Maraton Wigry – na ile kilometrów ten maraton? Relacja część druga.

W części pierwszej relacji skończyliśmy gdzieś nad jeziorem Wigry. Zgubiony, znalazłem w końcu właściwą drogę i ruszyłem w szaleńczą pogoń.

Błyskawicznie mijałem kolejnych biegaczy. Jednak straciłem naprawdę sporo. Tempo, pomimo niesprzyjającego terenu, wzrosło do 3:40 min/km. Puls poszybował w kosmos, pokazywał ponad 170. Zastanawiałem się tylko, ile kilometrów takiego biegu wytrzymam. Jeszcze szybka kalkulacja i taktyka na kolejne kilometry. Jak najszybciej dogonić pierwszych zawodników a później będzie już z górki. W ogóle odpuściłem sobie jakieś myśli o czasie, chciałem przybiec pierwszy. Zwyczajnie lubię wygrywać, kto nie lubi ;)

maraton_wigry_2_5

Wybiegliśmy na dużą polanę, był już może 17 kilometr. Wyprzedziłem kolejnego biegacza i byłem tuż za następny. Ktoś krzyknął, że jesteśmy 3 i 4 zawodnikami na trasie. Szybko pomyślałem, że zostało tylko dwóch. Jednak ja już mocno się zagotowałem. Było mi potwornie gorąco. Ostatnio piłem jakieś 13 kilometrów wcześniej. A było naprawdę bardzo gorąco! Trasa była coraz trudniejsza. Szczególnie fragmenty leśne gdzie na pełnej prędkości zbiegało się między drzewami. Momentami bardzo śliskie kładki drewniane. Sztywne podbiegi. Ogólnie zaczęło się dziać. Dalej cisnąłem ile mogłem, jednak już siły mnie opuszczały. Po 2 dobrych kilometrach przychodził jeden słabszy, gdzie musiałem trochę ochłonąć. W końcu wybiegliśmy na asfalt. Wrzuciłem najwyższy bieg i popędziłem za drugim zawodnikiem w stawce. Został już tylko Andrzej, ale ten był jeszcze daleko z przodu…

maraton_wigry_2_6

Od 21 kilometrów nie piłem. Później okazało się, że w tym szale pościgu minąłem punkt odżywczy. Już nawet chciałem od ludzi zabrać jakąś butelkę z wodę. Byłem potwornie spragniony. Zjadłem żel, zupełnie się zalepiłem. Co prawda dało mi to trochę energii, ale nie zmniejszyło pragnienia. Wybiegliśmy na dużą polanę. Widoczność na prawie kilometr i nikogo nie ma. Zacząłem tracić nadzieję.

Wbiegliśmy w las. Ponownie trudna technicznie trasa. Ale ja takie lubię. Przyspieszyłem, skakałem miedzy korzeniami i o dziwo ponownie trzymałem tempo poniżej 4:00 min/km. Zbliżałem się do 30 kilometra. Z daleka zauważyłem starszego pana trzymającego zegarek w ręki i czekającego aż przebiegnę. W momencie mijania krzyknął mi tylko dokładną stratę do lidera. Było to trochę ponad minuta. Nawet nie wiecie jak odetchnąłem.

Na długiej prostej już go widziałem. Skręciliśmy w las, jak się okazało, w najgorszy fragment trasy. Traf chciał, że chciałem jak najszybciej dogonić Andrzeja i gnałem tą ścieżką ile sił. Było tam pełno błota, urwiska, płynące strumienie, rowy i tony krzaków.

Musiałem być zmęczony, bo nie pamiętam tego znaku :)
Musiałem być zmęczony, bo nie pamiętam tego znaku :)

Na początku lekko się potknąłem. Szybka gleba, ale szybciej wstawałem niż się przewalałem. Za kilka chwil buty zupełnie poleciały mi w błotne urwisko, ześlizgnąłem się ponad metr w dół, prawie w jezioro. Szybko się wdrapałem, otrzepałem w biegu i dalej skakałem między rowami. I w końcu przy skoku zahaczyłem o gałęzie. Zaliczyłem piękną glebę, aż zegarek złapał mi międzyczas :) Ale to był ten stan, gdzie już jest wszystko jedno. Podniosłem się, puls poszybował do 179 (to mój puls przy biegu na 10 km), i ruszyłem dalej.

maraton_wigry_2_4

Kilometr w 5:30 min/km, to pokazuje, że nie był to łatwy odcinek. Jednak już widziałem przede mną Andrzeja. Spokojnie dołączyłem do niego 500 metrów dalej na jakiejś polance. Podaliśmy sobie ręce i się przedstawiliśmy. Ponad 30 kilometrów biegu było za nami. Miałem średnią 3:51 min/km więc biegłem na czas grubo poniżej 2:45 (gdybym się nie pogubił). Jednak miałem kompletnie dość. Dołączyłem do Andrzeja i razem spokojnie biegliśmy do mety. Już w tempie niemal minutę wolniejszym na kilometr, niż jeszcze przed chwilą.

maraton_wigry_2_7

Zatrzymywaliśmy się na punktach kontrolnych. Spokojnie mogłem się napić. A piłem już dużo, bardzo dużo! Przy okazji oglądałem co tam można było zjeść. A była kiszka ziemniaczana, jakieś ciasta, lokalne wyroby, oczywiście pełno owoców. Jak na dobrej zabawie. Prawie tak bogato jak u nas dzień wcześniej na ognisku :) Z Andrzejem miło sobie rozmawialiśmy. Ja byłem po tygodniu obozu treningowego, który trochę fizycznie mnie zmęczył. Andrzej był po żniwach a na zawody przyjechał rano z Łomży. Miał gorzej ;) Trasa prowadziła już w większości przez las. Miałem czas podziwiać piękne krajobrazy oraz jezioro Wigry. W końcu dobiegliśmy do ostatniego punktu odżywczego, napiłem się i ruszyłem już szybko do mety. Akurat wybrałem fragment z mocnymi zbiegami i podbiegami. Mijałem kolejnych biegaczy z Biegu za Bobrem. Wbiegłem do miasteczka Stary Folwark. Na powitanie wybiegła mi cała ekipa Obozu Biegowego. Ostatnie metry biegliśmy razem. Dowiedziałem się, że Paweł był trzeci i jest zadowolony z biegu. Skupiłem się, żeby trafić w metę i minąłem jął z czasem poniżej trzech godzin. Tak jak obiecałem przed biegiem.

maraton_wigry_2_8

Na mecie piłem jeden kubek wody za drugim. Dopiero teraz poczułem trudy biegu. Bolące biodro, pachwinę i sztywne nogi. Ale byłem przeszczęśliwy, że tak się to skończyło. Na posiłek regeneracyjny dostałem dwa kartacze, chłodnik z ziemniakami i jakiegoś lokalnego pączka z dżemem. Wypas! :) Jeszcze duży lodzik włoski i pojechaliśmy do domu zjeść ziemniaki z sadzonym mlekiem i pieczonym kurczakiem. Jak się bawić to na całego! Nie napiszę już czym uzupełniałem płyny ;)

maraton_wigry_2_9

Na 16:30 przewidziana była dekoracja. Trochę się opóźniła, ale w końcu wskoczyliśmy na pudło i odebraliśmy wywalczone bobry.

maraton_wigry_2_2

Co mogę napisać jeszcze o tym biegu? Po pierwsze to jedna z najpiękniejszych tras biegowych, jakie dane mi było przemierzyć w Polsce. Super atmosfera. Piękne okolice i smaczne miejscowe potrawy, które każą zapomnieć nam na kilka dni o diecie. Jeżeli jeszcze nie planowaliście startów w przyszłym roku, to radzę zapisać sobie Maraton Wigry lub Bieg za Bobrem w swoim kalendarzu. I spieszcie się z rejestracją, bo miejsca się szybko kończą. Od siebie dodam, że osoby odpowiadające za Maraton Wigry robią również bieg ultra w Bieszczadach, Łemkowyna Ultra Trail. Tym biegiem byłem zachwycony rok temu. Dobra robota chłopaki!

Fot: Kamil Bagiński, Maraton Wigry, Ewa Kiec

More from Bartosz Olszewski

Wings for Life World Run i co dalej… ?

Chciałbym napisać “Wings for Life minął i kurz opadł”. Ale prawda jest...
Read More
  • Piotrek

    Panie Bartku gratuluję zwycięstwa, pochodzę z tamtych okolic, a właściwie z Augustowa, więc wiem, że jest pięknie, walka w maratonie jak czytem też piękna i inspirująca. Pozdrawiam.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • Przeczytałem obie części śmiejąc się w głos, ale jednego się nie dowiedziałem – to na ile kilometrów był w końcu ten maraton? ;)

    P.S. Co to jest sadzone mleko? Chodzi o zsiadłe?

    • WarszawskiBiegacz

      Oczywiście zsiadłe :)

      Mój maraton miał 43 km 500 metrów. Organizatora dwa kilometry mniej :)

  • Kekor

    Chyba mnie przekonałeś 😉 W przyszłym roku planuje wymagające starty żeby dobrze przygotować się do pierwszego Ultra na jesień.

    • WarszawskiBiegacz

      No to idealnie pasuje!

  • akaen

    Mam w planach ten bieg. Fajna relacja ale pierwsza fota to taki spoiler :)

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki a bieg gorąco polecam!

  • justyna

    Gratulacje i szacun oczywiście, ale i dzięki. Dowiedziałam się że nie tylko ja potrafię zaliczyć glebę. Ewentualnie drugą. Te wredne korzenie, za pierwszym razem jak w zwolnionym tempie widziałam jak zbliżam się do ziemi, za drugim po prostu jebudu i myślałam że nie wstanę, i zostanę w tym leśnym wpizdu nie wiadomo gdzie (byliśmy na wakacjach) na zawsze. Dobrze wiedzieć że nie tylko ja tak mam :)

    • WarszawskiBiegacz

      Hehe, swoje gleby trzeba w życiu zaliczyć :)

  • Mateusz

    Może głupie pytanie, ale: co masz na ustawione na wyświetlaczu zegarka podczas biegu?

    • WarszawskiBiegacz

      Zależy jakiego biegu. Mam dwa ekrany. Jeden to: Czas biegu, kilometry, puls i średnia prędkość. Do tego zawsze autolap na 1 km. No i drugi ekran gdzie jest puls, dystans, czas okrążenia i średnie tempo okrążenia do interwałów.

  • Gravissa ***

    Rzeczywiście trasa wygląda bardzo malowniczo. Jedzenie też :D No i gratulacje. W ogóle to stworzyłam na swoim blogu wpis wg. mnie najlepszych blogów o tematyce fit/bieganie i znalazł się tam Twój – nad krótkim opisem użyłam screenu loga, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? (od-zera-do-runnera.blogspot.com)

    • WarszawskiBiegacz

      Hej, nie, nie mam nic przeciwko :)

    • Gravissa ***

      Dzięki, wolałam się upewnić bo to jednak wykorzystanie loga :)