscy wiemy swoje. Wiemy najlepiej! Jest tylko nasza racja. Czasem aż się nóż w kieszeni otwiera jak widzą dziesiątki ekspertów widzących co trzeba zrobić, żeby zrobić minimum na Rio. To takie proste przecież, tylko oni nie mają czasu…

Tego nie zmienimy. Ale jeżeli chcecie być dobrymi biegaczami lub trenerami, to nie możecie się zamykać tylko na swoje racje. Naprawdę warto konsultować, zbierać opinie, zastanawiać się. Nikt nie mówi, że macie biegać pod czyjeś dyktando. Ale dlaczego nie posłuchać, nie wymienić opinii z bardziej doświadczonymi zawodnikami albo trenerami?

I tutaj mój mózg również zachowuje się różnie. Z jednej strony staram się rozmawiać z każdym. Przyjmuję opinię, staram się poszerzyć wiedzę. Z drugiej często zafiksuje się na czymś i nikogo nie słucham, aż w końcu sam się przejadę i przyznam komuś rację. Ale muszę własną porażką potwierdzić jego słuszność, chociaż wszystko wskazywało na to, że tej racji nie mam. Niestety musiałem być pewny w 100%

Jak widzicie procesy sterujące naszym mózgiem nie pomagają nam w byciu dobrymi biegaczami oraz dobrymi trenerami. Jednak teraz, jak już wiecie, jak działają Wasze głowy, na pewno poradzicie sobie lepiej. Powodzenia. Trenujcie nie tylko ciało ale i głowę.

Źródło: weekend.gazeta.pl

More from Bartosz Olszewski

Kiedy zdrowy rozsądek staje się zwykłą wymówką

Wiele razy słyszałem teksty w stylu: nie zrobię ćwiczeń bo nie wiem...
Read More