Każdy czasem ma dość

odpoczynek

Jak pewnie zauważyliście, ostatnio moja aktywność na blogu, Facebooku i Instagramie drastycznie spadła. To i tak całkiem dobrze, ponieważ aktywność fizyczna, związana z bieganiem, spadła mi do zera. Jedynie na snapchacie zanotowałem zwyżkę, z zera do jednego snapa. Powodów jest kilka, ale jeden decydujący. Zwyczajnie miałem dość. I moim zdaniem każdy ma czasem prawo powiedzieć STOP i zwyczajnie odpocząć.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest spowiedź. Nie usprawiedliwiam się również w żaden sposób, bo nie ma z czego. Chciałem tylko pokazać, że również jestem człowiekiem. Często ludzie myślą, że jestem niezniszczalny. Moim zdaniem każdy jest, każdy w końcu może mieć dość. To był zdecydowanie najcięższy sezon w moim życiu. Najszybszy półmaraton w życiu i połamane w końcu 1:10. Później życiówka w maratonie, wygrana w Wings For Life. Zaraz ciężki obóz treningowy w Sankt Moritz, wygrany Reykjavik Marathon, drugie miejsce w Krynicy. Już dwa tygodnie później bieg na granicy życiówki w Warszawie.

Po tym maratonie byłem już wykończony. Zresztą nigdzie tego nie ukrywałem. Same starty to czysta radość, ale ciągł ytrening na granicy możliwości to już ogromne poświęcenie fizyczne i psychiczne. Odpocząłem, jednak jak się okazało, nogi nie zregenerowały się w pełni. Pojawiła się szansa biegu na Jamajce, nie mogłem sobie odmówić takiej okazji. Ponownie wskoczyłem w mocny trening, ale już wiedziałem, że ta maszyna długo nie pociągnie. Zwyczajnie na wybieganiach padały mi nogi. Na interwałach zaczynały boleć piszczele. Biegi progowe szły jak krew z nosa. Zrobiłem trening na pół gwizdka, wiedziałem, że stać mnie na jakieś 2:32 nawet w upale, pojechałem i się udało.

Tak naprawdę udało mi się w tym roku wszystko. No może za wyjątkiem Biegu Powstania Warszawskiego, gdzie nie trafiłem w metę. Po tym wszystkim, po maratonie na Jamajce, jak wstałem w niedzielę rano, wiedziałem, że szybko nie pobiegam.

Codziennie starałem się przekonać sam siebie do choćby kilku kilometrów, ale nic z tego. Wolałem błogo poleżeć. Smacznie zjeść. Poopalać się na plaży. Od tego czasu minęło równe 16 dni. Dziś jest poniedziałek. Rano biegałem. A przynajmniej taki miałem zamiar.

W najbliższym czasie podejmę decyzję co dalej, jakie plany na wiosnę. Byłem przekonany, że będzie to mocny maraton, na życiówkę. Ale teraz zastanawiam się trochę, czy będę w stanie się do takiego startu przygotować. Pewnie odpowiedź poznam pod koniec stycznia. Zobaczę jak będą szły treningi, w jakiej jestem formie.

Jaki z tego morał? Może taki, że jak chce się w czymś być naprawdę dobrym, to trzeba robić to na 100%. Jednak nie da się bez przerwy być cały czas na maksymalnych obrotach. Każdy potrzebuje czasem przerwy, nawet olimpijczycy. Więc jak chcecie być najlepsi, dawajcie z siebie wszystko. A jak macie dość, to zwyczajnie odpocznijcie i wróćcie pełni energii i gotowi do działania.

Ja od jutra się nie opierdzielam. Powoli wchodzę w bieganie. Na pewno wzmocnię stabilizację i mocno chcę postawić na wzmocnienie mięśni nóg. Teraz są tak słabe, że mam problemy ze wskoczeniem na krawężnik. Trochę się też porozciągam. Plan jest ambitny, ciężko będzie mi to wszystko połączyć. Tym bardziej, że ponownie zmieniam lokalizację miejsca pracy i czeka mnie urządzanie mieszkania. Ale dla chcącego nic trudnego.

A jak Wy zastanawiacie się, czy odpocząć, to macie czas do końca roku. Potem już nie ma zmiłuj, straconego czasu nie nadrobicie. Ważne starty już na wiosnę!

PS – a już jutro kulinarny wpis prosto z Jamajki. Będzie ślinka ciekła!

More from Bartosz Olszewski

Podbiegi plus bieg tempowy. Trenuj ciekawie i buduj formę!

Na pewno warto robić treningi podbiegów. Pracować nad siłą biegową, techniką, ekonomią...
Read More