Mishka Shubaly „Bardzo długi bieg” – recenzja

Bardzo długi bieg

„Bardzo długi bieg” jakiś czas temu rzucił mi się w oczy w internecie. Pomyślałem, znowu o ultrasach, nie dla mnie. Później dostałem propozycję zrecenzowania książki. Sprawdziłem, 90 stron tekstu. „Bardzo długi bieg”, bardzo krótka książka :) Spoko, stwierdziłem, że najwyżej nie stracę za dużo czasu. Skończyłem ją na dwa przejazdy autobusem z pracy i do pracy. I czy był to czas stracony?

Mishka Shubaly to alkoholik. Alkoholik w dodatku kompletnie uzależniony od wszelkiego rodzaju leków i narkotyków. Po pierwszych 10 stronach stwierdziłem, że chyba właśnie czytam książkę, która kompletnie nie ma prawa mi się spodobać. Opowiada o biegach ultra, opowiada historię osoby uzależnionej i przemiany w biegacza. W dodatku ma 90 stron. No już gorzej być nie mogło. Ale czytałem dalej.

I z każdą stronę dziwiłem się coraz bardziej. 20, 30, 50 strona i zero o bieganiu. Nic! Ale o dziwo, książka nawet mnie wciągnęła i zaczęła mi się na swój sposób podobać. Mishka ma fajny styl. Nie robi ze swojej choroby jakiejś wielkiej sensacji. Mówi dosadnie, bardzo często żartuje. Ale jest to żart bardzo mądry i zarazem potrafiący mocno rozbawić. Przy tym wszystkim widzimy człowieka zagubionego, w sumie na skraju kompletnej destrukcji. Aż w końcu pewnego dnia postanawia rzucić picie. I zaczyna biegać.

bardzo_dlugi_bieg_3

I o bieganiu mamy kilkanaście ostatnich stron książki. O bieganiu ultra. Bo coś w tym jest, że osoby uzależnione często szukają wyzwań i swoje uzależnienie od używek przekształcają w uzależnienie od pokonywanych kilometrów. Nie inaczej jest z Shubaly, który posmakował w biegach na 50 km i więcej. Ale co mi się bardzo podobało, to to, że w przeciwieństwie od innych pisarzy z podobnymi historiami, oni nie idealizuje tego. Nie ma u niego jakiejś wzniosłości, zachwytów. Wręcz przeciwnie. Często słyszymy, że mu się nie chce iść biegać. Że chętniej wypiłby jakieś piwo i przeleżał cały dzień. Jest szczery w tym co pisze, i to podoba mi się w tej książce najbardziej.

Zacytuję jeszcze wypowiedzi o tej książce. Łukasz Grass pisze tak:

[quote align=”center” color=”#999999″]Pisze o nim [o bieganiu] bez koloryzowania i dorabiania ideai. Bardzo długi bieg to mocna książka dla tych, którzy nie lubią upiększania rzeczywistości.[/quote]

I sam bym na pewno lepiej tego w słowa nie ubrał. Za to polubiłem tą książkę. Podobnie o książce pisze Paweł Januszewski i Krzysztof Łoniewski:

[quote align=”center” color=”#999999″]Tyle, że Mishka Shubaly nie robi z tego sensacji [z biegania], nie napawa się swoimi biegowymi sukcesami i nie oczekuje braw za wyrwanie się ze szponów nałogu. Za to potrafi rozbawić do łez.[/quote]

bardzo_dlugi_bieg_4

Podsumowując to naprawdę całkiem dobra książka. Co prawda, jak chcecie poczytać śmieszną książkę o uzależnionym człowieku, to przy biografii „Ozzy Osbourne” będziecie się śmiać na głos nawet w autobusie, a biografia np. Keitha Richardsa z The Rolling Stones jest dużo bardziej mroczna i pokazuje jak nałóg odbija się na całym życiu. Ale „Bardzo długi bieg” to fajna książka o uzależnieniu. I zamianą tego złego uzależnienia, od alkoholu i narkotyków, na to lepsze, od biegania.

More from Bartosz Olszewski

Równowaga między pracą a regeneracją

Ostatnio słuchałem wywiadu z Ryanem Hall, który opowiadał o swojej karierze, treningach,...
Read More
  • Darek

    Swego czasu napisałeś, że jest to kolejna książka o tym, jak to ktoś – alkoholik, narkoman, grubas, itp., wstał z kanapy i zaczął biegać. I że nie masz ochoty czytać kolejnej takiej historii.
    Całkowicie się tu z Tobą zgadzałem.
    Tymczasem tę książkę przeczytałeś i do tego ją bardzo chwalisz. Czy mamy podejrzewać, że miałeś w tym jakiś interes („dostałem propozycję zrecenzowania książki”)?

    • WarszawskiBiegacz

      Hej, nie nie miałem. Otrzymanie książki naprawdę nie jest dla mnie żadnym interesem i na pewno nie napisałbym nieszczerej recenzji.

      Napisałem, że książka na taką wygląda i że jej nie kupię. Dostałem, przeczytałem. Zmieniam zdanie pod tym względem, że w tej książce nie ma żadnego idealizowania tych osiągnięć. Wręcz przeciwnie. A własnie za to nie znosiłem tych książek. Ja czytałem kolejne strony, jaki to ktoś był wspaniały bo już nie mógł biec, ale się czołgał to miałem ochotę rzucić książkę w kąt :)