Każdy robi błędy, mało kto potrafi się do nich przyznać

błędy

Zanim podsumują kolejny tydzień, chciałem się odnieść do krytyki tego, że zrobiłem takie głupie błędy w poprzednim tygodniu. Możecie o nim przeczytać w podsumowaniu tygodnia. Powiem Wam, ze każdy je robi. Jak patrzę na to jak trenują ludzie, jakie głupoty wyczyniają, jak ciągle proszą się o kontuzje, to dziwi mnie, że praktycznie nikt nie potrafi o tym napisać wprost. Wszyscy piszą tylko o „sukcesach”, nikt nie potrafi się przyznać, że coś mu nie wyszło. Jakby to było coś złego.

Prawda jest taka, że wielkie rzeczy osiągają tylko Ci, którzy nie boją się ryzykować, nie boją się często iść pod prąd. Tak, poniesiecie wtedy wiele porażek, wiele treningów Wam nie wyjdzie, kilka razy odbijecie się od muru. Ale ostatecznie to właśnie te osoby osiągają najwięcej.

W komentarzach ciągle czytam, że coś robię za szybko. Gdzieś ryzykuję przetrenowaniem. Coś zrobiłem za mocno. Te same komentarze pod wpisami wszystkim ambitnych i naprawdę szybkich amatorów trenujących bieganie. Ba, nawet zawodowcy słyszą te mądrości. A staraliście się kiedyś zastanowić, że skoro biegamy za dużo i za szybko, to dlaczego biegamy szybciej od osób, które wyrażają te opinie? Może zwyczajnie czas sobie uświadomić, że żeby biegać szybko, to trzeba biegać szybko. A żeby biegać szybko biegi długodystansowe, to trzeba biegać szybko i dużo. Taka jest prawda. A wszystkie pierdoły typu „biegaj mniej, wolniej i poprawiaj życiówki” to wyjątki potwierdzające regułę. Ale tak samo jak na siłowni wszyscy chcą napompować bicepsy w 2 tygodnie, tak samo biegacze chcę biegać szybciej, trenując mniej i w dodatku nie zmuszając się do zbytniego wysiłku. Naczytają się mądrości i później zarażają nimi całą sieć.

Podobno po maratonie nie wolno mocno trenować. Trzeba człapać. Nie zgadzam się z tym. Jakbym człapał po maratonie, a nie solidnie trenował, to nie wygrałbym Wings For Life, nie wygrałbym Lozanny, Lucerny i nie byłbym drugi w Las Vegas. Co ciekawe, nigdy w takim treningu nie doznałem kontuzji. Więc nie mówcie jak trzeba, bo powielacie tylko jakieś stereotypy. Problemem nie było to, że chciałem dalej mocno trenować. Problemem było to, że źle dobrałem treningi do aktualnej dyspozycji dnia. Koniec, kropka. A co do jedzenia. Niestety zmartwię Was, do końca życia będę miał przygody z opychaniem się lodami i pizzą. Za bardzo je lubię, żeby sobie ich odmawiać. Ostatnio polubiłem też wafle ryżowe z czekoladą i żelki. A colę zero piję litrami. Staczam się.

I jeszcze jedno. Zobaczcie jak działa internet. Wiecie jak większość osób opisałaby ostatni mój tydzień? Właśnie tak:

We wtorek, bez snu, siłą woli wyszedłem z bratem na trening. Wiedziałem, ze muszę się przełamać, że koniec lenistwa. Była fatalna pogoda, ale ja zmusiłem się do treningu. Kiedy zacząłem biec z bratem w drugim zakresie, dostałem takiego wyrzutu endorfin, że zrobiłem 6 kilometrów po 3:45 min/km. Czułem się wspaniale, takie tempo zaraz po maratonie! W środę potwierdziłem swoją dyspozycję biegnąc spokojnie 20 kilometrów w tempie 4:20 min/km. W czwartek za to pokazałem, że dalej jestem w grze. W pełnym słońcu zrobiłem 5 kilometrów w tempie 3:20 min/km, a na koniec jeszcze kilka dwusetek na poprawę szybkości. Było 5 dni po maratonie, a ja wiedziałem, że w weekend mogę biec następny. W piątek postanowiłem zluzować. Byłem na fali, ale po co ryzykować? Dałem sobie odpocząć. Za to w sobotę był mój dzień. Ponownie w upale zrobiłem 14 kilometrów w tempie maratonu. Później kończyłem w tempie drugiego zakresu, cały czas miałem siłę biec szybko i dobrze technicznie! W niedzielę w ogóle nie czułem zmęczenia, byłem zającem i prowadziłem grupę tempem 4:30 min/km, wydawało mi się, że truchtam. Byłem tak głodny szybkiego biegania, że wieczorem musiałem zrobić jeszcze mocne BNP. Wspaniały tydzień, łącznie około 10 kilometrów progowo, prawie 20 kilometrów w tempie maratonu i jakieś 20 kilometrów drugiego zakresu. Wspominałem już, że w poprzednią sobotę przebiegłem maraton? Zawsze chciałbym tak szybko się regenerować!.

No właśnie, pięknie da się to opisać. Tylko czytając moje wpisy, macie pewność, że nie pieprzę głupot jak powyżej, nie ściemniam, nie naciągam, ale szczerze i autentycznie piszę o treningach, które wykonuję. Chcę, żebyście Wy się na tej podstawie czegoś nauczyli. A ten brak autentyczności i pozerstwo w bieganiu osiąga ostatnio kosmiczne rozmiary. Niestety.

PS – Reszta wpisów w tym tygodniu będzie już przyjemna.

More from Bartosz Olszewski

3 przyczyny porażek przy realizowaniu gotowych planów treningowych

Zaczynamy biegać. Albo mamy już całkiem spory staż biegowy. Szukamy konkretnego planu,...
Read More