Leipzig Marathon 2017, maraton nie wybacza – relacja część 2

Leipzig marathon 2017

Wracamy na trasę Leipzig Marathon 2017. W nogach 22 kilometry. Wszystko jak w zegarku, co do sekundy. W ręku drugi żel czeka na zjedzenie. Na razie biegnie się dziwnie w kratkę, raz lepiej, raz gorzej. Trochę przypomina mi się maraton w Bostonie, ale cały czas lecę na życiówkę. Biegnę na wynik w granicach 2:24. Przede mną najtrudniejsze 5 kilometrów biegu. Muszę to przetrzymać. Od 29 kilometra będę już nadrabiał. Byle tam dotrzeć i spokojnie urwę te kilka sekund. Nie myślę już o fenomenalnym wyniku, ale myśli o życiówce nawet na chwilę nie porzuciłem.

Mijam 24 kilometr. Zjadam żel, popijam wodą. I zaczynam mocno pracować. Zaczyna się cały czas lekko pod górę. Dopiero na profilu trasy po biegu widzę, że jednak nie było to tak mało. Około 45 metrów na 6 kilometrach. Do tego czołowy wiatr. Na początku dobrze idzie. 3:24, 3:25 min/km. Jeszcze tylko 4 kilometry! I raptem kończy mi się prąd…

Zaczynałem myśleć już o mecie ;)
Zaczynałem myśleć już o mecie ;)

Dosłownie kończą mi się siły na bieg. Nie żebym nie miał energii w postaci glikogenu. Nie żebym się jakoś zajechał. Nie żeby nogi mi się składały. Wspinam się bez życia, 3:39, 3:42 min/km! Patrzę na puls, 160! Nie mogę go podbić, pikuje w dół. Nic nie mogę z tym zrobić. Pochylam się trochę, staram się walczyć. Nic. Zero reakcji organizmu. Zły strasznie odliczam metry do nawrotki. W końcu po męczarniach dobiegam do 29 kilometra. Wypłaszcza się. Przyspieszam do 3:31 min/km, zakręt, wiatr w plecy i w dół. Liczę międzyczasy. Muszę pobiec następne 10 km w 34 minuty i na mecie cieszę się z życiówki. Spinam się, polewam wodą i ogień.

Poszczególne odcinku 10 km i puls, 166, 166, 161, 159 ...
Poszczególne odcinku 10 km i puls, 166, 166, 161, 159 …

3:20 min/km, 3:23 min/km. Początek dobry. Zakręcam ponownie w prawo pod długi podbieg, i chyba to był koniec marzeń o dobrym wyniku. Staram się, naprawdę robię co mogę. Ale nie jestem w stanie. Puls 158, masakra. Powoli zaczynam kląć pod nosem, robię nawrót, mam dokładnie 90 sekund przewagi nad Niemcem. Z górki jeszcze biegnę całkiem szybko, zjadam ostatni żel. Ale organizm już na nic nie reaguje. Kompletna niemoc.

leipzig_marathon_2017_27

Dobiegam do 34 kilometra i już w pełni godzę się z tym wynikiem. Nie napiszę z porażką, bo ciężko nazwać porażką wygrany bieg. Ale wiem, że założenia czasowe były inne, na pewno ich nie spełnię. Chcę w tej chwili spokojnie dowieźć wygraną i nie zajechać się za bardzo. Zaczynam myśleć o Wingsie, o regeneracji. Chcę już do domu :D

leipzig_marathon_2017_26

Zwolniłem. Nie jakoś bardzo, ale jednak straciłem całą motywację. Biegnę w granicach 3:30 min/km, czasem trochę wolniej. Mogę powiedzieć, że na luzie, chociaż mój stan się nie zmienia. Niby luz, ale nie jestem w stanie nic zrobić. Odliczam już kilometry. Wszystko się ciągnie. Dubluję biegaczy, wyprzedzam rolkarzy. Mam niesamowity doping. Zwalniam na punktach z wodę, piję, polewam się. Jeszcze oglądam za siebie, długo, długo nic. Wbiegam na most, jeszcze dwa kilometry. Ponownie setki kibiców przy trasie. Już ogłaszają mnie wygranym, a ja jeszcze mam 7 minut do mety. Biegnę spokojnie, w miarę zrelaksowany. Dobiegam do ostatniego zakrętu. Pojawia się meta.

leipzig_marathon_2017_20

Ciężko opisać taką chwilę. Widzę taśmę, w koło setki kibiców głośno Cię dopingują. Spiker przybija piątkę. Dziękuję wszystkim za okrzyki. Jeszcze 100 metrów. Już wiem, że wygrałem. Moment przecięcia wstęgi jest magiczny. Chcę się cieszyć, krzyczeć, ale mimo wszystko czegoś mi brakuje. Zerkam na zegar, 2:27, o wiele za wolno. Wiedziałem, że tyle będzie. Nigdzie się przez ostatnie 10 kilometrów nie spieszyłem. Życiówki i tak bym nie zrobił. Mam niedosyt, duży niedosyt. Cieszę się, ale jestem na siebie zły. Plan był inny i jasno deklarowałem, że jadę tam po nowy rekord życiowy. To nie wyszło. Nie jestem w stanie się w pełni cieszyć. Staram się natychmiast wyciągnąć wnioski.

leipzig_marathon_2017_16

Nie zrozumcie mnie źle, nie było tak, że skończyłem na pierwszym miejscu i kląłem pod nosem. Nie, uwielbiam wygrywać maratony. To magiczna chwila. Ale nie będę piał z zachwytu nad wynikiem 2:27 Nie w przypadku, gdzie biegałem już 2:25 a chcę z każdym startem zbliżać się do 2:20 To nie tak miało wyglądać, mam inne ambicje, inne plany.

leipzig_marathon_2017_18

Na chłodno po biegu przemyślałem ten start. Wyciągnąłem wnioski. Jestem niemal pewny powodów swojej dyspozycji. Jeszcze trochę rzeczy muszę przemyśleć, ale główna przyczyna jest mi znana. Oczywiście nigdy nie ma się pewności, czy dobrze się myśli. Ale raczej tutaj się nie mylę. Jednak o tym już w kolejnych wpisach.

leipzig_marathon_2017_17

Na mecie spokojnie szukam Marioli. Czekam również na drugiego na mecie, wpada z czasem 2:29:02. Mówi, że chciał pobiec 2:27 ale tak samo jak ja, bardzo zwalniał na drugiej pętli. W sumie patrząc na wyniki zwalniali wszyscy. No cóż, maraton… Trzeci na metę wpada z Polski. Dzwonię do Kasi, na gorąco omawiamy bieg. Mówi, że według relacji na stronie Paweł bardzo osłabł. Zaczynam się martwić. Dowiaduję się, że Mariola wygrała bieg na 4 kilometry, poszła jak pocisk :) Raptem widzę Pawła, wpada na metę z czasem 2:43 na 6 miejscu. Nie jest zadowolony, mówi, że to był chyba najtrudniejszy bieg w jego życiu. Patrząc jak wygląda, nie sposób mu nie wierzyć.

Pozostawiam bez komentarza :D
Pozostawiam bez komentarza :D

Dał z siebie wszystko, również zwalniał ale z każdym kilometrem awansował wyżej w klasyfikacji biegu i skończył na 6 miejscu. Ale wygląda naprawdę źle :) Zaczynamy się o niego bać. Po chwili zbieramy się wspólnymi siłami z mety i idziemy po piwo. Pijemy bezalkoholowe, jedno za drugi. Matko, w takich momentach nic nie smakuje tak dobrze jak piwo! Przebraliśmy się i czekamy na dekorację.

Party time :)
Party time :)

W tym roku niestety nie było rowerów BMW do wygrania, szkoda, myślałem, że będę z Kasią i jej Krychą jeździł na randki :) Natomiast jedno z moich marzeń się spełnia. Dostaję na podium olbrzymi puchar piwa! Nie wiem dlaczego, ale zawsze chciałem taki mieć. Do tego piękny medal, szklany, grawerowany, dla zwycięzcy. To wspaniała pamiątka. Jeszcze chwila radości, wspólne zdjęcia i czas pożegnać się z Lipskiem. Wsiadamy do samochodu i ruszamy w 7 godzinną podróż do Warszawy. Do dziś nie wiem czy bardziej bolą mnie nogi po biegu, czy od siedzenia w samochodzie.

leipzig_marathon_2017_23

No cóż, nie zawsze się udaje. W takim momencie uświadamiam sobie, jak niewdzięcznym biegiem jest maraton. Masz jeden strzał i koniec. Muszę czekać do jesieni. Nie wyszło, nie udało się. Maraton nie wybacza błędów. Z drugiej strony wygrywam kolejny maraton, jestem bardzo szczęśliwy. To są chwile, które zostają w pamięci na zawsze. Ale przede wszystkim zbieram bezcenne doświadczenie.

leipzig_marathon_2017_22

Ten maraton nauczył mnie tyle, co 10 poprzednich razem wziętych. Może i potrzebowałem takiego kopa. Taki kubeł zimnej wody działa na mnie zawsze mobilizująco. Teraz zostały cztery tygodnie. 28 dni, które trzeba mądrze przepracować. Tutaj już nie ma miejsca na błędy. Żadne! I być może ten maraton właśnie przed tymi błędami mnie uratował. Czas pokaże. Następna relacja po Mediolanie!leipzig_marathon_2017_24

More from Bartosz Olszewski

Rock ‚n‘ Roll Las Vegas Marathon – relacja część druga

Zaczynamy część drugą relacji z Las Vegas Marathon. Uwielbiam te noce po...
Read More
  • Dzięki za oba wpisy! Szacunek za szczerość w samokrytyce, to chyba najważniejszy wniosek z lektury – nie osiadać na laurach i przeć do wyznaczonego celu :)

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • Błażej Wyka

    Bartek gratuluję wygranej!!!! Tak czy inaczej jesteś inspiracją dla nas. Tak trzymać!!!! ps. mam swoje typy odnośnie powodów nieutrzymania zakładanego tempa. Obstawiam:
    1) profil trasy (przy Twoich prędkościach ma to już kluczowe znaczenie, nie bez kozery wszystkie rekordy świata są na płaskich trasach),
    2) wspomniany przez Ciebie wiatr,
    3) brak konkurentów na podobnym poziomie, nie ma jak prawdziwa rywalizacja:)
    4) brak pełnej regeneracji po morderczych treningach ???

    • Do tej listy dołożyłbym też:
      5) siła. a w zasadzie jej niedostatki – oczywiście te długie podbiegi pewnie łyknąłbyś bez problemu, gdybyś leciał w grupce i po zmianach. ale tutaj doszukiwałbym się dramatycznego spowolnienia.

      Jezu. co ja zresztą piszę – i tak nie mogę wyjść z podziwu! 2:27! ukłony ukłony ;)

    • WarszawskiBiegacz

      I tak i nie. Na półmaratonie na 18 kilometrze wskoczyłem na most nie zwalniając nawet o sekundę. Na pewno ten element muszę poprawić, ale nie żeby szybciej wbiegać, tylko żeby bardziej dynamicznie i lepiej wytrzymywać dystans biegu.

    • WarszawskiBiegacz

      Zdecydowanie 4 :) Dobrego masz nosa :)

      Oczywiście inne elementy też, ale trzeba pamiętać, że przy podobnych warunkach pobiegłem na tej trasie 2:25:16 w samotnym biegu. A formę wtedy miałem gorszą.

  • Mi Wi

    Przede wszystkim gratulacje wygranej Mistrzu! Czas „zawaliłeś” na całej linii ale kiepsko trochę się biegnie solo – w szczególności na długim dystansie pod wiatr. Głowa do góry – tak jak sam napisałeś, takie lekcje też są potrzebne + czasami trzeba zrobić mały krok do tyłu, żeby chwilę później wykonać duży skok do przodu! Regeneruj się teraz, nabieraj sił i wracaj jeszcze mocniejszy! pozdrowienia!

  • Artur Kaliś

    Gratulacje! Mega czas i pierwsze miejsce – WOW! Chylę czoła.
    ps. Czym zajmujesz głowę w czasie biegu? Nigdzie o tym nie wspomniałeś we wpisie. Czy oprócz obliczeń na szybko jest coś co pomaga Ci na długich dystansach i to jeszcze solo? Tym bardziej, że końcówka stała się demotywująca lekko. Pozdrawiam i szykuje się do kibicowania Tobie na WFL.

  • Piotr Fiłonowicz

    Dobry, trzymający w napięciu wpis 😉 A wynik – chociaż poniżej Twoich oczekiwań – i tak znakomity :-) Gratuluję!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • JacekP

    Świetny wpis. Mimo niepowodzenia bardzo motywujący. Przed WfL zdecydowanie przyda się taki zimny prysznic, a w Mediolanie będzie już ogień. Dawno już nie czekałem na relację z jakiegoś wydarzenia sportowego jak na ten bój z Calcaterrą :) Powodzenia

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję, ja też się nie mogę doczekać biegu :)

  • Krzysztof Szymański

    Nie ważne jak bardzo dobrze jesteś przygotowany do maratonu, on i tak zawsze cię upokorzy.
    Gratulację dla wszystkich :)

    • WarszawskiBiegacz

      Dokładnie tak :)

  • Bagins

    Szkoda jednak, że nie wybrałeś mojego Gdańska :) Tu pierwsze miejsce to akurat 2:24, a drugi 2:25, więc miał byś z kim biec… A warunki były bardzo dobre. I do Gdańska bliżej niż do Lipska :) Tak czy siak, mega gratulacje za wygraną!!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki, też trochę żałuje. Ale co zrobić, nie zawsze trafisz…

  • Wojciech Lutowski

    Mój idolu drogi! Ten sam dzień maratonu i to samo ;) Nieobliczalność, mimo pewności siebie na starcie niebezpodstawnej!!!
    Powodzenia!!! Brawo za wygraną i upór- większość nawet dobrych biegaczy by się zadowoliła „tylko” wygraną- kasa, fejm i takie tam :) Lubię Cię!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!
      PS – Kasa taka, że starczyła na pokrycie kosztów ;)

  • Grzegorz Nadolski

    Tak myśle że nie wyszło po twojej myśli bo było przede wszystkim ciepło . I jak piszesz profil trasy może nie był ciężki ale nie pomagał . Oczywiście powodów może być więcej . Gratuluje zwycięstwa !!

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki!

  • Zakhol Zakhol

    Ja obstawiam te 7h w aucie dzień wcześniej ;-)
    Każdemu od czasu do czasu trafia się taki start, tylko mało kto kończy na pierwszym miejscu. Gratulacje, super wpis!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję!

  • ps

    A może taki maraton na zmęczeniu to po prostu dobry (ryzykowny, ale przeżyłeś) trening przed WFL? Czy taki lekko opadający puls podczas WFL, do 80-90 km, to dobrze, czy źle? Ciekaw jestem, jak to jest podczas ultra – cały czas równo? (i oczywiście Gratulacje).

    • WarszawskiBiegacz

      W Kanadzie miałem równo. No i masz rację, na pewno ten maraton był częścią przygotowań do Mediolanu.

  • Misiek Anioł

    jak na Amatora to całkiem nieźle .I jest miejsce do dalszego progresu a to oznacza :) ze jeszcze będzie o Tobie głośniej . Pozdrawiam I jak mogę chcę zrobić sobie z Tobą fotkę przed Wingsem :) albo po można to jakoś ugadać wcześniej hehe . pozdrawiam

  • Korzonek

    Hej. Przyjechaliście do Lipska w Sobotę po południem/wieczorem?

    • WarszawskiBiegacz

      W sobotę ok. 18