Motywują, inspirują, pobudzają wyobraźnię. Biografie sportowców.

motywacja bieganie

Obecna popularność social media sprawiła, że mamy wysyp motywujących obrazków, filmików, cytatów. Jednak czy na dłuższą metę naprawdę jesteśmy w stanie się tym zmotywować? Albo jestem staroświecki, albo mało reformowalny, ale dla mnie dalej największa motywacja i najlepsza inspiracja do treningów płynie z kolejnych stron czytanych książek.

Oglądam te wszystkie obrazki z cytatami i średnio mnie to rusza. Dziwi mnie nawet, że to ma takie zasięgi i wszyscy to udostępniają. Czasem też coś wrzucę (teraz czeka na tapecie jeden obrazek z cytatem Jordana), ale szczerze, czy na dłuższą metę was to motywuje? Jeden szybki strzał, nie wiem czy starczy na rozgrzewkę :) Jeżeli jest inaczej to macie szczęście. Bo nie mówię, że motywowanie się czymś takim jest złe. Według mnie dość mało wpływowe w dłuższym terminie. To jest jak post na facebooku, przemija po paru godzinach.

Trochę lepsze są filmiki. Te już potrafią wejść na psychikę. Co prawda jak oglądam większość to chce mi się śmiać. Coś w style „jesteś zwycięzcą”. Ale są też dobre. Dobrze zmontowane, z dobrą muzyką. Z dużą dawkę inspiracji. Motywacja płynąca z czegoś takiego potrafi już się utrzymać przez długi czas. Szczerze, to ja często wracam do tego filmu. Zawsze trochę przechodzą mnie ciarki:

[youtube height=”380″ width=”640″]https://www.youtube.com/watch?v=E4b4DJFStVQ&feature=youtu.be[/youtube]

 

Mamy też oczywiście filmy. Ja je uwielbiam. Jak ktoś nie szukał inspiracji w kolejnych częściach Rocky albo w takim Kickbokserze, to nie mamy wspólnych tematów! Ale to jednak też bardziej zabawa i „szybki strzał”. Polecam na noc przed zawodami.

No i dochodzimy do sedna sprawy. Do książek. Dlaczego książki są najlepszą motywacją? Bo poznajemy sylwetki sportowców. Od urodzenia do osiągnięcia samego szczytu. Poznajemy ich wszystkie wzloty i upadki. Radość, ale też ból i cierpienia. Widzimy ile musieli poświęcić, żeby dojść tam gdzie są teraz, albo tam gdzie byli. Przede wszystkim widzimy, że oni też nie mieli łatwo. Że poświęcili całe życie dążąc do tego jednego, wymarzonego celu.

jordan_okladka_ksiazka

Często też się z nimi utożsamiamy. To nie są już tylko jakieś postacie z zawodów. Z kolejnego obrazka na facebooka. To żywi ludzie z krwi i kości. Którzy tak jak my mają swoje gorsze dni. Mają załamania formy, kontuzje. Przeżywają tragedie osobiste, sportowe. Ale przeważnie walczą. Radzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. W książce nie przeczytamy sentencji skondensowanej do jednego zdania. To będą dziesiątki, albo setki stron na jakiś temat. To wpływa na nasze podejście do sportu, do treningu. Z tego naprawdę płynie olbrzymia motywacja sportowa. Ale nie tylko. Często działa tutaj zasada: jak on mógł to ja nie mogę? Więc przekłada się to na nasze codzienne życie (tylko niech wam się nie przełoży biografia „Ja Ozzy” ;) ).

Wiem, że obecnie ludzie są leniwi. Wiem nawet, że jak piszę ten tekst, to większość zobaczy tylko streszczenie na facebooku. Takie mamy czasy. Ale jak chcecie coś osiągnąć, jak chcecie być naprawdę dobrzy w tym co robicie, to musicie włożyć w to więcej czasu i wysiłku. I jak już macie się motywować i szukać inspiracji to sięgnijcie bo biografie wybitnych sportowców. Zobaczcie jak trenował Bill Rodgers przed swoimi maratonami w Bostonie. Ile interwałów na treningu potrafił przebiec Emil Zatopek. Co znaczyło kolarstwo dla Lanca Armstronga. Jakim potworem na treningach był MJ. Uważasz, że brakuje Ci czasu, to przeczytaj biografię Schwarzennegera. Czy w końcu zobacz, że nawet ktoś z kompletnego marginesu jak Tyson, może stać się mistrzem. To są historie które zapamiętacie na lata i które mam nadzieje będą was prowadziły przez resztą sportowego (i nie tyko) życia. Naprawdę warto poświęcić ten czas!

  • Bartek P

    W samo sedno. Dodałbym jeszcze Niezłomny, trochę mniej o sporcie, ale dla mnie bardzo motywujące.

    • WarszawskiBiegacz

      No na pewno, szczególnie książka daje sporo motywacji i w ogóle sporą dawkę emocji.

  • Łukasz

    Dokładnie – książka jest o tyle lepsza, że sam robisz sobie „wizualny obrazek” tego sportowca, a to zostaje znacznie dłużej w głowie niż cytat „Nikt nie rodzi się mistrzem…”. Książka o Salazarze czy wspomnianym Rodgersie to coś więcej niż filmik.

    • WarszawskiBiegacz

      I nawet biografie nie związane ze sportem potrafią zainspirować. Dla mnie biografia Jobsa była niesamowita, inspirująca i to jedna z najlepszych książek jakie czytałem. Autorstwa Isaacsona

  • Norbert

    No nie jestem pewien, czy zestawianie MJ z Armstrongiem jest dobrym pomysłem. Przypominam, że kariera tego ostatniego to jedno wielkie oszustwo. Niezależnie od tego, co umieścił w swoich trzech książkach, które swego czasu przeczytałem jednym tchem, tak należy traktować jego słowa. On pięknie mówił o motywacji, reżimie treningowym, skupianiu się na TdF w 100%. Ale na końcu i tak zawsze było oszustwo, kłamstwo i perfidna kalkulacja.

    • wojtek lukowski

      Akurat MJ i LA maja bardzo duzo wspolnego. Nie bronie dopingu i Lance’a (generalnie wszyscy to robili, ale on robil to lepiej i skuteczniej, istnieje duze prawdopodobienstwo, ze gdyby wszyscy byli czysci, to i tak bylby najlepszy, ale zostawmy gdybanie). Do tego z samym dopingiem, ale bez morderczego treningu nie wygralby siedmiu TdF.
      Obydwaj chorobliwie wrecz dazyli do doskonalosci i zwyciestwa. I obydwaj nie tolerowali slabosci, porazek i niedawania z siebie 100%. I to nie tylko u siebie, ale tez u kolegow i parnerow. To, co oni wyprawiali z kolegami na treningach, to dzisiaj moznaby smialo nazwac mobbingiem. Z tym, ze Armstrong (z tego, co wylania sie z ksiazek) byl do tego bardzo chamski i arogancki, i ci, ktorzy z nim jezdzili nienawidzili go, ale wiedzieli, ze bez niego nie osiagna tyle (dlatego pewnie potem tak chetnie odplacili sie swoimi zeznaniami).
      Obydwaj tez byli na tyle silnymi osobowosciami, ze ustawili sobie otoczenie – Lance decydowal, co dzialo sie w US Postal – kto sie nie zgadzal, to wylatywal, a MJ (przynajmniej w pewnych momentach) mial wiecej do powiedzenia, niz trener Chicago Bulls.
      A na koniec prowokacyjne pytanko – kto jest wiekszym oszustem? Armstrong, czy Maradona?

    • Norbert

      Dla mnie Armstrong jest oszustem. Oszukał mnie kiedy go oglądałem na kolejny TdF. Nie interesuje mnie jak bardzo chciał wygrać, i jak mocno się przygotowywał do treningów. I czy wygrałby coś bez dopingu. On z założenia oszukiwał, od samego początku. Dlatego porównywawnie go z kimkolwiek, a zwłaszcza z MJ jest pozbawione sensu.

      Maradona czy Armstrong? – dwa ćpuny. Różnica jedynie taka, że Maradona to głupek i bawidamek, a Armstrong oszukiwał z premedytacją, perfidnie, od początku do końca.

    • Norbert

      Kurcze, właśnie sobie przypomniałem, jak zarywałem całe dnie, gdy na Eurosporcie puszczali longiem całe etapy górskie na TdF. I czekałem na atak Lance, kiedy objedzie Urlicha. I pamiętam ten najsłynniejsze ataki, jak najpierw udwał, że ma kryzys, a potem odjeżdżał z wyjątkową lekkością, jakby dopiero zaczynał wyścig. A to wszystko było kłamstem.

    • wojtek_lukowski

      A Ullrich to czysciutki jezdzil oczywiscie…

      A udawanie, ze sie ma kryzys, zeby potem przycisnac, to nie oszustwo, tylko strategia.

      Jesli chodzi o Maradone, to nie mialem na mysli jego zycia prywatnego, ale gola, ktorego strzelil „reka Boga”.

    • WarszawskiBiegacz

      Ulrich był nazywany najwspanialszym dziełem niemieckich inżynierów. Jak jechał to na pośladkach przez spodenki było widać pięknie wszystko żyły :) Fajnie jest to opisane w książce o oszustwach Armstronga. Ale już zapomniałem w której.

    • WarszawskiBiegacz

      Jak będę pisał na temat tych zawodników to chyba zacytuję część Twoich wypowiedzi. Zgadzam się ze wszystkim w 100%

    • wojtek_lukowski

      Cala przyjemnosc po mojej stronie.

    • WarszawskiBiegacz

      Norbert, nigdy nie usprawiedliwiam Armstronga za to co zrobił. Ale dla mnie to najlepszy przykład kiedy jednostka bierze na siebie odpowiedzialność za cały sport. Wszyscy, dosłownie wszyscy kolarze którzy byli na podium, wygrywali koszulki czy to górala czy sprintera wpadali na dopingu. Albo się sami przyznawali po latach. Ich doping nie różnił się od tego Lance’a. Więc dlaczego on jest oszustem i tylko na nim się skupiamy i go mieszamy z błotem? Bo był lepszy?

      Druga sprawa. Zawodnicy Dream Teamu, jako jedyni uczestnicy Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie 1992, nie zostali poddani kontroli antydopingowej, bo zwyczajnie się na nią nie zgodzili i powiedzieli, że inaczej nie zagrają. Ciekawe prawda? I myślisz, że oni wszyscy tacy czyści byli?

  • Norbert

    Ale co do głównego założenia twojego tekstu – zgadzam się w 100%

  • http://runtheworld.pl/ Katarzyna Gorlo

    Ja uwielbiam biografie. Dobrze napisane biografie. Nie tylko sportowców – przeczytanie biografii takie np. Jobsa było dla mnie ogromną dawką inspiracji i do życia i do treningu ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Najlepsza biografia jaką czytałem. I chyba jedna z niewielu, którą przeczytam ponownie.

  • Krzysztof

    a mnie motywuje ten filmik:

    https://www.youtube.com/watch?v=_P1Y6b1RXM0

    Meb Keflezighi i jego 12 miles tempo:)… i ta muzyka!!… aż się chce człowiekowi zmęczyć!!:)

    • Zbyszek

      Też go lubię, wszystkie filmiki z Meb’em są super :)

    • WarszawskiBiegacz

      Haha, uwielbiam go. Nawet w starych swoich postach go umieszczałem. Nie wiem co w ni jest, ale kurcze, taka motywacja z niego płynie :)

  • http://www.arturbednarek.blogspot.com Artur Bednarek

    co do „jesteś zwycięzcą” to była tania podróbka na którą złapało się wielu, słuchając tego chciało mi się śmiać a w tym czasie wielu ekspertów wypowiadało się w telewizji nad zasadnością tego wystąpienia i jakie to ono nie było piekne, normalnie jaja :)

    https://www.youtube.com/watch?v=yX39J_YyKbs

    • WarszawskiBiegacz

      Nie no, a ktoś myślałem, że ten filmik jest na serio? :D

    • artur bednarek

      :) w każdym dzienniku telewizyjne rozprawiali się nad fenomenem tego gościa, były długie rozmowy w tvn aż zacząłem się zastanawiać czy to czasem nie ja potrzebuje terapeuty skoro w telewizji się tym wystąpieniem zachwycają :) pozdrawiam zdrowo myślących

    • WarszawskiBiegacz

      Ehhh, takie mamy chyba czasy…

  • Piotr Adamczyk

    Książka Jordana wyrąbista. Niedawno sam skończyłem. Przez pierwsze rozdziały trochę trudno było mi przebrnąć, bo nie interesowało mnie zbytnio życie jego przodków, ale jak już doszedłem do NCAA i NBA, to pochłonęło mnie :)

    Niesamowity sportowiec. Niebywała siła woli. Niesłychana ambicja. Sam sobie stawiał poprzeczki tak wysoko, jak chyba nikt inny. Inspiruje.

    • WarszawskiBiegacz

      Najwięksi własnie tak wysoko je stawiają. Tak samo stawiał je Armstrong, Phelps czy Tyson na początkach kariery. Bez takich ambicji nie można zajść tak wysoko.

  • Krzysztof Szymański

    Sportowcy, książki, filmy, muzyka… ok super, ale ja główną motywację biorę z własnego wnętrza, napędzam sam siebie, zwyczajnie mi się chce i sam we własnej osobie jestem dla siebie motywacją :)

    • WarszawskiBiegacz

      Krzysiek, to nie ulega wątpliwości, że motywacja wewnętrzna jest najważniejsza. Wszystko w koło pomaga. Motywacja zewnętrzna jest ważna. Ale bez tej wewnętrznej nigdy nie odniesiemy sukcesu.