Lopez Lomong „Biegiem Po Życie” – książka nie tylko dla biegaczy

biegiem po życie

Moja ocena

8

Jeżeli lubisz poruszające reportaże to książka dla Ciebie. Jeżeli chcesz poczytać o treningu i bieganiu, to raczej poszukaj innych pozycji.

W połowie września podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy, była wybierana książka biegowa roku. Wygrała rodzima produkcja, „Szczęśliwi Biegają Ultra” autorstwa Krzyśka i Magdy Dołęgowskich. Bardzo mnie to ucieszyło, książka z dedykacją (dzięki Krzysiek!) już leży na półce i czeka na skończenie. Jednak należy pamiętać, że drugie miejsce zajęła książka „Biegiem po Życie”, której bohaterem jest amerykański średniodystansowiec, Lopez Lomong. I słowa „po życie” nie są tu bynajmniej użyte jako alegoria.

Książkę zacząłem czytać jadąc na Maraton w Reykjaviku. Tak się wciągnąłem, ze całą pochłonąłem w Polskim Busie, na trasie Warszawa – Gdańsk. Spodziewałem się trochę innej książki. Wiedziałem, że Lopez nie miał łatwo. Wiedziałem, że był uchodźcą. Ale to co przeczytacie w tej książce może na zawsze zmienić w Was postrzeganie sprawiedliwości na tym Świecie. Bo to tak naprawdę nie jest do końca książka o bieganiu. To przede wszystkim reportaż z Afryki pokazujący okrucieństwo tamtejszych wojen domowych. Okrucieństwo tak duże, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić.

Lomong został wyrwany rodzicom przez wojsko Sudanu Południowego kiedy miał 6 lat. Wyrwany w sensie dosłownym. Zabrany rodzicom i wywieziony do obozu. Nie chce opisywać tutaj tego, co się w takim obozie działo. Ukradłbym historię przed przeczytaniem książki. Mi się takie rzeczy nie mieściły w głowie. Sporo widzimy okrucieństwa w TV, sporo słyszałem o wykorzystywaniu dzieci w Afryce do działań zbrojnych. Ale to co opisuje Lomong jest wręcz nieprawdopodobne.

W skrócie, Lopez ucieka, trafia do obozu dla uchodźców w Kenii i tam spędza kolejne 10 lat swojego życia. I jeżeli myślicie, że w takim obozie to już żyje się całkiem dobrze, to naprawdę musicie przeczytać tą książkę. Włos się na głowie jeży i wydaje się, że cofamy się do czasów średniowiecza. Co ciekawe autor jest wdzięczny za szansę, jaką dała mu Kenia. Wie, że w Sudanie było 10 razy gorzej. A wydawałoby się, że gorzej już być nie może.

biegiem po życie

W wieku 16 lat Lomong zostaje adoptowany przez rodzinę z USA. Cała historia tego, w jaki sposób się to stało jest niezwykle fascynująca i poruszająca. A okres jego adaptacji w Ameryce (zaczynamy na lotnisku) to materiał na komedię roku. Z jednej strony to śmieszne, z drugiej tragiczne, że dostając hamburgera myślisz, że to jedzenie na cały dzień. A widząc chleb, zastanawiasz się, jak to jest, że w Afryce najada się nim pół wioski, a w USA starcza na śniadanie, po czym reszta ląduje w koszu.

I teraz z Lomonga uchodźcy robi nam się znakomity biegacz. Lopez biegał w Kenii, ponieważ to była przepustka do gry w piłkę nożna. Kto pierwszy ten lepszy. Pętla? 30 kilometrów. Bez wody, na czczo. Od małego do 16 roku życia. Przyjechał do USA z dobrą bazą ;) Tam szybko się na nim poznali i tak poznajemy historię jak z bajki o Kopciuszku. Tylko bardziej okrutną. Poznajemy biegacza z Afryki, który jako dziecko spał skulony i wtulony w kolegów, żeby nie zamarznąć (a i tak byli tacy, co zamarzali). Jadł raz dziennie, piach z błotem i dodatkiem jakiegoś zboża. Całymi dnami przebywał w szopie, która jednocześnie była ubikacją. Z którego wyrósł Olimpijczyk. Ale jak sam Lomong mówi, jego największym sukcesem było uzyskanie dyplomu na jednej z amerykańskich uczelni.

O samym bieganiu w książce nie ma tak dużo. Nie dowiecie się za bardzo jak trenował, jak przebiegała dokładnie jego kariera. To nie jest książka o bieganiu, to książka reportaż, o tym jak z Sudanu Południowego można trafić na Olimpiadę, poznać prezydenta i ukończyć uczelnię w USA. Moim zdaniem książka w połowie trochę zwalnia i już nie potrafi nas tak pochłonąć. O ile opis przeżyć w Afryce jest niezwykle interesujący i poruszający, to już lata treningu, walki o Igrzyska Olimpijskie i starania o dyplom uczelni mogą już nie być tak wciągające. Dobra, na poziomie, ale nie jest to najlepsza literatura.

Podsumowując tę książkę chcę powiedzieć, że nie jest to książka o bieganiu, a raczej przejmujący reportaż o uchodźcy z Afryki, który został biegaczem i pojechał na Olimpiadę. Opowieść niezwykła, poruszająca, na pewno warta tego, żeby się z nią zapoznać. Pokazuje, że nawet z sytuacji beznadziejnych możemy jakoś wybrnąć. Nigdy nie należy się poddawać. Lopez Lomong dalej walczy, prowadzi fundację, ściąga dzieciaki z Afryki. Inspiruje tak samo jak jego książka. Polecam, co najwyżej możecie stracić jedną podróż autobusem.

  • http://runthistown.pl Luke Vein | runthistown.pl

    Lubię takie inspirujące historie, także trzeba będzie się zainteresować. A jak będę chciał poczytać o treningu i bieganiu samym w sobie, to wezmę Danielsa ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Naprawdę polecam, książkę pochłania się na raz :)

  • http://jelon.blox.pl Jelon

    Miałem podobne wrażenia po przeczytaniu tej książki. Momentami naprawdę przejmująca.

    • WarszawskiBiegacz

      Ja nawet rozglądałem się z jakimiś reportażami z Afryki, tak mnie temat zainteresował. Najlepsze, że to się dzieje cały czas, a w mediach w sumie milczą, mało interesujący temat…

  • Kamil

    Może jestem dziwny albo zobojętniały ale im dalej tym książka właśnie bardziej mi się podobała choć cała jest bardzo dobra.Raczej po okładce można się zorientować, że to powieść a nie książka treningowa.Warto sięgnąć bo motywuje i przede wszystkim nie ma momentów gdy masz ochotę ominąć jakiś rozdział ze znużenia.Można powiedzieć,że sama się czyta i to jest właśnie cecha najlepszych książek.Sama historia się broni i do tego dobrze napisana.Jak dla mnie dużo lepsza od „Siły ambicji” Mo Faraha choć przed czytaniem mogło się wydawać, że będzie inaczej.

    • WarszawskiBiegacz

      Dla mnie to zupełnie inne książki. Ja z Faraha wyciągnąłem dużo ciekawostek biegowych (nie mówię o samym treningu, bo wiem, że nie o tym sa te książki) i to było dla mnie bardzo fajne. Obie dobre, obie warte przeczytania.

    • Kamil

      Zgadzam się.Są inne.Również uważam, że obie warte przeczytania.Po prostu narzuciło mi się porównanie z tego względu, że mimo wszystko trochę łączy tych biegaczy i książki wyróżniają się na tle innych książek o bieganiu.

  • Michał

    To nie jest książka o bieganiu, Najlepiej posumuje to cytat z Arystotelesa: Jeśli chcecie opowiedzieć historię narodu, opowiedzcie historię jednego człowieka i z niej wyrośnie historia całego narodu

    • WarszawskiBiegacz

      Super powiedziane.

  • sly

    Świetna pozycja! dzięki.

    • WarszawskiBiegacz

      Proszę

  • Rusia

    Uwielbiam tą książkę, ale raczej dlatego, że jest bardzo wzruszająca (przynajmniej dla mnie) i kilka razy na niej płakałam ;d