Jamajski rozkład jazdy

IMG_8248

Koniec wakacji, wracam do blogowania. W końcu ile można wrzucać fotek jedzenia i plaży? Każdemu w końcu się znudzi. Mam nadzieję, że Wy jakoś to przetrwaliście. Z jednej strony wiedziałem, że już tego za dużo. Z drugiej, musiałem w końcu odpocząć. Nie chciało mi się pisać, nie miałem czasu, nie miałem weny. Ale nie chciałem też, żeby życie na facebooku zamarło.

Dziś pierwszy wpis po długiej przerwie. Chcę streścić tematy o których będę pisał w najbliższym czasie. Trochę Was zaciekawić, trochę zachęcić do śledzenia bloga w najbliższym tygodniu. Bo mam o czym pisać, mam setki wypasionych zdjęć i mnóstwo ciekawych historii, które muszę opowiedzieć. Poza tym tytuł nie jest przypadkowy. Nie wiem czy wiecie, ale na Jamajce nie ma rozkładów jazdy. Jak zapełni się bus to rusza. Tak samo ja nie zagwarantuję terminów publikacji postów, ale wiem, że na pewno się pojawią i już znam tematy o których będę pisał.

IMG_8215

Na początek na pewno relacja z maratonu. Myślę, że dwie części w zupełności wystarczą. Dla mnie Reggae Marathon to nie sam bieg, ale cała otoczka, pasta party, imprezy, atmosfera, plażowanie. Jest o czym pisać, tym bardziej, że sam bieg dla mnie wcale nie jest jakiś wybitny, żeby nie powiedzieć, że jest mocno średni. Za to całość tworzy już niezapomnianą atmosferę, wydarzenie, które się pamięta do końca życia. Więc jeżeli chcecie wiedzieć jak się biega w potwornym upale, w oparach dymu z marihuany i cały czas słuchając Boba Marleya, koniecznie przeczytajcie relację z biegu.

jamaica_2015_jamaica_2015_DSC01668

Jeszcze trochę Was zaciekawię. Na Reggae Marathon pije się z woreczków foliowych. Połowa zawodników kwalifikuje się jako osoby nie tyle z nadwagą, co chorobliwie otyłe. To bieg po którym mam już dość Boba Marleya na przynajmniej rok. Bieg, gdzie na punktach żywieniowych byłem częstowany skrętami. Bieg, po którym nie dane nam było (mi i Kasi) uczestniczyć w dekoracji. To maraton podczas którego został potrącony rowerzysta, który prowadził mnie jako lidera maratonu. Poza tym to zawody, które ja wygrałem, Kasia skończyła na drugim miejscu, a zamiast świętować wylądowaliśmy w szpitalu…

IMG_8266

Powyższe wątki rozwinę już w relacjach z biegu. Ale to nie wszystko co zamierzam napisać po tym wyjeździe. Na chwilę zamienię się w blogera podróżnika. Chcę opisać Jamajkę. Co mi się podobało a co nie. Dlaczego nie polecam nikomu Negril za to zakochałem się w Treasure Beach. To kraj takich kontrastów, że spokojnie można napisać książkę. Nie będę jednak kolejnym blogerem zachwycającym się każdym aspektem Jamajki. To kraj piękny, gdzie spotkamy wspaniałych, życzliwych ludzi. Z drugiej strony to kraj, gdzie wiele regionów jest przesiąkniętych turystyką w najgorszym wydaniu. Gdzie wyjście poza obręb hotelu natychmiast kończy się nagabywaniem i wciskaniem czegoś na siłę. Gdzie wszyscy chcę nas zrobić na kasę. Jednak, żeby nie było tak mrocznie, na szczęście to tylko regiony, które moim zdaniem trzeba unikać.

jamaica_2015_jamaica_2015_DSC01628

Kiedy już napiszę relacje z maratonu oraz opiszę Jamajkę, jaką ja poznałem, przyjdzie czas na kulinarny przewodnik po Jamajce. Jak dobrze wiecie, uwielbiam jeść, szczególnie słodycze. Więc na początku płakałem, bo tych na Jamajce brak. Natomiast odkryliśmy kilka perełek. Aż w końcu trafiliśmy do wspaniałej restauracji, która wyglądała jak barak. Prowadzone przez przemiłą starszą panią. Tam poznaliśmy prawdziwe smaki Jamajki. Od zwykłego jerk chicken po homara. Pisząc to jeszcze pamiętam smak wczorajszej wołowiny i już tęsknią za Smurfem (bo tak nazywała się ta knajpka).

jamaica_2015_DSC02436 1

I to chyba tyle, zaraz zaczynam pracę nad tymi postami. I tutaj prośba do Was. Jak chcecie znać odpowiedzi na jakieś pytania związane z Jamajką, jedzeniem, zwiedzaniem itp. to piszcie teraz a ja na wszystko postaram się odpisać w postach. Tylko błagam nie pytajcie mnie już o marihuanę. Jak chcecie wiedzieć to jest ona tam popularniejsza niż u nas papierosy. Pali ją ponad 70% kraju (wliczając dzieci). Wszędzie pachnie skrętami. I każdy, dosłownie każdy może Wam ją sprzedać. No i od tego roku jest legalna.

Jak wszystko pójdzie dobrze, to jutra pierwsza część relacji z biegu. Postaram się opublikować do porannej kawy. Respect!

  • Julia Aniella

    O tak, czekam na relację do kawy. Czekam na nią z wielką niecierpliwością, ale i wszystkie inne posty chętnie pochłonę. :)

  • janekowalski.blogspot.com

    Haha, spędziłem kiedyś pół roku życia na Karaibach (choć nie na Jamajce), wiem czym to pachnie :) Można doznać pewnego rodzaju szoku, konfrontując rzeczywistość z wyobrażeniami (przynajmniej tak było u mnie). Jestem bardzo ciekaw tych zapowiedzianych postów. Gratulacje wyniku!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję. Jeszcze za pisanie samej relacji z pobytu się nie zabrałem, ale miałem podobnie. Wyobrażenia a rzeczywistość inna.

  • http://bieganieuskrzydla.pl/ Kamil

    Hej. Jest gdzieś jakieś info na tema samolotu? Jak tam dotarliście, gdzie były (i ile) przesiadek?

    • WarszawskiBiegacz

      My lecieliśmy Warszawa – Londyn – Chicago – Montego Bay (30 godzin) z przesiadką nocną w Chicago.
      Montego Bay – Charlotte – Londyn – Warszawa – 16 godzin, szybkie przesiadki.